60m2

60m2_p

Co za tydzień, a przede wszystkim – co za sobota! W Warszawie wernisaż „Warszawy w budowie” pod tytułem „Wreszcie we własnym domu. Dom polski w transformacji”, a w „Wysokich obcasach” wywiad, który rozpalił do czerwoności tysiące Polaków. I nie wiem, czy to kuratorzy wystawy dodali czegoś do wody, czy po prostu mają dobrą firmę od PR, ale nagle hasła „za małe mieszkanie”, „brak miejsc a na książki”, a przede wszystkim „60m2” zostały odmienione  przez wszystkie możliwe przypadki.

Gorączka, która sprawiła, że z kilkustronicowego wywiadu, w którym rzucona ot tak powierzchnia mieszkania została tak wyraźnie wysunięta na pierwszy plan, może mieć kilka przyczyn:

  1. Ludzie najłatwiej zapamiętują liczby.

To może być pozostałość zakuwania dat na lekcjach historii. Co prawda badania, ile zostaje ich później w głowach wskazują, że niewiele (ja też nie pamiętam, kiedy miała miejsce bitwa pod Warną), ale może to tylko oznacza, że i nieszczęsne 60m2 zostanie wkrótce zapomniane.

  1. Zakodowane w pamięci normatywy.

„Normatyw projektowania mieszkań i budynków mieszkalnych wielorodzinnych w miastach i osiedlach” z 1959 definiował 60m2 jako mieszkanie kategorii M6. Kategorie określano według liczby mieszkańców, stąd wniosek, że w rzeczonym lokalu można by jeszcze spokojnie zmieścić dodatkowe dwie osoby. Być może reakcja na artykuł wynika z sentymentu do PRL-u.

  1. Za małe mieszkania.

Na „Warszawę w budowie” wybieram się dopiero w przyszłym tygodniu, ale materiały organizatorów i pierwsze relacje prasowe wskazują na to, że jednym z poruszonych problemów są zbyt małe mieszkania Polaków.  Pal licho statystyki, porównania do europejskiej średniej czy badania naukowe na ten temat. Nie ma lepszego potwierdzenia tej hipotezy niż reakcja na wywiad.

Książki Gehla i Jacobs dopiero niedawno zostały przetłumaczone na polski, ale od dawna dostępny był „Ukryty wymiar” Edwarda T. Halla o m.in. badaniach behawioralnych przeprowadzonych na szczurach. Przy zbyt dużym zagęszczeniu na niewielkiej powierzchni zwierzęta zaczynały się zagryzać. Taką sytuację przegęszczenia i stresu nazywa się „bagnem behawioralnym”. Jeśli Polacy mieszkają w zbyt małych mieszkaniach, przypuszczalnie też muszą się na kimś odreagować. Nie są jednak przecież nieucywilizowanymi zwierzętami, więc zamiast zagryzać współmieszkańców, wolą internetowo rzucić się do gardła piosenkarce, które pewnie w życiu nie widzieli na oczy.

Ten wywiad miał prawdziwie „Ukryty wymiar”.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: