Monthly Archives: Maj 2019

Nagrody Polityki

 

Bobrowisko

A my znów w Warszawie. Tym razem do wyjazdu zmobilizowały nas nie tyle spotkania (chociaż znów poumawialiśmy ich tyle, że znów będziemy biegać z wywieszonymi językami po całym mieście), co zaproszenie na galę rozdania nagród architektonicznych ‚Polityki’. To dobra okazja, żeby spotkać znajomych z branży, którzy ściągają z całej Polski albo po nagrody, albo po prostu poplotkować i napić się wina. Poplotkowaliśmy więc, posłuchaliśmy kilku niewinnych sucharów („Owszem, w Bobrowisku trudno zobaczyć bobra, ale czy ktoś widział potwora w jeziorze Loch Ness?”) i poznaliśmy kilka nowych osób, m.in. Małeckich z Katowic. W końcu miałam okazję pogratulować im przepięknego Wydziału Radia i Telewizji. Przy okazji umówiliśmy się na plażowanie w Sopocie, bo oboje wpadają na „Starych na plaży” – organizowane przez „Architekturę murator” spotkanie architektek i architektów, którzy są po tej drugiej stronie czterdziestki. Małeccy nie dość, że projektują jak szatany, to jeszcze mają czwórkę dzieci (prowadzić biuro przy tylu obowiązkach?) i są przesympatyczni. Sami zobaczcie, jakie oboje mają piękne zmarszczki przy oczach od częstego śmiechu!

Tegoroczne nagrody, jak zresztą słusznie zauważyła redakcja „Polityki”, to znak, że idzie nowe. Nowe czyli skromniejsze, bez zadęcia i przegięcia oraz o niższych budżetach niż nominowane w poprzednich edycjach projekty. Wśród pięciu finałowych realizacji, wybranych spośród kilkudziesięciu propozycji z całej Polski, znalazło się katowickie Unikato (KWK Promes), Bobrowisko w Starym Sączu (55Architekci), ratusz gminy Konstancin-Jeziorna (BBGK), warszawski Zodiak (Kalata Architekci) i Hala Cracovia (Lewicki i Łatak). Zwyciężył ostatni projekt, który co prawda miał wyjątkowo wysoki budżet i niezbyt symbolizuje wspomniany powiew skromności, ale szczerze mówiąc wymienione obiekty są kompletnie nieporównywalne i Grand Prix można potraktować jako czysto symboliczny wybór. Za to nagrodę publiczności otrzymało Bobrowisko i cieszy mnie to nie tylko z uwagi na architektoniczne i krajobrazowe walory tego projektu, ale dlatego, że realizacja powstała w systemie Zaprojektuj i Wybuduj, który rzadko przekłada się na wartościową architekturę. W tym przypadku udało się udowodnić, że odpowiednie zaangażowanie i współpraca projektantów i wykonawców potrafi przynieść fantastyczne efekty. Gratulacje dla wszystkich laureatów!

[Fot. Łukasz Pancewicz]

Reklamy

Ukochane stare hotele

Zaczęłam pisać ten post już dawno temu, a do jego skończenia i publikacji zmobilizowała mnie rozpoczynająca się dziś wyprzedaż wyposażenia łódzkiego Grand Hotelu. Nie wiem, czy można tam kupić elementy oryginalnego wyposażenia, czy też raczej paździerzowe stoliki nocne z lat 90., ale jeśli jesteście akurat w Łodzi (a właśnie trwa Łódź Design Festival), to warto zajrzeć i być może wyjść z jakąś uroczą lampką z przetartym abażurem.

Ale miało być o hotelach, a nie o abażurach. Jeśli szukam noclegów, mój pierwszy wybór to stare hotele, zwłaszcza takie, które od dziesięcioleci nie doświadczyły modernizacji. W tych pieczołowicie wyremontowanych też oczywiście chętnie sypiam, ale rzadko pozwala mi na to stan portfela. Staruszki bez liftingu wygrywają nie tylko ceną, lecz przede wszystkim autentyczną, filmową atmosferą. Filmową nierzadko dosłownie, bo ich wnętrza są wykorzystywane jako scenografia. Oto lista moich ulubieńców:

Łódź – Grand, Savoy, Polonia

Wspomniany Grand to hotel, w którym na długo przed Design Festivalem zabukowane są wszystkie pokoje. Wygodny, doskonale zlokalizowany przy samej Pietrynie, z wnętrzami, o które bardzo martwię w związku z planowaną modernizacją. Wyjątkowo filmowy – to tu kręcono „Zaklęte rewiry”.

Do Savoy dotarło już niestety PCV (modernizacja!!!), ale długie korytarze, jak z „Lśnienia”, rekompensują ten minus. Lokalizacja – tuż przy jednym z łódzkich woonerfów.

W Polonii nocowałam dwa razy: chwilę po studiach i podczas ubiegłorocznych warsztatów OSSA. Można tu poczuć klimat dawnej, wielkiej Łodzi. Uwaga: dźwig osobowy obsługuje windziarz!

Aida, San Francisco

To był hit naszej podróży przez Stany kilka lat temu. Hotel deklaruje, że oferuje „today’s comforts at yesterday’s prices” i nie sposób się z tym nie zgodzić, chociaż ta „dzisiejsza wygoda” jest mocno w klimacie retro. Wielkie pokoje ze starymi meblami, wyłożona materiałem w kwiaty winda z muzyką jak  od „Buena Vista Social Club”, szafy grające i dłuuugie korytarze. Nawet recepcjoniści byli tam wiekowi.

Continental, Tangier

Hotel przeszedł jakiś czas temu poważny remont, ale pamiętam go sprzed kilkunastu lat, kiedy nie można jeszcze nawet było zarezerwować tam pokoju przez internet. Trzeba było zatelefonować, dogadać się z recepcjonistą i mieć nadzieję, że poprawnie zapisze daty w swoim kajeciku. Na szczęście się udało, a śniadanie z widokiem na morze i piękne wnętrza nie mają sobie równych. Filmowa historia obecna jest i tutaj: w Continentalu kręcono m.in. „Pod osłoną nieba”.

Paris Hotel, Saragossa

Przez ponad 200 lat musiał przejść sporo gruntownych remontów – po każdym z nich pozostały jakieś ślad. Od oryginalnej fasady, przez ceramiczne i kamienne okładziny, po halogenki w sufitach podwieszanych. Ach, te kiczowate obrazy na ścianach! Ach, te żyrandole! Ach, to umeblowanie od Sasa do lasa! Mam nadzieję, że nikt nie wpadnie na pomysł gruntownej modernizacji tego hotelu, bo straci wiele ze swojego chaotycznego uroku.

Macie też swoich hotelowych ulubieńców w tym klimacie?

[Fot. Monika Arczyńska]

Reklamy
%d blogerów lubi to: