Majówka po wiedeńsku (na sześć liter)

 

Ktoś mnie kiedyś próbował przekonać, że Wiedeń jest nudny. Trudno mi było polemizować – byłam tam wcześniej tylko raz w życiu, gdzieś na początku liceum, na dodatek tylko przejazdem w drodze do Włoch, przez kilka godzin, więc nie miałam okazji, aby wyrobić sobie opinię na ten temat. Pamiętam, że padało, a najważniejszym punktem wycieczki było wzgórze Kahlenberg i opowieści o odsieczy wiedeńskiej, które w ogóle mnie nie interesowały (szczerze mówiąc, teraz interesowałyby mnie jeszcze mniej). Zafascynowała mnie za to spalarnia śmieci projektu Hundertwassera i Haas Haus Holleina – wtedy jeszcze szczyt nowoczesności i projektowej odwagi. I chociaż Wiedeń, właśnie podczas tek licealnej wycieczki, był pierwszą europejską stolicą, jaką miałam okazję zwiedzić, bladł w porównaniu z kolejnymi punktami wyjazdu – Wenecją, Rzymem i Florencją. Potem śledziłam oczywiście co się tam dzieje w architekturze, zwłaszcza w mieszkalnictwie i organizacji przestrzeni publicznych, ale domyślałam  się, że opinie o rzekomej nudzie mogą mieć w sobie sporo prawdy. Wiedeń znajduje się na szczycie rankingów miast zapewniających najwyższą jakość życia i tak to już jest, że najlepiej mieszka się w niezbyt ekscytujących, ale dobrze i wygodnie zorganizowanych ośrodkach.

Postanowiliśmy to sprawdzić i wyskoczyliśmy na majówkowe przeszpiegi. Co się okazało? O żadnej nudzie nie ma mowy! Owszem, pogoda nas rozpieszczała, ale wierzę, że nawet podczas deszczu w Wiedniu nie da się nudzić. Może nie wypada się do tego przyznawać, ale przez słońce zrezygnowaliśmy z wystaw i muzeów. Przeszliśmy kilometry ulic z Mariahilfer Strasse na czele (to pod kątem projektu dla Starowiejskiej w Gdyni, nad którym obecnie pracujemy), pojechaliśmy do Aspern Seestadt i Nordbahnhof, żeby zwiedzić nowe osiedla, pooglądaliśmy Loosy, Holleiny oraz Zahy i objadaliśmy się strudlami, sznyclami i kluskami z makiem. Pierwszego maja podskoczyliśmy do Karl-Marx-Hof, a wieczory spędzaliśmy popijając lokalne piwa i wina nad pięknym, modrym kanałem Dunaju, w tym na jednej z najlepszych miejskich plaż, jaką miałam okazję odwiedzić. A te kawiarnie, te targi, te parki… jeśli Wiedeń faktycznie uważany jest za mało ekscytujący, życzę wszystkim miastom takiej nudy.

 

[Fot. Monika Arczyńska, Łukasz Pancewicz]

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Reklamy
%d blogerów lubi to: