Monthly Archives: Marzec 2019

Mój tydzień z JEDZ

JEDZ.jpg

Jednolity Europejski Dokument Zamówienia (JEDZ) to elektroniczny formularz, umożliwiający wysłanie przez internet oferty w zamówieniach publicznych. Wprowadzono go m.in. po to, aby uniknąć nadmiernej biurokracji i pozwolić na ustandaryzowanie procedur. Miałam z nim ostatnio bliskie spotkania trzeciego stopnia przy okazji składania oferty konkursowej i przetargowej, więc zobaczmy, jak uprościł te procedury.

Najpierw musiałam wyposażyć się w kwalifikowany podpis elektroniczny, bo bez niego nic nie da się zrobić. Chociaż w Polsce działa tzw. „profil zaufany” (aby go uzyskać, trzeba potwierdzić swoją tożsamość w urzędzie), JEDZ jednak wymaga  podpisu. Wszystko fajnie, ale podpis kosztuje ponad 3 stówy. Zagryzłam zęby, chociaż wolałabym inaczej wydać te pieniądze i kupiłam zestaw z roczną licencją. To nie jest najbardziej intuicyjna aplikacja świata i bez naszego najcierpliwszego pod słońcem informatyka nic by się nie udało.

Uzbrojona w podpis elektroniczny zabrałam się za wypełnienie formularza. Robi się to m.in. za pośrednictwem unijnej strony internetowej, która… wyłożyła się w poniedziałek rano. Pewnie wszyscy nieszczęśni przedsiębiorcy przyszli do pracy i zaczęli wypełniać formularze. W końcu ruszyła (za to ja zdążyłam nieźle się zestresować). Aby znaleźć odpowiedni formularz, trzeba wstukać długaśny kod zamówienia. Najłatwiej byłoby go po prostu przekopiować ze specyfikacji warunków zamówienia, ale… co to dokument bez pieczątki, prawda? Opieczętowany dokument trzeba zeskanować, a ze skanu nic się łatwo nie da przekopiować.

Ale to nie koniec. Aby wysłać swoje wypełnione i podpisane elektronicznie dokumenty, trzeba je jeszcze dodatkowo zaszyfrować. Po co? Nie mam pojęcia, bo nie wysyłałam żadnych sekretnych informacji. W każdym razie do szyfrowania plików służy specjalna aplikacja – kolejną, którą trzeba zainstalować na swoim komputerze. Oczywiście za pierwszym, drugim ani trzecim razem nie chce zadziałać, a operatorzy na infolinii są wiecznie  zajęci. W końcu się udało. „Proszę spróbować przez miniportal, bo przez ePUAP może nie zadziałać.” Spróbowałam. Link i tak przekierował mnie na tę samą stronę, co wcześniej. „Aha, przeglądarka – najlepiej Mozilla, bo z innymi może się nie udać”. Ściągnęłam Mozillę. Powtórzyłam wszystkie kroki po kolei. Znów klęska. „Wie Pani co, ale w sumie jeśli wszystkie załączone dokumenty są podpisane podpisem kwalifikowanym, to już na koniec nic nie trzeba podpisywać”. Ufff. Poszło. Poczułam się mistrzynią świata w rozwiązywaniu nierozwiązywalnych problemów, gotową na kolejne JEDZ-owe wyzwania! Pewnie tylko do następnego razu…

Bo wiecie, co jest w tej historii najlepsze? Że po tej całej walce z formularzami, szyfrowaniem oferty, JEDZ-ami i podpisami elektronicznymi  i tak trzeba było wszystko… wydrukować, podpisać, wrzucić do koperty i zawieźć do urzędu.

Reklamy
Reklamy
%d blogerów lubi to: