Monthly Archives: Listopad 2017

200!

Untitled_Panorama1.jpg

Dziś blogowy jubileusz: to dokładnie DWUSETNY (!!!) post na Six Letter City. Publikuję go w wyjątkowym momencie. Dopiero co podjęłam jedną z najważniejszych dotychczas zawodowych decyzji, a sprawy A2P2 przyspieszyły nagle tak, że ledwie nadążamy. Jak tylko to poukładam, do wszystkiego grzecznie się przyznam i opiszę.

Ten tydzień był również wyjątkowo intensywny wyjazdowo. Czwartek spędziliśmy w Warszawie, biegając ze spotkania na spotkanie, a potem na galę konkursu „Innowacje w Architekturze”. Do Gdańska jechałam przez… Wrocław, gdzie zaczynam współpracę z SARP. Ale nie ukrywam, że to impreza Architektury-murator była najprzyjemniejszym wydarzeniem tygodnia. Zaczęło się od wykładu Caroline Bos z UN Studio, następnie odbyło się rozdanie nagród, a potem nieco zaszaleliśmy:)

Jeszcze w moich hiolenderskich czasach słyszałam o tym, że UN Studio ma dwie odnogi działalności projektowej – jedną ambitną, o eksperymentalnym charakterze, którą wszyscy znają z konkursów i prasy branżowej – oraz drugą, komercyjną, która w dużej mierze finansuje tę pierwszą. Dotychczas nie miałam okazji zapoznać się z tą bardziej mainstreamową twórczością pracowni i przypuszczałam, że to portfolio jest trzymane w tajemnicy i oglądają je tylko azjatyccy inwestorzy poszukując dużych zachodnich nazwisk dla swoich nowych realizacji. Nie wiem, czy Caroline Bos potraktowała polską publiczność jak dziki wschód, gdzie może warto pokazać komercyjne projekty, żeby zainteresował się nimi jakiś duży deweloper, ale wybór projektów mocno mnie zaskoczył. Ale może to była słodka zemsta za to, że każdy przedstawiający, oprócz ambasadora Holandii, przekręcał jej imię.

IMG_7122

Robert Skitek i wielkie poruszenie

Poznałam kilka osób, o których już wcześniej wiele słyszałam albo z uwagi na ich projekty, albo dlatego, że mamy wspólnych znajomych, albo  – najczęściej – z obu tych powodów jednocześnie. W końcu spotkałam Grzegorza Layera („Cześć Grzegorz, jestem Monika, znam Cię z Internetu”, „O, cześć Monika, jestem Grzegorz, ja też znam Cię z Internetu”) i Mikołaja Szuberta-Tecla z Riegler Riewe. Wpadłam też na Marka Lorensa, którego poznałam na EASA w… ubiegłym wieku i od tamtej pory nie mieliśmy okazji się spotkać. Nie wiem, co Marek zażywa, ale nie zmienił się WCALE od tamtych dawnych czasów.

Imprezy Architektury to przede wszystkim wydarzenie towarzyskie. Robert Skitek, z którym spotkaliśmy się dopiero drugi raz w życiu (poprzednio także na gali A-m), ale jesteśmy w kontakcie i czytamy wzajemnie swoje blogi, stwierdził, że w sumie i tak nie liczył na nagrodę. Gdy kolejne osoby zaczęły pytać, czy będzie na gali, bo też się wybierają, stwierdził, że takiej okazji do spotkania nie odpuści i po innym rozdaniu nagród wskoczył za kierownicę i przyjechał. A właśnie, nagrody! Bank rozbił Oskar Zięta, wyróżniono też Zbyszka Maćkowa i Macieja Siudę. Werdykt był dość przewidywalny, więc kiedy zakończyła się oficjalna część, wszyscy wstali z westchnięciem „No, to w końcu idziemy się razem napić!”.

IMG_7118

Przeszczęśliwy Oskar Zięta, Radosław Stach z jury i Ewa Porębska

Na niedawnym Biennale Architektury w Krakowie Ultra Architects uciekli, zanim zdążyłam się z nimi przywitać. Tym razem miałam w końcu okazję pogadać z Marcinem Kościuchem i okazało się, że branżowy świat jest naprawdę bardzo mały. W Heneghan Peng siedziałam kilka lat biurko w biurko z Wojtkiem Przyweckim, który był jednym ze współzałożycieli Ultra, ale postanowił wyjechać z Polski. Ale najwięcej czasu spędziliśmy z Menthol Architects – Lilą Krzycką i Rafałem Pieszko. Nie do wiary, ale ostatni raz widzieliśmy się na gdyńskiej OSSA ponad rok temu! Niestety, odległość między Wrocławiem a Trójmiastem jest ogromna, dlatego udało nam się zobaczyć dopiero teraz, w połowie drogi. Nie jestem nawet w stanie wymienić wszystkich, z których spotkania się cieszę. Ponadto moja ulubiona redakcja na szczęście nie poszła zbyt szybko spać i mieliśmy okazję pogadać.

IMG_7141

Mój osobisty urbanista i Lila z Menthol Architects z mentholowymi pastylkami w garści…

IMG_7144

…i Grzegorz Layer zapijający pastylkę czerwonym winem.

A co działo się potem, niech lepiej nie zostanie upubliczniane. To trochę jak na weselu – fotograf pstryka tylko zdjęcia do momentu, kiedy twarze stają się czerwone i błyszczące, fryzury potargane, a wzrok dziki i nieobecny. Dlatego na oficjalnych zdjęciach, tych robionych do mniej więcej północy, wszyscy jesteśmy jeszcze w miarę odprasowani, a na nieoficjalnych… i tak ich nikomu nie pokażę;)

[Fot. Monika Arczyńska]

Reklamy

Co za dzień!

INNOWACJE

Uff, przetrwałam… dziś był jeden z tych dni, kiedy powinnam być w kilku miejscach w tym samym czasie. W planie na dziś była prezentacja propozycji konkursowej na masterplan dla Stoczni Cesarskiej w Gdańsku, wprowadzenie do nowego projektu w Heneghan Peng, a w międzyczasie telefony, maile, oferty, studenci i załatwienie rzeczy niemożliwej – superekspresowego druku plansz projektowych. Na nieszczęście mój osobisty urbanista moderował dziś panel na Smart Metropolii i nie mogłam mu zrzucić na głowę tego niewdzięcznego zadania. Na szczęście plansze udało się wydrukować w najspanialszym na świecie zakładzie fotograficznym na… parterze naszej kamienicy. Idealna miejscówka dla architektów, prawda? Nasz wyrozumiały i przesympatyczny sąsiad-fotograf zakasał rękawy i dokonał cudu – wszystko było wydrukowane na czas i w świetnej jakości. To się nazywa idealna sąsiedzka współpraca!

Kolejne dwa tygodnie zapowiadają się podobnie intensywnie, ale oprócz obowiązków czeka nas jedna duża przyjemność – gala konkursu Innowacje w Architekturze w Warszawie. Przyjedzie sporo znajomych z całej Polski i nie mogę się doczekać plotek przy winie. Byle do czwartku;)

PS Proszę o trzymanie kciuków za stoczniowy konkurs!

Reklamy
%d blogerów lubi to: