Doskonałość na sześć liter

Teksty z czytanej w dzieciństwie „Małej Fantastyki” musiały mocno utkwić mi w pamięci. Jeszcze na początku blogowania wspominałam o „świszczurce”, która zainspirowała najwcześniejsze marzenia o zawodzie, który chciałabym wykonywać, kiedy dorosnę (nie, nie był to zawód architekta). Pamiętam też opowiadanie „Anihilacja wszechświata”. Chłopiec, odwiedzający z kolegą laboratorium, w którym pracował jego tata, nacisnął z ciekawości przycisk do tytułowej anihilacji – zniknęła nagle materia wszechświata, ale została kształtująca ją forma. Nagle tramwaje zaczęły przyjeżdżać punktualnie, śmietniki stały się czyste i pachnące, a cały świat jakby nieco bardziej perfekcyjny niż wcześniej. To opowiadanie musiało być napisane jeszcze w peerelowskich czasach, więc pewnie nawet kolejki po papier toaletowy nagle zniknęły wraz z materią. I kiedy wylądowałam w piątek w Zurychu, poczułam się jak po takiej właśnie anihilacji. Jeszcze nigdzie nie widziałam tak doskonałego systemu transportu publicznego, nie udało mi się zgubić na żadnym dworcu (no, prawie), ulice są czyste, jedyny nieprzyjemny zapach to rozpuszczony raclette, a post napisałam na lotnisku, gdzie wszystkie siedziska dla oczekujących pasażerów mają gniazdka (oczywiście po dwa rodzaje). Co prawda nagłe załamanie pogody uniemożliwiło mi popływanie w jednym z miejskich kąpielisk (jezioro w centrum – to dopiero jest luksus!), ale i tak spędziłam tu kapitalny weekend.

Byłam tam już kiedyś, kilkanaście lat temu na wycieczce ze studentami. Teraz zwracałam uwagę na zupełnie inne rzeczy, ale z ciekawości obejrzałam miejsca, które wtedy dopiero co zrealizowano. Byłam bardzo ciekawa, jak obrósł zielenią trójwymiarowy park na Oerlikonie – wtedy bluszcze dopiero zaczynały się piąć, a teraz całość jest pokryta gęstą zielenią. Obejrzałam kilka kooperatyw mieszkaniowych i ekoosiedli (dziękuję za Facabookowe rekomendacje!), ale przede wszystkim przyglądałam się miastu – przestrzeniom publicznym i architekturze. I to nie nawet nie wybitnym dziełom szwajcarskich gwiazd, ale współczesnym biurowy i mieszkaniowym „wypełniaczom”.  Pragmatyzm (niestety, kosztowny) w wersji szwajcarskiej ma dużo sensu – chociaż architektura jest „praktisch, kwadratisch und gut”, ale w wersji bardziej ekskluzywnej niż w Niemczech, zabudowa idealnie się uzupełnia. Biurowce i apartamentowce z lat 70. sąsiadują bez wstydu z nowymi realizacjami, materiały – kamień, drewno, beton, terrazzo i ceramika – starzeją się szalenie szlachetnie i widać, że wyburzanie zabudowy nie ma tu za bardzo sensu. Wystarczy lifting lub ewentualna zmiana funkcji, żeby przez kolejne dekady spełniała swoją rolę. Jeśli coś mnie zaskoczyło, to niewielka ilość powierzchni biologicznie czynnych w nowych realizacjach – dominują utwardzone nawierzchnie i to w dużej mierze wyasfaltowane (cieszy mnie powrót do tego materiału). Są za to rekompensowane albo parkami, albo pozostawioną dziką zielenią – podobnie jak wiosną zauważyliśmy w wiedeńskich osiedlach.  To też działą – wypełnianie wymaganych powierzchni biologicznie czynnych tak jak w Polsce, czyli wygospodarowywanie skrawków zieleni gdzie popadnie, gdzie i tak zaraz ją zniszczą parkujące nielegalnie samochody oraz szatkowanie przestrzeni kilometrami krawężników mija się z celem.

A poza tym Zurych/Zürich/Zurich/Zurigo ma sześć liter w każdej wersji językowej;)

[Fot. M. Arczyńska]

Reklamy

2 thoughts on “Doskonałość na sześć liter

  1. Bardzo fajny artykuł, miło się czyta „westchnienia” do tego, co czytało się za młodu 😛

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Reklamy
%d blogerów lubi to: