Monthly Archives: Czerwiec 2018

Kebab

pixabay

Koniec czerwca to dla nas zawsze wyjątkowo aktywny okres. Kończy się semestr, trzeba podsumować zajęcia, posprawdzać projekty, wystawić oceny i odsiedzieć swoje w komisjach egzaminacyjnych i dyplomowych. To ostatnie akurat bardzo lubię, zwłaszcza, kiedy bronią się nasze dyplomatki lub dyplomanci (Wiktoria, Patrycja, Cristina – gratulacje!). Z trudem znajdujemy jednak czas na pracę, skacząc cały czas między Politechniką a pracownią. Nic dziwnego, ze wychodzimy z biura późnymi wieczorami, a zamiast obiadu kończy się na kanapkach. Wczoraj akurat wyjątkowo na pączkach, które przyniosła nam Marta Urbańska z Uniwersytetu Artystycznego w Poznaniu – przyjechała do Gdańska, żeby przeprowadzić z nami rozmowę w ramach badań do swojego doktoratu. Ale ponieważ na pączkach trudno przetrwać cały dzień, w drodze do domu zahaczyliśmy o pobliski bar z kebabem, jedyne jeszcze otwarte miejsce. Wpadamy tam czasem, bo nie dość, że obsługuje tam przesympatyczna pani, to można kupić pyszny domowy humus. Czekając na jedzenie musieliśmy coś mruknąć o Politechnice, bo pani podchwyciła temat i tak od słowa do słowa okazało się, że nie dość, że jej córka właśnie kończy budownictwo, to mąż – Syryjczyk – jest architektem. Teraz razem prowadzą rodziny biznes (co tłumaczy jakość humusu:). Przyjechał do Polski z Aleppo jeszcze w latach 80., żeby zrobić we Wrocławiu doktorat o… projektowaniu portów.  Pogadaliśmy chwilę, wymieniliśmy się kontaktami i spróbujemy poznać go z naszą koleżanką z katedry, która specjalizuje się w tej tematyce. Uwielbiam takie zbiegi okoliczności!

[Fot. z Pixabay]

Reklamy

PWN

okladka.jpg

Kilka, a może nawet kilkanaście miesięcy temu Wydawnictwo Naukowe PWN przysłało mi listę planowanych w kolejnym roku publikacji z pytaniem, czy byłabym może którąś z nich zainteresowana. Dwie książki wpadły mi w oko i zdążyłam już zapomnieć o całej sprawie, gdyby nie odebrana wczoraj z poczty przesyłka. Wyciągnęłam z koperty pachnące jeszcze farbą drukarską „Zrównoważone budynki biurowe” pod redakcją Szymona Firląga, wydane we współpracy z Polskim Stowarzyszeniem Budownictwa Ekologicznego. To pierwszy oficjalny patronat medialny SIX LETTER CITY – jakie to kapitalne uczucie zobaczyć na okładce nazwę bloga obok takich gigantów jak A&B czy Builder!

Ucieszyłam się bardzo z tej książki z kilku powodów. Po pierwsze nigdy nie zaprojektowałam żadnego biurowca i chociaż znam ogólne zasady, chętnie doczytam, jak sprawić, aby były bardziej „zielone”. Po drugie moi studenci czasem projektują biurowce – niekiedy na dyplomach, ale przede wszystkim podczas jednego z moich ulubionych przedmiotów na Gospodarce Przestrzennej. Ponieważ opracowują tam także wycenę inwestycji oraz strategię marketingową, często sięgając np. do certyfikacji LEED czy BREEAM, do tej pory bazowałam na wiedzy, jaką udało mi się samodzielnie zdobyć oraz na „telefonach do przyjaciela”, czyli konsultacjach z kolegą, który zajmuje się certyfikacją. Teraz będę mieć w końcu pod ręką pewne źródło. Ale najważniejszy jest jeszcze inny powód: dowiem się, teraz już na 100%, czy latem słusznie dostaję białej gorączki na widok przeszklonych elewacji ogromnych budynków biurowych. Za każdym razem, kiedy przejeżdżam w okolicach największego w Gdańsku centrum biurowego, patrząc na przeszklenia od południa zastanawiam się, jaka jest tam w środku temperatura. I pewnie się nie mylę zgadując, że na tyle niska, aby można tam było wytrzymać w garniturze albo garsonce.

Odpowiedź już niedługo, siadam do czytania:)

 

5. Forum Praktyków Partycypacji

blogo01

Chociaż to już piąta edycja, miałam okazję pojechać na Forum po raz pierwszy . Nic dziwnego – w sumie partycypacją zajmuję się od niedawna, a jeszcze kilka lat temu byłam kompletnym niedowiarkiem, że to w ogóle może działać w kwestiach projektowych. Mój osobisty urbanisty siedział po uszy w partycypacyjnym podejściu, ale jemu pewnie było łatwiej – nie ta skala, nie ten poziom szczegółowości. Dla mnie było kiedyś niepojęte, jak można zapraszać do współprojektowania niezwiązane z profesją osoby, które często nie radzą sobie za bardzo nawet z urządzeniem własnego przedpokoju. Musiałam sama przetrawić tę niechęć i niedowierzanie, poczytać i poobserwować, pocmokać z zastanowieniem nad „Koszmarem partycypacji” Marcusa Miessena, a potem po prostu spróbować i przekonać się, że to jednak ma sens. I że architekt wcale nie zrzeka się swoich projektowych umiejętności w tym procesie – wręcz przeciwnie.

blogo 03

Podobno rok temu było sporo klepania się po plecach i chwalenia nawzajem za zrealizowane procesy partycypacyjne. Tego nieco się obawiałam, ale tegoroczna edycja wydała mi się bardzo merytoryczna i praktyczna. Z całej Polski zjechało do Wrocławia ok. 250 praktyków i chociaż tylko część z nas zajmowała się kwestiami przestrzennymi, to ten właśnie temat dominował w panelach i warsztatach. Sylwia Widzisz-Pronobis i Grzegorz Pronobis zaprosili nas do zaprezentowania wyników konsultacji społecznych nt. przyszłości ul. Starowiejskiej w Gdyni oraz do współprowadzenia panelu o roli architekta w procesie partycypacyjnym. Mieliśmy kapitalnie przemieszanych branżowo uczestników, dzięki czemu udało się zestawić punkt widzenia i doświadczenie socjologów, projektantów i urzędników. Jeden z moich ulubionych paneli dotyczył komunikacji wizualnej skierowanej do mieszkańców, czyli mówiąc w skrócie plakatów i ulotek zapraszających na konsultacje. Co się okazało? Im prościej, tym lepiej, a na pewno warto unikać gier słownych lub nadmiernie wysmakowanych graficznie materiałów, które wielu mieszkańców zniechęcają zamiast zachęcać. Został zaprezentowany m. in plakat ŁADNIE/NIEŁAD – przykład, który mieszkańcom kojarzył się raczej z zaproszeniem na wystawę sztuki współczesnej niż na konsultacje i okazał się niezbyt skuteczny w zapewnieniu odpowiedniej frekwencji. Nie przeszkodziło mu to jednak w otrzymaniu nominacji do Polish Graphic Design Awards, o czym kilka godzin po panelu poinformowała na Facebooku Marlena Happach. Ot, taka komiczna sprzeczność.

blogo02

Podobał mi się bardzo – to w pewnym sensie powtórka z pozytywnego zaskoczenia na Młodych do Łodzi – poziom dyskusji i prezentowanych przykładów. Okazuje się, że chociaż partycypacja to w sumie w Polsce stosunkowo nowa sprawa, zajmujące się nią osoby mają już na tyle duże doświadczenie, że mogą dzielić się bardzo konkretnymi radami i informacjami. Ale i tak najlepsze jest to, że dzielą się nimi, mimo że konkurujemy w przetargach. Lubię ten partycypacyjny idealizm:)

[Fot. Monika Arczyńska]

 

Reklamy
%d blogerów lubi to: