Monthly Archives: Kwiecień 2018

Test Helmera

urzadzanie.jpg

Urządzanie pierwszego biura jest jak urządzanie pierwszego mieszkania. Poziom entuzjazmu sięga sufitu, nie da się nie wpaść w szał zakupów, a kwiaty doniczkowe są równie ważne, jak wygodne krzesła. U nas nawet ważniejsze, bo pojawiły się jeszcze przed krzesłami, komputerami i nawet internetem.

Oczywiście meblowo króluje IKEA – wygrywa cenami i dostępnością. Pół pierwszego dnia spędziliśmy na skręcaniu stołów i szafek. Żartowaliśmy, że to świetne zajęcia integracyjne dla zespołu i jednocześnie doskonałe zadanie rekrutacyjne. Żeby sprawdzić, jak potencjalni pracownicy radzą sobie z zadaniami niemożliwymi, można im zrobić „Test Helmera”.  Helmer to niewinnie wyglądająca metalowa szafka z szufladkami, a w rzeczywistości cholerstwo, przy którego składaniu można się pomylić na każdym kroku. Skuteczność w jego skręcaniu to jedno, ale zachowanie dobrego humoru w momencie, gdy już po złożeniu całości okazuje się, że szufladki wchodzą do góry nogami, to już zupełnie inna sprawa. Na pewno dużo ważniejsza od szybkości montażu.

Dlatego zamiast kompromitować się rzucając najgorszymi przekleństwami świata zostawiłam Helmery ekipie i zajęłam się myciem okien…

[Fot. Monika Arczyńska]

Reklamy

Młodzi do Łodzi

mlodzi-do-lodzi-liderzy-2018_244246

Krążył kiedyś taki dowcip, że młody obiecujący architekt ma czterdziestkę, a młody obiecujący urbanista – pięćdziesiątkę. Kiedyś mnie to śmieszyło, ale im bliżej jestem przekroczenia tej pierwszej magicznej liczby, tym bardziej rozumiem, o co chodzi. Zazdroszczę też trochę mojemu osobistemu urbaniście, że będzie młody i obiecujący dekadę dłużej niż ja…

Ale koniec żartów, mam poważne obwieszczenie. Został jeszcze tylko tydzień, aby zgłosić się na „Młodych do Łodzi”. To spotkania architektów przed czterdziestym rokiem życia, które odbywają się co pięć lat, od 2003 roku. Pół dekady to akurat tyle, aby uczelnie wypuściły nowy rocznik mgr inż. arch., zmieniła się – na lepsze lub gorsze – koniunktura, projekty, nawet te większe, zostały zrealizowane, a w międzyczasie wyszło 60 nowych numerów organizatora spotkań – „Architektury-murator”. Przyznaję, że tegoroczna edycja zaplanowana na 18 i 19 maja będzie moją pierwszą i ostatnią. Do tej pory zawsze coś mi wypadało, a na kolejny zjazd będę już niestety za stara. Ale może w końcu dla dinozaurów zostaną kiedyś zorganizowane oddzielne spotkania – ktoś wymyślił już nawet hasło „Starzy na plaży”. Jeśli nie, to pozostanie nam już tylko zapisanie się do SARP-u…

Na razie zachęcam do zapisywania się na „Młodych”. Zgłaszać należy się TU. Zapowiada się świetna zabawa i poważne dyskusje – dokładnie w takiej kolejności. Ponieważ podczas ostatniej edycji jednym z przewodnich tematów była praca za granicą, w tym roku będę prowadzić panel o „Arch(i)migracjach”. Zaprosiłam do niego Cristinę Rodríguez Álvarez, która opowie, jak wygląda to zjawisko w kierunku do Polski, Mateusza Mastalskiego z Henning Larsen, który wyjechał w przeciwną stronę i Mikołaja Szuberta-Tecla z Riegler Riewe, w kórego historii było jeszcze więcej zwrotów. 

Do zobaczenia!

 

 

 

Dzieje się!

FSO.jpg

Gdyby ktoś  jeszcze niedawno powiedział mi, że niedługo będę pracować jednocześnie nad kilkoma tak ekscytującymi projektami, jakie właśnie mamy na tzw. „desce” (teraz to chyba raczej na „dysku”;), postukałabym się w głowę. Dzieje się!

Oddaliśmy projekt woonerfu na Abrahama w Gdyni. Myślę, że biorąc pod uwagę budżet, wyszło całkiem nieźle – czekamy niecierpliwie na pozwolenie na budowę i realizację. W międzyczasie zabraliśmy się za kolejną ulicę w śródmieściu Gdyni, tym razem z Laboratorium Innowacji Społecznych. Już w najbliższą sobotę startujemy z warsztatami na temat przyszłości ul. Starowiejskiej – będziemy dyskutować z mieszkańcami i lokalnymi przedsiębiorcami o tym, co można by poprawić w tej przestrzeni.

Po ogłoszeniu wyników konkursu ruszyły dalsze prace nad projektem masterplanu dla Stoczni Cesarskiej. Obecnie koncentrujemy się na infrastrukturze i kwestiach konserwatorskich.

W marcu kursowaliśmy do Warszawy na warsztaty. Zajmowaliśmy się dwoma ogromnymi terenami na Pradze Północ – Portem Żerańskim oraz obszarem dawnej FSO. Razem to ok. 180 hektarów.  Jak zwykle pracowaliśmy przy pomocy makiet (każda miała ponad 3m długości) – efekty działania na terenie FSO widać na zdjęciu powyżej. Podczas warsztatów wszyscy interesariusze – właściciele działek, urzędnicy i mieszkańcy (w tym także „potencjalni mieszkańcy”, wytypowani przez zespół Mikołaja Lewickiego, socjologa z Uniwersytetu Warszawskiego) usiedli przy wspólnym stole. Chociaż podobne warsztaty, ale z udziałem wyłącznie urzędników i ekspertów, odbywały się już wcześniej w Polsce, tu po raz pierwszy dołączyła do nich strona społeczna. Było tak intensywnie, że po trzech dniach warsztatów wyglądaliśmy z moim osobistym urbanistą jak para zombie. Ale udało się i jesteśmy bardzo zadowoleni z wyników, zwłaszcza w Porcie Żerańskim, gdzie opinii na temat przyszłości tego miejsca było prawie tak wiele, jak uczestników. Ostatecznie został ustalony „protokół zgodności i rozbieżności”, w którym zawarto wspólne postanowienia i elementy dyskusyjne.

W międzyczasie spędziłam chwilę we Wrocławiu, gdzie brałam udział w obradach sądu konkursowego. Ocenialiśmy prace, które wpłynęły na konkurs na Muzeum Książąt Lubomirskich – spośród 104 projektów do drugiego etapu mogło przejść tylko 6. Okazało się, że przydały się bardzo lata spędzone przy projektach muzeów w Heneghan Peng. Moim zadaniem było określenie, czy propozycje uczestników spełnią wymagania klienta – Ossolineum – i czy nowy budynek będzie miał szansę stać się jednocześnie atrakcyjną lokalizacją dla zwiedzających oraz wygodnym miejscem pracy i prowadzenia badań.

Nie odpuszczamy też na froncie uczelnianym i od początku semestru prowadzimy m.in.  kolejne live studio. Tym razem studenci przygotowują program i projekt Centrum Integracji Społecznej w kaszubskim Luzinie.  Znów trafiliśmy na świetną, przesympatyczną, międzynarodową grupę studentów, która błyskawicznie zorganizowała strukturę pracy i tematyczne zespoły. Każdemu życzę również takich klientów – dla pracowników lokalnej biblioteki i gminnych urzędników nie ma rzeczy niemożliwych, są otwarci na wszystkie pomysły, a ponadto mają bardzo konkretne potrzeby, które zespół postara się spełnić w nowym kompleksie. Za nami pierwsze spotkania w gminie, dziś odbędą się konsultacje z mieszkańcami, a w maju festyn, na którym studenci przedstawią swoje propozycje. Ruszyła też strona na Facebooku.

A poza tym nareszcie wynosimy się z pracą z domu! Znaleźliśmy biuro przy jednej z moich ulubionych ulic we Wrzeszczu. Na razie to niewielka przestrzeń, ale jeśli tempo się utrzyma, wkrótce będziemy musieli poszukać czegoś większego. I chociaż mój osobisty urbanista coraz intensywniej namawia mnie na przeprowadzkę do Warszawy, opieram się, jak tylko mogę. A dzięki takiej pogodzie, jak w ostatni weekend, kiedy spacerowaliśmy w słońcu po plaży, mam bardzo silne argumenty, że Trójmiasto to świetne miejsce do życia:)

[Fot. Kamil]

 

 

Reklamy
%d blogerów lubi to: