Monthly Archives: Lipiec 2016

OSSA 2016 czyli kapsuła czasu, rozmowy przy ognisku i mewa nr OP51

IMG_9373

Mewa numer OP51* – o 6 rano budził nas jej tupot o pusty parapet i operowe wrzaski

Nie ma to jak wrócić z urlopu w środku nocy i już następnego dnia wystartować ze studenckimi warsztatami. Dzięki temu, mimo że przez prawie cały tydzień Ogólnopolskich Spotkań Studentów Architektury OSSA 2016 pracowałam przedpołudniami, miałam wrażenie, że moje wakacje trwały miesiąc. Z ulgą przeniosłam się do Gdyni, bo wcześniej czułam, że nie starcza mi czasu ani na pracę z grupą, ani na rozmowy przy ognisku.

lila_01

Część naszego Wunderteamu – Dominika, Artur, Daniel, mój osobisty urbanista, który dzielnie zastępował mnie przedpołudniami, ja, Julia i Karolina

To moja pierwsza OSSA w roli tutora. Dużo się zmieniło, odkąd brałam w niej udział w czasie studiów. Relacje między uczestnikami a prowadzącymi są teraz zdecydowanie mniej sztywne, praca intensywniejsza, a prezentacje zdecydowanie bardziej wysmakowane. Tym razem organizatorzy zasugerowali także w ramach eksperymentu, aby mniej więcej na półmetku pracy nastąpiło podzielenie grup na trzy części i rozproszenie wśród innych zespołów. Okazało się się to świetną okazją dla wymiany przemyśleń i weryfikacji wstępnych wniosków oraz nieformalnego przetestowania, czy przyjęte założenia są czytelne dla innych. Półtorej godziny dyskusji z osobami, które w zupełnie odmienny sposób interpretowały zadany temat, okazało się czynnikiem mocno popychającym pracę naprzód.

A było co popychać. Wraz z moim osobistym urbanistą jechaliśmy do Gdyni bez konkretnego pomysłu na to, w jaką stronę można by pokierować grupą. Założenie było takie, aby rzucić hasło warsztatów- TRANS-PORT/-FORM, przedyskutować je porządnie i szlifować najbardziej obiecujący pomysł, jaki się wykluje. Zależało nam jednak na tym, aby zgodnie z sugestiami organizatorów skupić się na faktycznej interpretacji tematu, a nie tylko przygotowaniu przeestetyzowanego filmu na końcową prezentację. To podobno problem wielu warsztatów. Ponadto byliśmy jedynymi tutorami z Trójmiasta i staraliśmy się unikać zbyt bezpośredniego odnoszenia się do Gdyni i poszczególnych lokalizacji w mieście, bo po prostu za dobrze znamy kontekst różnych inwestycyjnych decyzji. Strategię lokalnych interwencji wybrały m.in. grupy Kuby Woźniczki odnosząc się do lotniska w Kosakowie („gorzka wisienka na słodkim gdyńskim torcie”) czy Marty Mnich i Mikołaja Smoleńskiego, których studenci w Sea Towers zobaczyli transformersa. Nam trudno byłoby o takie świeże spojrzenie, bo za dobrze znamy te kąty.

IMG_9333

Wszyscy słuchają Karola:)

Lokalnie zadziałali także Menthol Architects i ich studenci, którzy umieścili w różnych częściach śródmieścia 1500 niebieskim łódeczek origami prowadzących do Hali Targowej. Hala, pomimo spektakularnej architektury, lata świetności ma już za sobą. Najpierw przeprowadzono wywiady i z rozmów ze studentami, którzy podczas przetasowania grup trafili do nas, wynikało kilka bardzo interesujących wniosków. Gdynianom nadal mieszka się doskonale w ich mieście (co roku Gdynia wygrywa w rankingach najbardziej zadowolonych mieszkańców), lecz po ’89 stracili poczucie wyjątkowości swojego miejsca zamieszkania. Nadal jest wyjątkowe z uwagi na położenie i plażę, ach tę plażę w samym centrum, jednak miasto nie stanowi już takiego okna na świat, jak przed wojną lub przed transformacją. W szarych czasach komunizmu to tu docierały zachodnie towary i kultura – od dezodorantów Fa po płyty z brytyjską muzyką. Łódeczki na jeden dzień przyniosły wyjątkowość, ale aż kusi, żeby przeprowadzić pogłębione badania odnośnie tej utraconej pozycji.

Z kolei grupa Karola Szparkowskiego usiłowała uroczo nieporadnie zbudować na plaży kopułę z piasku. Skończyło się na siatce zbrojeniowej i geowłókninie, które z kolei zadziałały jako lampiony podczas ogniska ostatniej nocy. Kuba Szczęsny postawił na tekst i teatralną,  ironiczną interpretację pojęcia utopii. Wyszło przewrotnie, ale najbardziej przewrotne okazało się jednak to, że prezentacja nie została w pełni zrozumiana przez publiczność. To bardzo wymowna szkoła dla studentów, którzy dopiero uczą się współpracy z klientem. Jeśli architekci nie potrafią odczytać teatralnych środków wyrazu, podobnie niearchitekci nie są w stanie zinterpretować znaczenia decyzji projektowych. 

IMG_9353

Rozdanie dyplomów przez Karolinę, naszą niezastąpioną opiekunkę. Obok Robert, Edyta, Julia, Artur i Dominika.

Do naszej grupy trafiło dziewięcioro studentów różnym wieku, z różnych uczelni, różnymi doświadczeniami i podejściem do projektowyania. Po długich godzinach niełatwych rozmów na temat tranformacji i transportu wykrystalizowała się koncepcja „transportu formy w przyszłość”, za pośrednictwem materialnego nośnika. Odniesienie stanowiła kapsuła czasu – pojemnik z różnymi przedmiotami codziennego użytku – umieszczany podczas budowy lub remontu w niedostępnej części budynku, odkopywany przypadkiem po wielu latach, podczas kolejnej przebudowy. Podczas burzy mózgów zastanawialiśmy się, co chcielibyśmy teraz umieścić w takiej kapsule – do głowy przchodziły przede wszystkim informacje zapisane na cyfrowych nośnikach. Gazeta, monety czy pudełko zapałek są jednak trwalsze od dysku USB. Studenci wskazywali na problem nietrwałości cyfrowego nośnika oraz nadmiaru produkowanych i archiwizowanych informacji. W kontekście architektury zauważyli strach przed utratą na zawsze zarówno samego historycznego budynku, jak i informacji o nim, stąd badania historyczne, inwentaryzacje i dokumentacje fotograficzne. Grupa wypracowała przewrotną konserwatorską doktrynę zakładającą, że przy każdej przebudowie obiektu architektonicznego, nawet najnowszego i pozornie pozbawionego wartości estetycznych czy historycznych, należy pozostawić jego materialny fragment.

praca01

Ekipa podczas składania ostatecznej prezentacji – za stołem Weronika, Julia, Daniel i Małgosia

Za symbol takiego działania posłużył „kolec” z korony wrocławskiego Solpolu – budynku, odnośnie którego trudno podjąć decyzję, na ile jest wartościowy z konserwatorskiego punktu widzenia. Z jednej strony nadal pamiętane są kontrowersje związane z jego formą i kolorystyką, z drugiej od jego powstania minęło już tyle czasu, że można go jednoznacznie uznać za jeden z najbardziej reprezentatywnych przykładów postmodernizmu w Polsce. Gdy budynek jest jeszcze zbyt młody i brakuje dystansu czasowego dla oceny jego wartości, trudno określić, jak zweryfikuje go czas – to problem wielu powojennych obiektów, które są bez kontroli wyburzane lub przebudowywane. W postmodernistycznym, pełnym detali budynku łatwo jednak ustalić, które charakterystyczne elementy można by pozostawić według wymyślonej przez grupę strategii. Trudniej o decyzję, które elementy modernistycznych budynków byłyby najlepszym nośnikiem informacji o ich historycznym czy sentymentalnym znaczeniu – które powinny znaleźć się w „kapsule czasu”.

Gdyński modernizm dał nam do myślenia o tym zagadnieniu, a gdyński powojenny budynek – mieszkaniowa”szafa” z balkonikami przy domu towarowym Batory – posłużył jako bohater amimacji pokazującej symulację przekształceń z pozostawieniem istniejących elementów. Ekipa przygotowała także – bo przecież mowa o materialnych nośnikach –  lapidarium złożone ze współczesnych elementów architektonicznych. Stanowiło antytezę idei pozostawienia ich in situ i wskazało, jak bardzo są nietrwałe i powtarzalne w przeciwieństwie do historycznego detalu. Pobliska budowa okazała się doskonałym źródłem materiałów – dziewczynom udało się zdobyć nawet fragment tynku na styropianie. Po prezentacji rozgorzała dyskusja – najlepsza weryfikacja, czy cały myślowy proces był spójny i logiczny. Hubert Trammer, który przyjechał specjalnie na ossowe prezentacje, był szczególnie dociekliwy i cała grupa, z tutorami włącznie, miała wypieki z wrażenia, jak wiele opinii zostało wymienionych.

IMG_9363.JPG

Lapidarium złożone ze współczesnych elementów budowlanych

Warsztaty to nowe znajomości nie tylko ze studentami, ale też z tutorami i osobami zaproszonymi do wygłoszenia wykładów. W ramach „Europejskiej Stolicy Kultury” Wrocław zaprosił do siebie trójmiejskich artystów w ramach trwającej właśnie akcji „Znajomi znad morza„. W przypadku OSSA i architektury  do Trójmiasta wpadli „Znajomi z Wrocławia”. Ponieważ sama przyczyniłam się do wrocławskiego desantu (udało mi się namówić na przyjazd Menthol Architects i podpowiedziałam organizatorom VROA oraz CH+), a Kuba Woźniczka to warsztatowy weteran, wśród ekipy prowadzących byli prawie sami znajomi. Ponieważ niektórzy ściągnęli do Gdyni swoich bliskich, w końcu poznałam Kasię Kajdanek, której „Suburbanizację po polsku” uważam za najlepszą książkę ostatnich lat o polskim mieszkalnictwie („13 pięter” może się schować).

IMG_9354

Część ekipy tutorskiej z Wrocławia

IMG_9280.JPG

Lila z Menthol Architects skupiona nad projektem ożywienia Hali Targowej

Lila_02

Z wykładem wpadła Pani Dyrektor czyli Agnieszka Puchyr, która w czasie OSSY gościła na blogerskiej imprezie w Gdyni. To kolejna osoba z archiblogosfery, z którą w końcu spotkałyśmy się w realu

Następna OSSA już w październiku w Zakopanem. Już zazdroszczę studentom i tutorom, tym bardziej, że organizatorzy planują kolejny eksperyment – połączenie prowadzących w pary: architektów z osobami niezwiązanymi z branżą. Mogą pojawić się historycy sztuki, biolodzy, psycholodzy – podpowiedzieliśmy kilka nazwisk i najbardziej żałujemy, że nie uda nam się raczej wpaść, chociaż na chwilę, na drugi koniec Polski.

*Ponieważ pierwszy raz w życiu udało mi się odczytać numer ptasiej obrączki, postanowiłam zarejestrować go w internetowym serwisie zbierającym takie dane. Lista do wypełnienia jest dość długa, w większości kategorii wybiera się dane z rozwijalnego menu. Jedna z kombinacji pytanie-odpowiedź wydała mi się dość rubaszna: „Czynności wykonane z ptakiem?” „Uszkodzony podczas trzymania w ręku”. Kurtyna:)

[Fot. Monika Arczyńska, Lila Krzycka]

Reklamy

Krótko o Długiej

para.jpg

Zaczęło się od kontrowersyjnej żółtej kropki na ulicy Długiej w Gdańsku (proj. Grupy Gdyby), która oburzyła wielu gdańszczan. Cytuję, z komentarzy pod artykułem w lokalnej prasie : „W domu sobie kibel na żółto wymalujcie ! Pieprzona pseudo-sztuka!”. Kropka pojawiła  się jako zapowiedź projektu przebudowy Traktu Królewskiego – to Długa z Długim Targiem, między Zieloną a Złotą Bramą. Konieczna jest wymiana podziemnej infrastruktury, więc będzie okazja, aby zająć się zniszczonymi nawierzchniami oraz generalnym przekształceniem tej najbardziej znanej i najczęściej fotografowanej przestrzeni publicznej w Gdańsku. Od dłuższego czasu stanowi sturystyfikowany disneyland – gdańszczanie w sezonie unikają jej jak mogą z uwagi na tłumy turystów i ceny w lokalach gastronomicznych.

Ale dla nas temat zaczął się jeszcze przed pojawieniem się żółtej kropki. Zarząd Dróg i Zieleni w Gdańsku (ZDiZ) jeszcze w ubiegłym roku zwrócił się do nas z pytaniem, czy nie wzięlibyśmy tego tematu na warsztat ze studentami. To efekt ubiegłorocznego projektu rewitalizacji Starego Polesia w Łodzi, który zamiast trafić do szuflady, w dalszym ciągu jest wykorzystywany. Oprócz wprowadzenia zaproponowanych miękkich działań, raportowi przyglądają się obecnie eksperci od rewitalizacji, szukając inspiracji dla planowanych do wdrożenia przemian na Polesiu. W Gdańsku chodziło o przyjrzenie się Traktowi w szerszym kontekście i zaproponowanie wytycznych dla projektu przebudowy. Ustaliliśmy, że studenci opracują „korporacyjny” produkt – raport uwzględniający zarówno rozległe analizy tego obszaru, jak i sugestie zmian wraz z koncepcją projektową testującą słuszność przyjętych założeń. Raport będzie stanowił załącznik do specyfikacji dla docelowych projektantów, jako dodatkowy materiał informacyjny.

Szczególne znaczenie ma sposób postrzegania Traktu przez mieszkańców Gdańska i Trójmiasta oraz turystów. Kilka lat temu próbowano z Traktu zrobić tzw. „strefę prestiżu” – od tamtego czasu nie dość, że zmienił się sposób postrzegania miejskich przestrzeni publicznych, to prestiż zastąpiły chińskie gadżety i baloniki sprzedawane na każdym kroku. Ponadto po długich latach oczekiwania są obecnie zagospodarowywane tereny na obu końcach Traktu i w jego okolicach (m.in. Wyspa Spichrzów). W Gdańsku Głównym i sąsiednich dzielnicach chyba jeszcze nigdy nie stało tak wiele dźwigów. Śródmieście, które dopiero po inwestycjach w południowej części miasta uzyskało mniej więcej śródmiejską lokalizację, dopiero teraz ma szansę stać się prawdziwym centrum Gdańska (taką rolę dla wielu mieszkańców odgrywał znacznie lepiej skomunikowany i wyposażony w usługi Wrzeszcz). Oznacza to, że znaczenie Traktu Królewskiego poważnie zmieni się w najbliższych latach. To też zostało wzięte pod uwagę.

Nie będę tu przedstawiać wniosków – materiał jest zbyt obszerny. Cały raport zostanie wydrukowany w nakładzie ok. 100 egzemplarzy, a także udostępniony online. Dam znać, kiedy tylko uda się umieścić go na stronie po ostatecznych poprawkach i przedstawię wówczas cały zespół projektowy. Napiszę tylko, że największą trudność w planowaniu przyszłego charakteru tej przestrzeni stanowią przeciwstawne znaczenia i oczekiwania wobec jej obrazu i funkcji. Powinna być jednocześnie miejscem”dla ludzi”, ale i zachować prestiżowy charakter. Pełni ważną funkcję tranzytową, ale podłużny plac – Długi Targ – teoretycznie mógłby działać jak rynki w większości polskich miast. Z jednej strony Trakt to idealne miejsce rozrywki i kulturalnych imprez, które mogą przeszkadzać mieszkańcom, z drugiej – wyprowadzanie się stamtąd ludzi sprawia, że Trakt staje się nieautentycznym, opustoszałym miejscem. Propozycje grupy brały pod uwagę te konflikty i starały się nie tyle znaleźć jeden złoty środek, co zakres możliwych rozwiązań.

WP_20160401_13_47_51_Pro

Zajęcia. Naprawdę jak w biurze, chociaż meble mało stylowe:)

Ponownie, jak przy projekcie dla Łodzi, pracowaliśmy jak biuro. Ekipa podzieliła się na grupy zajmujące się kwestiami urbanistycznymi, architektonicznymi, konserwatorskimi i społecznymi, oprócz tego dwie komórki podjęły się koordynacji i przgotowania raportu. Z moim osobistym urbanistą unikaliśmy przyjęcia roli szefów – nasze zadanie to podpowiadanie, jak i gdzie szukać informacji oraz sterowanie całym procesem. Gdybyśmy mogli podejmować decyzje projektowe, praca zdecydowanie posuwałaby się do przodu szybciej, ale efekt dydaktyczny byłby znacznie mniejszy. Ta symulacja prawdziwej pracy w dużym biurze, nad zlożonym projektem, z prawdziwym klientem i z branżystami oraz zmieniającym się bezustannie harmonogramem, miała być również szansą na bezbolesne jeszcze uczenie się na własnych błędach (przynajmniej z uwagi na brak finansowej odpowiedzialności).

Znów trafiła nam się absolutnie fantastyczna grupa. Przyznam, że kiedy od starszych wykładowców słyszę, a zdarza się to stosunkowo często, że dzisiejsi studenci chcą mieć wszystko podane jak na tacy, zaczynam się zastanawiać, czy na pewno pracujemy w tym samym miejscu. Studenci, z którymi współpracujemy, nie dość, że ostro zasuwają i chcą nauczyć się czegoś nowego, to po erasmusowo-stażowych doświadczeniach pozbyli się kompleksów i śmiało konkurują z zachodnimi rówieśnikami. Jeśli zajęcia odbywają się po angielsku, a taki był opisywany kurs, ich znajomość języka okazuje się świetna. Wychodzą z inicjatywą, są bardzo elastyczni i – z małymi wyjątkami – nie upierają się przy pierwszym, pozornie genialnym pomyśle (to znane zjawisko na wydziałach architektury). Tym razem w 34-osobowej grupie pracowało także 12 studentów Erasmusa, m.in. z Hiszpanii, Albanii, Ukrainy czy Ekwadoru. Z jednej strony lokalny temat i sporo kontaktów z mieszkańcami mogły okazać się problematyczne z uwagi na język, ale dzięki ścisłej współpracy z polskimi studentami udało im się pokonać tę barierę. Jednocześnie bardzo przydała się obecność projektantów, dla których najbardziej znana przestrzeń publiczna w Gdańsku była odkrywanym dopiero miejscem.

[roto2

Punkt informacyjny

Współpraca z miastem narzuciła zakres i terminy. Równolegle prowadzone były badania społeczne – internetowy kwestionariusz, który wypełniło ponad 1700 osób – oraz dwie tury konsultacji społecznych. W pierwszych, osobno dla mieszkańców i dla interesariuszy (właścicieli lokali, zarządców nieruchomości) dyskutowano ogólnie o oczekiwaniach wobec Traktu. Podczas drugich konsultowano przygotowane przez studentów wizje przekształceń ulicy i placu. Zespół zajmujący się kwestiami społecznymi przeprowadził dodatkowo własne badania – od konsultacji z lokalnym klubem seniora, po wywiady i obserwowanie przechodniów. Powstały na tej podstawie mapy sposobów i prędkości poruszania się po Trakcie – to bezcenne informacje dla projektantów docelowej koncepcji.

IMG_4881.jpg

Przygotowania do konsultacji społecznych

IMG_4988

Pierwsza tura konsultacji

Równolegle została powołana Rada Programowa, złożona m.in. z achitektów, historyków, konserwatorów i urbanistów. Najbardziej cieszyła mnie jednak obecność Remigiusza Kitlińskiego – gdańskiego pełnomocnika ds. komunikacji rowerowej oraz Bartka Zimnego, pełniącego w Łodzi podobną funkcję, a jednocześnie zajmującego się projektami ulic. To on jest twórcą pierwszego łódzkiego woonerfu. Rada spotykała się co kilka tygodni, dyskutując o poszczególnych aspektach Traktu. Kiedy tylko była okazja, ściagaliśmy na te spotkania studentów. Równolegle na ASP studenci Jacka Dominiczaka pracowali nad własnymi koncepcjami przekształcenia tego wnętrza urbanistycznego. Wszystkie działania były na bieżąco opisywane na specjalnie stworzonej stronie internetowej. Jakby tego wszystkiego było mało, część zespołu wyjechała z doktorantem z naszego wydziału, Łukaszem Bugalskim, na warsztaty do Rotterdamu. Ich temat także wiązał się z Traktem Królewskim – dotyczyły powojennej odbudowy miast.

rada.jpg

Oficjałki, oficjałki… Rada Programowa w Dworze Artusa

W kwietniowy weekend odbyło się prototypowanie, czyli testowanie w przestrzeni Traktu kilku propozycji aranżacji Traktu . ZDiZ zapewnił kilkadziesiąt ławek, drzewka w donicach oraz barierki. Trzy różne konfiguracje – po jednej na każdy dzień – nie tylko testowały umiejscowienie mebli miejskich, ale badały, jak przemieszczają się użytkownicy Traktu, jeśli trasa zostanie częściowo zastawiona. Studenci, podzieleni na dyżury, dokonywali obserwacji, a dodatkową weryfikację ich ustaleń zapewniły nagrania z kamer ustawionych przez cały weekend w bramach na obu końcach Traktu. Jak u Williama Whyte’a!

01.jpg

Niektóre ławki – w słońcu, ze świetnym widokiem – były skazane na sukces.

proto.jpg

Przykład zgrupowanych ławek, które testowały ewentualne umieszczenie w tym miejscu innej „blokady” na Długim Targu – np. fontanny albo wystawy.

IMG_5083

Marta Myga i Maciej Kosycarz, znany fotoreporter dokumentujący historię Gdańska.

 

IMG_5127.JPG

Przechodnie mieli okazję zapisać swoje uwagi.

23 czerwca miała miejsce krótka prezentacja w Ratuszu Głównego Miasta w ramach podsumowania wszystkich dotychczasowych działań miasta, a w miniony poniedziałek – spotkanie w Instytucie Kultury Miejskiej, poświęcone wynikom semestralnej pracy. Walczymy zawsze z traktowaniem studentów jak dzieci i kolejny raz okazało się, ze mamy rację. Przez cały czas podkreślaliśmy, że studenci kursu magisterskiego posiadają już stopień inżyniera architekta i są przygotowani do zawodowej pracy pod okiem bardziej doświadczonych projektantów. Ponownie, podobnie jak rok temu w Łodzi, najbardziej zachwycił nas sposób, w jaki prezentujące wyniki pracy liderki zespołów odpowiadały na pytania od publiczności (a pojawiło się trochę złorzeczenia na temat rowerów ze strony jednej z mieszkanek). Profesjonalnie, chłodno, z pewnością siebie, tak, że nikt z publiczności nie śmiał ani przez chwilę wątpić, że autorzy opracowania znają doskonale temat i mają odpowiedź na każde pytanie.

SAM_1996.jpg

Końcowa prezentacja w IKM

My, jako prowadzący, też ogromnie dużo się nauczyliśmy. Otrzymaliśmy od studentów wiele cennych uwag, które bardzo pomogą nam w ustalaniu kolejnych kursów. Już dostajemy wstępne sygnały od zainteresowanych „dawców tematów”, że chętnie przekażą pomysły na kolejny semestr. Bardzo chętnie, ale zredukujemy poważnie zakres. Tym razem okazał się zdecydowanie zbyt duży, chociaż na początku spotkaliśmy się z wątpliwościami, czy jedna ulica, na której nie ma nawet miejsca na nowe kubatury, to wystarczająco poważny temat na magisterski kurs urbanistyki. Okazało się, że to jednak zdecydowanie zbyt duży zakres, ale studenci poradzili sobie doskonale i jesteśmy z nich ogromnie dumni. Były „krew, pot i łzy”, były momenty załamania, było wiele zarwanych nocy. Ale widać też, jak bardzo studenci dojrzeli przez ten semestr jako projektanci. Szkoda, że nie mogliśmy rozciągnąć tego tematu na cały rok. Mam nadzieję, że kiedy pachnąca świeżym drukiem książka trafi w ręce studentów, osłodzi nieco zmęczenie po tych 15 tygodniach skrajnie intensywnej pracy.

[Fot. Monika Arczyńska, Łukasz Pancewicz, Paweł Wojdylak]

Reklamy
%d blogerów lubi to: