Monthly Archives: Wrzesień 2018

Mam dość!

sf.JPG

Dziś już naprawdę mam dość! Najpierw przed naszym biurowcem ostentacyjnie wielki  samochód zatarasował kompletnie nie tylko wjazd dla straży pożarnej, o którego przejezdność walczę jak lwica, ale nawet samo wejście do budynku. Właściciele, którym śmiałam zwrócić uwagę, wyjaśniali, że po pierwsze przyjechali tylko na 10 minut (!), a po drugie, że przecież nie zastawili wjazdu dla straży, bo to już było zastawione, ale stanęli na… chodniku (!!!). Na całej szerokości wąskiego chodnika. Chwilę później prawie rozjechał nas na pasach pędzący jak wicher kierowca, niezwracający kompletnie uwagi na ograniczoną widoczność – przed nami skręcał samochód dostawczy i każdy myślący człowiek zwolniłby przed pasami. Miał otwarte okna, przez które zaczął wrzeszczeć, że przecież ma pierwszeństwo – przed idącymi już po pasach pieszymi i na dodatek w strefie skrzyżowań równorzędnych… Ba, lepiej – próbował mnie zepchnąć z pasów.

Ostatnio doszliśmy ze znajomymi do wniosku, że od mniej więcej roku czy dwóch na ulicach jest coraz mniej bezpiecznie. Agresja, wymuszanie pierwszeństwa, ignorowanie znaków i przepisów, czyli to, co wcześniej z roku na rok wydawało się poprawiać, nagle ruszyło z kopyta w przeciwną stronę. Przypuszczamy, że to naturalny – chociaż ohydny i piekielnie niebezpieczny – efekt wszechobecnej politycznej niepoprawności i „odzyskiwania godności”, bo to pewnie godność nie pozwala zwolnić przed przejściem dla pieszych. Ale jeśli słupki upokarzają kierowców, to tym bardziej uderzają w nich ograniczenia prędkości i czerwone światło…

[Fot. Monika Arczyńska]

Reklamy

Kijów

W tym roku wakacyjne wyjazdy mamy skondensowane do granic możliwości. Przygotowania do nich również, dlatego zamiast jak zwykle wyjeżdżać ze stosem map, list i rekomendacji, po prostu pakujemy walizki (albo nie rozpakowujemy ich po poprzednim wyjeździe) i na miejscu okazuje się, że problem może stanowić nawet znalezienie marszrutki do centrum;)

W samym mieście mieliśmy już pewne pojęcie, co zwiedzać, przede wszystkim dzięki Wam, drodzy Czytelnicy i Waszym Facebookowym rekomendacjom. Dziękuję przede wszystkim za polecenie miejsca, do którego na pewno nie trafilibyśmy sami – siłowni Kaczalka na świeżym powietrzu. To nie jest zwyczajny fitness pod chmurką przypominający nasze hity budżetów obywatelskich – nie dość, że siłownia powstała jeszcze w latach 70., to wszystkie maszyny są chałupniczo zmontowane ze złomu i części maszyn. Ciężarki, które ewentualnie można by ukraść, przymocowane są ciężkimi łańcuchami, wszystkie maszyny pomalowane są na jednakowy niebieski kolor, ćwiczący panowie są silni jak niedźwiedzie, pachnie smarem i atmosfera przypomina „Mad Maxa”. Miejsce jest ogromne, chociaż nieco schowane w parku, za to dla odmiany tuż obok znajduje się nadrzeczna plaża z zupełnie nowoczesną infrastrukturą i zupełnie innymi mężczyznami – wydepilowanymi i w obowiązkowych speedosach.  Kontrasty to specjalność Kijowa.

Spacerując po mieście przez cały czas myślałam o tym, że podobnie byłoby w Polsce, gdyby nie przydarzyło nam się wejście do Unii. Najbardziej znacząca różnica dotyczy infrastruktury – stanu dróg i transportu publicznego. Za to bez względu na porę dnia na placach i w parkach siedzą sympatyczni, uśmiechnięci ludzie, wszędzie pełno jest drobnego handlu i tylko kontrasty między widocznym bogactwem a ubóstwem uderzają. Z jednej strony drogie restauracje, pod którymi parkują drogie auta, z drugiej smutny widok proszących o pomoc emerytek. Trudno czuć się beztroskim turystą wiedząc, jak niesprawiedliwie potrafi poukładać się historia.

20180831_184646.jpg

Kilka rozwiązań absolutnie mnie zachwyciło, m.in. wykorzystanie podziemnej infrastruktury dla handlu i to nie tylko w przejściach podziemnych czy na stacjach metra. Pod niektórymi ulicami ciągną się pasaże handlowe, a jeśli ulice biegną ze spadkiem, spadek pojawia się i pod ziemią. Brak naturalnego światła nikomu nie przeszkadza, a w tym podziemnym świecie oprócz sklepów (niekiedy także drogich butików), znajdują się kawiarnie czy zakłady fryzjerskie.

Oczywiście pomimo krótkiego pobytu zapuściliśmy się poza centrum, przede wszystkim po to, żeby zobaczyć typowe mieszkaniowe dzielnice. Blokowiska wyglądają jak wszędzie w naszej części Europy, ale byliśmy ciekawi nowszych realizacji. Najbardziej zależało nam na zobaczeniu ogromnego kolorowego grodzonego osiedla w północnej części miasta. Próbowaliśmy zakraść się do środka z wchodzącym akurat mieszkańcem, ale ochrona od razu zidentyfikowała nas jako intruzów. Ta przedziwna „ekskluzywność” zupełnie nie pasowała do skali osiedla liczącego tysiące mieszkań, ale wszyscy karnie podtrzymują pozory luksusu na tym ciasnym blokowisku opakowanym w wielokolorowe fasady.

20180901_135303

Najdziwniejsze wydało nam się miejsce, na które trafiliśmy przypadkiem, pomimo centralnej lokalizacji. Stylizowane na XIX-wieczne kamienice osiedle Vozdvyzhenka, które miało stać się dzielnicą bogaczy, po czym w związku z kryzysem prawie nie zostało zasiedlone, dosłownie powala bogactwem. Przez „bogactwo” nie mam na myśli zaparkowanych wszędzie mercedesów, ale budynki – ociekają detalami i to wcale nie są styropianowe elementy. Pomimo alergii na pseudohistoryzującą architekturę muszę przyznać, że zrobiła na mnie wrażenie konsekwencja inwestorów i projektantów. Osiedle jest właśnie rozbudowywane i nie widać spadku jakości w nowo realizowanej części. Trzeba też przyznać, że ten kijowski disneyland jest idealnie „wszyty” w oryginalną tkankę miasta – połączenia praktycznie nie widać, a kilka zachowanych budynków można odróżnić tylko po tym, że są mniej idealne od swoich sąsiadów.

20180902_134133.jpg

To był zdecydowanie zbyt krótki wyjazd i myślę, że jeszcze tam wrócimy. Na razie nie mogę się doczekać przełomu października i listopada – tym razem wyruszamy do Charkowa! Wszelkie architektoniczno-miejskie podpowiedzi są oczywiście mile widziane.

[Fot. M. Arczyńska i Ł. Pancewicz]

Reklamy
%d blogerów lubi to: