Jak wykończyć mieszkanie wykańczając i siebie, odc.1

image

Na blogu ostatnio cicho, bo architektura, jaką zajmowałam się najbardziej intensywnie w ostatnich tygodniach, to architektura służby zdrowia. Wracam z czymś specjalnym – z mrożącą krew w żyłach powieścią w odcinkach. Wykańczanie (legalnie) mieszkania to zadanie, z którym tak trudno sobie poradzić, że przypuszczalnie 99,9% osób nie zaprząta sobie głowy zgłoszeniami czy pozwoleniami na budowę. Postanowiłam jednak spróbować zrobić to zgodnie z prawem. O ja głupia! O ja nieszczęsna!

Nie mam zbyt wielkiego doświadczenia w pracy projektowej w Polsce i chociaż pewne zawiłości naszego prawa są dla mnie obce, założyłam, że nie powinny mnie przerosnąć. Praktycznie każdy projekt, nad którym pracuję, znajduje się w innym kraju i ogólne zasady są wszędzie zbliżone, tyle, że opisane a to po arabsku, a to po rosyjsku, a to po hebrajsku. Polską ustawę jestem przynajmniej w stanie bez problemu przeczytać. Nigdy nie zajmowałam się za to projektowaniem w tak maleńkiej skali – obecnie mam na tapecie budynki o powierzchniach od 40 do 120 tysięcy metrów kwadratowych. Tym bardziej fascynuje mnie, czym potrafią przejąć się urzędnicy w Polsce. Szczegółowość tej powieści w odcinkach pewnie wzbudzi  uśmiech politowania u koleżanek i kolegów po fachu, którzy zęby zjedli na podobnych perypetiach, ale dla mnie to kompletna nowość.

Odcinek 1 – Miłe złego początki

Na początku roku zabieram się za projekt niewielkiego mieszkania  w kamienicy przy jednej z moich ulubionych ulic Gdańska, w dzielnicy o wdzięcznej i dźwięcznej nazwie Aniołki. W mieszkaniu stoi przepiękny stuletni piec kaflowy, wysoki na trzy metry. Nie przeraża mnie wcale, że kamienica jest w ewidencji. Uzbrajam się w cierpliwość oraz pokorę i zamierzam wszystko zrobić zgodnie z prawem i według świętych zasad dobrej praktyki. Dzwonię do biura miejskiego konserwatora zabytków, gdzie miła pani (miłe panie będą przewijać się przez cały czas przez tę opowieść) informuje, co muszę pozałatwiać i w jakiej kolejności oraz zapowiada, że otrzymanie zaleceń konserwatorskich dla tak niewielkiej inwestycji to sprawa dwóch-trzech tygodni. Przygotowuję wniosek o ich wydanie, do którego załączam kilkunastostronicowy raport opisujący stan istniejący (zachowane elementy wnętrza są pod ochroną) i planowane prace.

Umawiam się z wykonawcą, który świetnie wykonał robotę u znajomych. Akurat za kilka tygodni będzie wolny, powinnam już wtedy mieć wszystkie potrzebne pozwolenia i zgłoszenia. Zabieram się za projekt – planowane prace dzielę na dwie części, żeby było szybciej. Roboty wykończeniowe, w tym wymianę okna dachowego, do którego potrzebne mi były zalecenia konserwatorskie, umieszczam w zgłoszeniu (30 dni na reakcję Urzędu). Istniejącą kuchnię o proporcjach tramwaju zamierzam podzielić docelowo na aneks sypialny i kuchenny, ale nie mogę umieścić tego w zgłoszeniu, bo gdański Urząd każdą zmianę układu pomieszczeń traktuje jako przebudowę i wymaga pozwolenia na budowę. O nie postaram się chwilę później, bo czuję, że trochę czasu zajmie mi załatwienie zgody wspólnoty na podłączenia wentylacji (obecnie brak) do istniejących przewodów kominowych. W zgłoszeniu postanawiam jednak umieścić wykonanie dwóch otworów w ścianie działowej, które docelowo pozwolą na dostęp do aneksów z pokoju dziennego – to nie zmienia układu pomieszczeń, więc nie powinno być problemu, a wykonawcy znacznie ułatwi pracę.

Nie mam jednak szczęścia. Miła pani z urzędu dzwoni, żeby mnie poinformować, że „wie Pani, wszystko w porządku, ale na te dziury w ścianie działowej to będzie Pani potrzebowąła pozwolenia na budowę”. Cholera jasna! Ale może to dobrze. W innym razie wniosek o pozwolenie na budowę obejmowałby  AŻ DWA PUNKTY (proszę nie opluć monitora ze śmiechu):

  1. Budowa ścianki gipsowo-kartonowej o długości… 1,75m.
  2. Wykonanie dwóch podłączeń wentylacyjnych do istniejących przewodów kominowych (czyli po prostu wykucie dwóch dziur, jakieś 15x15cm każda).

Teraz przynajmniej mogę dodać punkt trzeci! Domyślam się jednak, że zakres tych prac okaże się dla Urzędu tak poważny, że kolejny telefon będzie dotyczył konieczności zaangażowania architekta sprawdzającego…

W międzyczasie miła pani z firmy administrującej budynkiem pomaga mi w dotarciu do członków wspólnoty, od których potrzebuję zgody na podpięcie się do przewodów kominowych. Ale to będzie materiał na kolejny, jeszcze bardziej drastyczny odcinek sagi.

PS Zalecenia konserwatorskie były gotowe po pięciu, a nie dwóch-trzech tygodniach:)

[fot. Monika Arczyńska]

 

 

 

Reklamy

3 thoughts on “Jak wykończyć mieszkanie wykańczając i siebie, odc.1

  1. […] podskoczyłam do Urzędu Miasta, żeby wprowadzić zmiany w złożonym zgłoszeniu (historia z poprzedniego odcinka sagi) miła pani z Wydziału Architektury i Urbanistyki zauważyła w mojej ‚budowlanej’ teczce […]

  2. Cudowna makietka! Architekci pracujący na makietach, na roboczych modelach w zasadzie, to już jakiś wymierający gatunek. Choć praca na modelu tyle daje! We wnętrzach – chyba już naprawdę pojedyncze pracownie stosują tę formę projektowania czy analizy decyzji.. Ja wciąż uciekam od fotorealistycznych wizualizacji na rzecz wielu szkiców i opisów. Widzę, że wtedy skupiam się na istocie problemu. A odbiorcy projektów też łatwiej rozumieją projekt i nie skupiają się na dekoracji.
    Chciałabym zobaczyć więcej tego twojego modelu…

    • sixlettercity pisze:

      Nie umiem inaczej:) Co prawda zawsze robię szybki 3d model, żeby sprawdzić, czy wszystko mi się zmieści w projekcie, ale żeby zobaczyć, jak będzie ostatecznie wyglądała przestrzeń, muszę mieć makietę. Nie musi być dokładna – zdarza mi się po prostu skleić taśmą kilka wyciętych wydruków. Na zdjęciu kuchnia i łazienka – obie są tak mikroskopijne, że musiałam sprawdzić, czy nie będą się wydawały klaustrofobiczne. Tu akurat użyłam koloru, bo zamarzyły mi się zielone płytki w mikrołazience i żadna wizualizacja nie potwierdziłaby, czy ten dość intensywny kolor będzie bardzo optycznie zmniejszał pomieszczenie. Wrzucę pewnie więcej zdjęć w kolejnych postach:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: