Jak dobrze!

 

Jak dobrze wyjechać na urlop!

Jeszcze nigdy wcześniej tak doskonale nie odpoczęłam, chociaż wyjeżdżaliśmy niemiłosiernie zmęczeni, po oddaniu kilku projektów, zakończeniu roku akademickiego i szpitalnych historiach mojego osobistego urbanisty. Mieliśmy też oczywiście lekkie obawy, czy coś w firmie nie zacznie się bez nas sypać. Nasz wspaniały zespół poradził sobie świetnie, telefon szczęśliwie milczał, a zabrany na wszelki wypadek komputer służył głównie do poszukiwania knedlikowych rekomendacji w kolejnych miastach. Warunek był jeden: nie spieszymy się z niczym i czyścimy głowy z myślenia o projektach i obowiązkach.

Wybraliśmy najskuteczniejszy dla nas sposób odpoczywania: podróżowanie pomiędzy miastami, najlepiej niedużymi i malowniczymi. Idealnie, jeśli dzielą je co najmniej dwie godziny drogi. Gapię się wtedy leniwie przez szybę pociągu albo autokaru, co chwilę przysypiając. Na stacji zawsze jesteśmy wystarczająco wcześnie, żeby spokojnie wypić kawę albo piwo. Może wstyd się przyznać, ale jedyną zabraną książkę (i to tak niskich lotów, że jeszcze bardziej mi wstyd) otworzyłam dopiero ostatniego dnia. Ale to mój mózg tak bardzo domagał się, aby jedyne docierające do niego bodźce były proste i przyjemne. Dlatego nie umiem odpoczywać na plaży – straszne nudy. Odpoczynek to dla mnie porządne wyspacerowanie i piękne widoki (może w końcu trzeba spróbować gór). Tym razem wyjątkowo dużo przesiadywaliśmy na ławkach gapiąc się na ludzi. Czasem z lokalnym piwem, a w Karlovych Varach z kolejnymi dolewkami gorącej wody mineralnej.

A miejsca do siedzenia i gapienia wybraliśmy przednie. Oczywiście bez branżowego spojrzenia na miasta i architekturę się nie obyło. Fotografowaliśmy przestrzenie publiczne, przedyskutowaliśmy układy urbanistyczne, a w Pilznie zobaczyliśmy trzy niesamowite wnętrza projektu Loosa. W Czeskim Krumlovie, najbardziej turystycznym mieście na naszej trasie, wpadliśmy do muzeum Egona Schiele, gdzie co prawda stała ekspozycja nie jest zbyt powalająca, ale trafiliśmy na wystawę, którą rok wcześniej mieliśmy okazję obejrzeć na weneckim Biennale. Czesi przedstawili wówczas ironiczny projekt o zatrudnieniu statystów udających mieszkańców w zadeptywanych przez turystów miastach z listy UNESCO. Fakt, tubylców nie było tam widać praktycznie żadnych. Za to takie miejsca jak Hradec Kralove czy Czeskie Budejovice są już jak najbardziej autentyczne i niezepsute turystycznie. Mają nawet – brzmi znajomo, prawda? – wyasfaltowane rynki zajęte przez samochody. Za to kultura jazdy, a przede wszystkim parkowania, jest nieporównywalnie wyższa niż w Polsce.

To był przy okazji doskonały test urlopu bez latania. Okazało się, że nie trzeba wsiadać do samolotu, aby posmakować prawdziwej egzotyki. Bo czy może być coś bardziej egzotycznego niż pogawędki konduktorów  o zapiekankach ziemniaczanych z kapustą kiszoną?

[Fot. M. Arczyńska]

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Reklamy
%d blogerów lubi to: