Numer 23

królestwo.jpg

Cały czas urządzamy się w biurze.  Brakuje jeszcze sporo sprzętu, ale wczoraj odpaliliśmy drukarkę, a zabójcze Helmery zapełnione są nożykami, miarkami i materiałami do makiet. U nas zawsze musi być nieco dramatycznie (być może powinnam założyć kolejną serię pod tytułem „Jak wykończyć biuro wykańczając i siebie”) – tym razem główne problemy mieliśmy z internetem oraz ze stołami, których nagle zabrakło w IKEA. Chociaż początkowo miałam pewne wątpliwości odnośnie wyprowadzenia pracowni z domu (jak ja teraz wstawię pranie w czasie pracy?), doceniam, że w końcu dom zaczyna kojarzyć mi się z domem i odpoczynkiem, a nie głównie z pracą. Więcej się ruszam, jesteśmy w stanie zrobić zakupy w drodze do domu, a poza tym nareszcie chce mi się gotować. Wcześniej jakakolwiek czynność w kuchni kojarzyła mi się z kolejnym obowiązkiem.

Miejsce okazało się kapitalne – w okolicy jest zielono, cicho i pięknie. Budynek swoje najlepsze lata ma już zdecydowanie za sobą, ale za to jest całkiem przyjemnie i dość rozrzutnie, jeśli chodzi o przestrzeń, zaprojektowany – na każdym piętrze znajduje się zaledwie kilka pokoi. Mieściło się tu kiedyś Biuro Projektów Budownictwa Wiejskiego i Miejskiego, a teraz jesteśmy trzecią czy czwartą pracownią architektoniczną w budynku. Lubię jego peerelowski klimat (lastryko, lamperie, winda wyłożona drewnopodobnym laminatem), z którym niestety kompletnie nie grają wyremontowane niedawno toalety z tapetą w… kwiatki. Za to widoki, piękne nawet z toalet, rekompensują te estetyczne braki. To jedno z najbardziej zielonych miejsc w Górnym Wrzeszczu, praktycznie na skraju lasu. Śpiewają ptaki, pachną bzy i wszędzie jest blisko, także na Politechnikę. A poza jesteśmy w samym centrum, niedaleko naszego ulubionego baru mlecznego, gdzie serwowane są najlepsze na świecie naleśniki z twarogiem.

Ale najlepsze jest coś zupełnie innego. Otóż nasze biuro ma numer… 23! Liczba par chromosomów u człowieka,  liter w alfabecie łacińskim, numer bloku, w ktorym uwięziona była księżniczka Leia w „Gwiezdnych Wojnach”, liczba ciosów sztyletem, od których zginął Juliusz Cezar – można by długo wymieniać. Nie zdawałam sobie sprawy, że ta sprawiająca niewinne wrażenie liczba pierwsza ma aż tyle ukrytych znaczeń, ale mam nadzieję, że będzie dla nas szczęśliwa.

[Fot. Łukasz Pancewicz]

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

Reklamy
%d blogerów lubi to: