OSSA 2016 czyli kapsuła czasu, rozmowy przy ognisku i mewa nr OP51

IMG_9373

Mewa numer OP51* – o 6 rano budził nas jej tupot o pusty parapet i operowe wrzaski

Nie ma to jak wrócić z urlopu w środku nocy i już następnego dnia wystartować ze studenckimi warsztatami. Dzięki temu, mimo że przez prawie cały tydzień Ogólnopolskich Spotkań Studentów Architektury OSSA 2016 pracowałam przedpołudniami, miałam wrażenie, że moje wakacje trwały miesiąc. Z ulgą przeniosłam się do Gdyni, bo wcześniej czułam, że nie starcza mi czasu ani na pracę z grupą, ani na rozmowy przy ognisku.

lila_01

Część naszego Wunderteamu – Dominika, Artur, Daniel, mój osobisty urbanista, który dzielnie zastępował mnie przedpołudniami, ja, Julia i Karolina

To moja pierwsza OSSA w roli tutora. Dużo się zmieniło, odkąd brałam w niej udział w czasie studiów. Relacje między uczestnikami a prowadzącymi są teraz zdecydowanie mniej sztywne, praca intensywniejsza, a prezentacje zdecydowanie bardziej wysmakowane. Tym razem organizatorzy zasugerowali także w ramach eksperymentu, aby mniej więcej na półmetku pracy nastąpiło podzielenie grup na trzy części i rozproszenie wśród innych zespołów. Okazało się się to świetną okazją dla wymiany przemyśleń i weryfikacji wstępnych wniosków oraz nieformalnego przetestowania, czy przyjęte założenia są czytelne dla innych. Półtorej godziny dyskusji z osobami, które w zupełnie odmienny sposób interpretowały zadany temat, okazało się czynnikiem mocno popychającym pracę naprzód.

A było co popychać. Wraz z moim osobistym urbanistą jechaliśmy do Gdyni bez konkretnego pomysłu na to, w jaką stronę można by pokierować grupą. Założenie było takie, aby rzucić hasło warsztatów- TRANS-PORT/-FORM, przedyskutować je porządnie i szlifować najbardziej obiecujący pomysł, jaki się wykluje. Zależało nam jednak na tym, aby zgodnie z sugestiami organizatorów skupić się na faktycznej interpretacji tematu, a nie tylko przygotowaniu przeestetyzowanego filmu na końcową prezentację. To podobno problem wielu warsztatów. Ponadto byliśmy jedynymi tutorami z Trójmiasta i staraliśmy się unikać zbyt bezpośredniego odnoszenia się do Gdyni i poszczególnych lokalizacji w mieście, bo po prostu za dobrze znamy kontekst różnych inwestycyjnych decyzji. Strategię lokalnych interwencji wybrały m.in. grupy Kuby Woźniczki odnosząc się do lotniska w Kosakowie („gorzka wisienka na słodkim gdyńskim torcie”) czy Marty Mnich i Mikołaja Smoleńskiego, których studenci w Sea Towers zobaczyli transformersa. Nam trudno byłoby o takie świeże spojrzenie, bo za dobrze znamy te kąty.

IMG_9333

Wszyscy słuchają Karola:)

Lokalnie zadziałali także Menthol Architects i ich studenci, którzy umieścili w różnych częściach śródmieścia 1500 niebieskim łódeczek origami prowadzących do Hali Targowej. Hala, pomimo spektakularnej architektury, lata świetności ma już za sobą. Najpierw przeprowadzono wywiady i z rozmów ze studentami, którzy podczas przetasowania grup trafili do nas, wynikało kilka bardzo interesujących wniosków. Gdynianom nadal mieszka się doskonale w ich mieście (co roku Gdynia wygrywa w rankingach najbardziej zadowolonych mieszkańców), lecz po ’89 stracili poczucie wyjątkowości swojego miejsca zamieszkania. Nadal jest wyjątkowe z uwagi na położenie i plażę, ach tę plażę w samym centrum, jednak miasto nie stanowi już takiego okna na świat, jak przed wojną lub przed transformacją. W szarych czasach komunizmu to tu docierały zachodnie towary i kultura – od dezodorantów Fa po płyty z brytyjską muzyką. Łódeczki na jeden dzień przyniosły wyjątkowość, ale aż kusi, żeby przeprowadzić pogłębione badania odnośnie tej utraconej pozycji.

Z kolei grupa Karola Szparkowskiego usiłowała uroczo nieporadnie zbudować na plaży kopułę z piasku. Skończyło się na siatce zbrojeniowej i geowłókninie, które z kolei zadziałały jako lampiony podczas ogniska ostatniej nocy. Kuba Szczęsny postawił na tekst i teatralną,  ironiczną interpretację pojęcia utopii. Wyszło przewrotnie, ale najbardziej przewrotne okazało się jednak to, że prezentacja nie została w pełni zrozumiana przez publiczność. To bardzo wymowna szkoła dla studentów, którzy dopiero uczą się współpracy z klientem. Jeśli architekci nie potrafią odczytać teatralnych środków wyrazu, podobnie niearchitekci nie są w stanie zinterpretować znaczenia decyzji projektowych. 

IMG_9353

Rozdanie dyplomów przez Karolinę, naszą niezastąpioną opiekunkę. Obok Robert, Edyta, Julia, Artur i Dominika.

Do naszej grupy trafiło dziewięcioro studentów różnym wieku, z różnych uczelni, różnymi doświadczeniami i podejściem do projektowyania. Po długich godzinach niełatwych rozmów na temat tranformacji i transportu wykrystalizowała się koncepcja „transportu formy w przyszłość”, za pośrednictwem materialnego nośnika. Odniesienie stanowiła kapsuła czasu – pojemnik z różnymi przedmiotami codziennego użytku – umieszczany podczas budowy lub remontu w niedostępnej części budynku, odkopywany przypadkiem po wielu latach, podczas kolejnej przebudowy. Podczas burzy mózgów zastanawialiśmy się, co chcielibyśmy teraz umieścić w takiej kapsule – do głowy przchodziły przede wszystkim informacje zapisane na cyfrowych nośnikach. Gazeta, monety czy pudełko zapałek są jednak trwalsze od dysku USB. Studenci wskazywali na problem nietrwałości cyfrowego nośnika oraz nadmiaru produkowanych i archiwizowanych informacji. W kontekście architektury zauważyli strach przed utratą na zawsze zarówno samego historycznego budynku, jak i informacji o nim, stąd badania historyczne, inwentaryzacje i dokumentacje fotograficzne. Grupa wypracowała przewrotną konserwatorską doktrynę zakładającą, że przy każdej przebudowie obiektu architektonicznego, nawet najnowszego i pozornie pozbawionego wartości estetycznych czy historycznych, należy pozostawić jego materialny fragment.

praca01

Ekipa podczas składania ostatecznej prezentacji – za stołem Weronika, Julia, Daniel i Małgosia

Za symbol takiego działania posłużył „kolec” z korony wrocławskiego Solpolu – budynku, odnośnie którego trudno podjąć decyzję, na ile jest wartościowy z konserwatorskiego punktu widzenia. Z jednej strony nadal pamiętane są kontrowersje związane z jego formą i kolorystyką, z drugiej od jego powstania minęło już tyle czasu, że można go jednoznacznie uznać za jeden z najbardziej reprezentatywnych przykładów postmodernizmu w Polsce. Gdy budynek jest jeszcze zbyt młody i brakuje dystansu czasowego dla oceny jego wartości, trudno określić, jak zweryfikuje go czas – to problem wielu powojennych obiektów, które są bez kontroli wyburzane lub przebudowywane. W postmodernistycznym, pełnym detali budynku łatwo jednak ustalić, które charakterystyczne elementy można by pozostawić według wymyślonej przez grupę strategii. Trudniej o decyzję, które elementy modernistycznych budynków byłyby najlepszym nośnikiem informacji o ich historycznym czy sentymentalnym znaczeniu – które powinny znaleźć się w „kapsule czasu”.

Gdyński modernizm dał nam do myślenia o tym zagadnieniu, a gdyński powojenny budynek – mieszkaniowa”szafa” z balkonikami przy domu towarowym Batory – posłużył jako bohater amimacji pokazującej symulację przekształceń z pozostawieniem istniejących elementów. Ekipa przygotowała także – bo przecież mowa o materialnych nośnikach –  lapidarium złożone ze współczesnych elementów architektonicznych. Stanowiło antytezę idei pozostawienia ich in situ i wskazało, jak bardzo są nietrwałe i powtarzalne w przeciwieństwie do historycznego detalu. Pobliska budowa okazała się doskonałym źródłem materiałów – dziewczynom udało się zdobyć nawet fragment tynku na styropianie. Po prezentacji rozgorzała dyskusja – najlepsza weryfikacja, czy cały myślowy proces był spójny i logiczny. Hubert Trammer, który przyjechał specjalnie na ossowe prezentacje, był szczególnie dociekliwy i cała grupa, z tutorami włącznie, miała wypieki z wrażenia, jak wiele opinii zostało wymienionych.

IMG_9363.JPG

Lapidarium złożone ze współczesnych elementów budowlanych

Warsztaty to nowe znajomości nie tylko ze studentami, ale też z tutorami i osobami zaproszonymi do wygłoszenia wykładów. W ramach „Europejskiej Stolicy Kultury” Wrocław zaprosił do siebie trójmiejskich artystów w ramach trwającej właśnie akcji „Znajomi znad morza„. W przypadku OSSA i architektury  do Trójmiasta wpadli „Znajomi z Wrocławia”. Ponieważ sama przyczyniłam się do wrocławskiego desantu (udało mi się namówić na przyjazd Menthol Architects i podpowiedziałam organizatorom VROA oraz CH+), a Kuba Woźniczka to warsztatowy weteran, wśród ekipy prowadzących byli prawie sami znajomi. Ponieważ niektórzy ściągnęli do Gdyni swoich bliskich, w końcu poznałam Kasię Kajdanek, której „Suburbanizację po polsku” uważam za najlepszą książkę ostatnich lat o polskim mieszkalnictwie („13 pięter” może się schować).

IMG_9354

Część ekipy tutorskiej z Wrocławia

IMG_9280.JPG

Lila z Menthol Architects skupiona nad projektem ożywienia Hali Targowej

Lila_02

Z wykładem wpadła Pani Dyrektor czyli Agnieszka Puchyr, która w czasie OSSY gościła na blogerskiej imprezie w Gdyni. To kolejna osoba z archiblogosfery, z którą w końcu spotkałyśmy się w realu

Następna OSSA już w październiku w Zakopanem. Już zazdroszczę studentom i tutorom, tym bardziej, że organizatorzy planują kolejny eksperyment – połączenie prowadzących w pary: architektów z osobami niezwiązanymi z branżą. Mogą pojawić się historycy sztuki, biolodzy, psycholodzy – podpowiedzieliśmy kilka nazwisk i najbardziej żałujemy, że nie uda nam się raczej wpaść, chociaż na chwilę, na drugi koniec Polski.

*Ponieważ pierwszy raz w życiu udało mi się odczytać numer ptasiej obrączki, postanowiłam zarejestrować go w internetowym serwisie zbierającym takie dane. Lista do wypełnienia jest dość długa, w większości kategorii wybiera się dane z rozwijalnego menu. Jedna z kombinacji pytanie-odpowiedź wydała mi się dość rubaszna: „Czynności wykonane z ptakiem?” „Uszkodzony podczas trzymania w ręku”. Kurtyna:)

[Fot. Monika Arczyńska, Lila Krzycka]

Reklamy

2 thoughts on “OSSA 2016 czyli kapsuła czasu, rozmowy przy ognisku i mewa nr OP51

  1. […] poprzeplatane zrzędzeniem na gentryfikację w dzielnicy* i raportami z zajęć na Politechnice i warsztatów. Chciałabym czasem wrzucić zjadliwy komentarz o bieżących wydarzeniach, najchętniej o […]

  2. […] przez urząd miasta! – opracowanie na temat Długiej i Długiego Targu w Gdańsku. OSSA również wypadła fantastycznie. Za mną kolejne etapy współpracy z powstającym w Gdańsku […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: