Czas to pieniądz

rury.jpg

Co za budowlano-remontowy sezon! Znajoma kupuje mieszkanie i czeka ją wykańczanie stanu deweloperskiego. My niedługo utkniemy w dwóch remontach. Przepraszam – przebudowach, bo według prawa budowlanego postawienie ścianki działowej bywa przebudową. Szukam właśnie umywalek, baterii, podłóg i tysiąca innych rzeczy, ale przede wszystkim zgrzytam zębami na myśl o tym, ile to wszystko jeszcze potrwa. Problemem nie jest nadmiar materiałów do wyboru ani moje projektowe niezdecydowanie, chociaż właśnie nieco utknęłam przy płytkach ceramicznych. Problem to urzędowe procedury, które trwają wieki.Pomimo chichotów znajomych („Serio? Zamierzasz to zgłaszać do urzędu?”) robię wszystko zgodnie z prawem. Jedno pozwolenie na budowę czeka już od roku, drugi projekt jest gotowy. Dziś składam zgłoszenie, bo wystarczy do większości prac remontowych, a znacznie przyspieszy inwestycję. Na szczęście zalecenia konserwatorskie (jeden z budynków jest w ewidencji) są zgodne z moimi zamierzeniami, ale ich uzyskanie trwało ponad miesiąc…

Czytuję od czasu do czasu blog Michała Szafrańskiego „Jak oszczędzać pieniądze”. Też bym chciała być równie przedsiębiorcza jak Michał Sz., ale chyba za dobrze znam przepisy budowlane. Zaintrygował mnie wpis „Mieszkanie jako inwestycja krótkoterminowa, czyli jak można zarobić kilkadziesiąt tysięcy w 2,5 miesiąca”. Sprawa wyglądała prosto: Michał kupił w dobrej cenie zadłużone mieszkanie w nie najlepszym miejscu i standardzie z myślą o wynajmie studentom lub sprzedaży. Po wyprostowaniu kilku administracyjnych problemów i błyskawicznym, niskobudżetowym remoncie udało mu się korzystnie sprzedać mieszkanie. Zafascynował mnie harmonogram tego przedsięwzięcia: 29 listopada – zakup mieszkania; […] 5 grudnia – start prac remontowych. Liczę i liczę, ale nijak nie chce mi się zmieścić  między tymi datami 30 dni. To tyle, ile należy odczekać po zgłoszeniu prac budowlanych do urzędu. Milczenie oznacza zgodę – jeśli nie będzie reakcji, można zacząć działać. Jeśli okaże się, że potrzebne są jakieś uzgodnienia albo planowane prace kwalifikują się do pozwolenia na budowę (np. jakiekolwiek zmiany w instalacji gazowej), urząd wyśle odpowiednie instrukcje. Zgłoszenie to tylko dwa łatwe do wypełnienia formularze i ewentualnie rysunek, który można wykonać samodzielnie. To nic nie kosztuje, tylko… no właśnie, czas.

Jaki jest sens zgłaszania prac budowlanych? A chociażby taki, że wymaga zastanowienia się nad ich ewentualnymi konsekwencjami, a urzędnicy odpowiednio to zweryfikują. Przykłady z życia: przyjaciółka z rodziną musiała ewakuować się z mieszkania, bo sąsiadka z dołu po likwidacji pieca kaflowego zafundowała sobie kominek z otwartym paleniskiem. Komin to komin, co za problem, po co to w ogóle z kimkolwiek konsultować? Inny poziom wilgotności i temperatura dymu sprawiły jednak, że przewód bez wkładu zaczął przepuszczać spaliny do mieszkania powyżej. Ktoś inny przyznał się niedawno, że bez pozwolenia zmieniał w swoim mieszkaniu (w bloku!) instalację gazową. To zdecydowanie inny kaliber niż banalna wymiana podłóg, ale chodzi o tę samą zasadę: gdzie są granice dysponowania swoją własnością oraz zaufania do wiedzy budowlanej – własnej lub niekoniecznie świetnie wykwalifikowanego fachowca. Z jednej strony wściekamy się na zalew szmat reklamowych na elewacjach czy nieskoordynowane podziały okienne w zabytkowych kamienicach, a przecież wynikają z tego samego podejścia lub niewiedzy. Ostrożniej działają ci, którzy przymierzają się do większej inwestycji (może ze strachu przed inspekcją budowlaną?). Można już budować domy jednorodzinne na samo zgłoszenie. Bałam się, że przyczyni się to do jeszcze większego chaosu na suburbiach, ale okazuje się, że inwestorzy niezbyt chętnie korzystają z tego pozornego udogodnienia. Pozornego, bo jakakolwiek wątpliwość ze strony urzędu bądź błąd w dokumentacji znacznie komplikują i wydłużają inwestycję w porównaniu do spokojnego budowania po uzyskaniu pozwolenia. A przecież czas to pieniądz, prawda?

[Fot. Monika Arczyńska]

 

 

 

Reklamy

4 thoughts on “Czas to pieniądz

  1. Przezorny zawsze zabezpieczony, nie opłaca się mijać z prawem. Samowolka często kończy się donosem życzliwych i w konsekwencji – koniecznością doprowadzenia mieszkania do stanu sprzed remontu. Najbardziej przeraża mnie fakt, że niektórzy nie zgłaszają prac, które faktycznie mogą stanowić zagrożenie dla siebie i pozostałych mieszkańców (jak choćby zmiany w instalacji gazowej, budowa kominka). Natomiast co do budowania domów jednorodzinnych na zgłoszenie – z jednej strony jest to spore udogodnienie (często biurokracja trwała kilka lat, zanim można było rozpocząć budowę), ale z kolei inwestorzy raczej sami chcą wszystkiego dopilnować, żeby po czasie nie okazało się, że muszą dom rozebrać

    • sixlettercity pisze:

      Mnie też to najbardziej przeraża. Rozumiem – malowanie ścian czy wymiana podłóg to faktycznie prace, które nie wiążą się z ryzykiem (wypada jednak uprzedzić sąsiadów, że czeka ich nieco hałasu:), ale dla wielu osób tego rodzaju roboty nie różnią się niczym od przerabiania instalacji gazowej…

  2. robert skitek pisze:

    Ze zgłoszeniem budowy domu to jest jednak inaczej. To nie inwestorzy są tacy przezorni, a architekci – to na nich spadłaby ostatecznie cała odpowiedzialność. Ale, nawet gdyby nie chcieli być przezorni, to załatwia im to słynny już o.o.o, który po zmianie musi określić autor projektu. Zgodnie z wszystkimi przepisami, które należy wziąć pod uwagę, obszar ten dla prawie żadnego domu na standardowej działce budowlanej nie zmieści się w granicy działki. I to jest główny powód występowania o PnB.

  3. sixlettercity pisze:

    No to podwójne uff, że jednak architekt jest do czegoś potrzebny;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: