Na ‚L’ i na sześć liter

LUB_02

Pomimo weekendowego ocieplenia wszechobecność  świątecznych motywów nie pozwala zapomnieć o zimie. Szukam więc każdej okazji, aby powspominać wyjątkowo krótkie dla mnie w tym roku lato i od razu podchwytuję każde hasło, które kojarzy mi się z wakacyjnymi wyjazdami. Jedną z najważniejszych krajowych architektonicznych wiadomości ostatnich tygodni był „Upadek Muru Lubelskiego” czyli otwarcie placu przed Centrum Spotkania Kultur w Teatrze w Budowie. Od razu przypomniał mi się sierpniowy wyjazd do Lwowa i krótki przystanek w Lublinie. Nie licząc bardzo odległych czasów, była to moja pierwsza wizyta w tym mieście na sześć liter. Ba, nie dość, że na sześć, to jeszcze „Lublin” brzmi prawie jak „Dublin”, więc wiedziałam, że będę zachwycona.

Zaopiekował się nami Janek Kamiński z Instytutu Architektury Krajobrazu KUL. Oprócz głównych turystycznych atrakcji poprosiliśmy go o pokazanie nam nowych realizacji oraz osiedla Słowackiego projektu Hansenów. Osiedle zdecydowanie zasługuje na oddzielny wpis, więc dziś tylko o nowych budynkach, tym bardziej, że to temat na czasie z uwagi na wspomniane Centrum Spotkania Kultur. Budynek widać na zdjęciu powyżej, jeszcze z „Murem Lubelskim” czyli otaczającym wieloletnią budowę ogrodzenem. Podłużne akwarium na samej górze ma podobno docelowo służyć jako platforma widokowa. Jeszcze nie cały budynek został oddany do użytku, więc niewiele można powiedzieć o jego funkcjonalności. Z zewnątrz wygląda jak pałac królowej lodu, teraz odrobinę bardziej dostępny dzięki likwidacji płotu.

LUB_07

[Lublin architektonicznie ma wszystko: zabytki, porządne współczesne realizacje, a czasem przeziera jakieś urocze „pomo”]

Podobnie chłodno i niedostępnie wygląda większość projektów Bolesława Stelmacha, „wirtuoza szkła i betonu”, architekta Centrum i lokalnego starchitekta. Architektonicznie Lublin to Stelmach, podobnie jak Opole to Domiczowie, a Koszalin – HS99. Nie udawało mi się do tej pory trafić na realizacje Stelmacha ani na żaden jego wykład. Do Żelazowej Woli i Nałęczowa jakoś mi nie po drodze, w Warszawie nigdy nie mam czasu, żeby podskoczyć do Centrum Chopinowskiego. Poza tym byłam ciekawa głównie lubelskich realizacji i to najlepiej komercyjnych, bo tam, gdzie prywatny inwestor płaci i decyduje, widać najlepiej, na ile koncepcja broni się przed cięciami, oszczędnościami i widzimisię zamawiającego.

Żałuję, że nie udało nam się dotrzeć do Parku Naukowo-techologicznego ani do Zana House. Następnym razem. Wpadliśmy jednak do kolejnego wymienionego tu „centrum” – centrum handlowego Tarasy Zamkowe. Nie będę komentować samej idei umieszczenia zakupowego molocha tuż przy starówce, a „parking na 1400 samochodów” brzmi już wystarczająco przerażająco, żeby rozwijać ten temat. To nie decyzja projektanta, któwy w takich przypadkach ma za zadanie wycisnąć z miejsca, funkcji i budżetu maksymalną jakość. Za to doceniam lubelski obiekt, bo centra handlowe to duże obiekty, które rządzą się ściśle zdefiniowanymi zasadami i za bardzo nie da się tam architektonicznie poszaleć. Właściwie cała zabawa po usytuowaniu kloca w miejskiej tkance to głównie znalezienie odpowiedniego materiału na elewacje i we wnętrzach (w Lublinie jest pod tym względem prosto i dość szlachetnie, bo właśnie tak będą się starzały zastosowane materiały, głównie beton i ocynkowana stal). Nie da się uniknąć dużej kubatury. Schody ruchome muszą być, food court musi być, okien najlepiej żeby wcale nie było. Jeśli ma być niestandardowo, to dlatego, że zastosowano oryginalne lub nietypowe materiały albo – jak w przypadku lubelskiego projektu – pojawiła się „wartość dodana”. W Tarasach Zamkowych to… tarasy właśnie, a dokładniej – ogólnodostępny dach. „Przywróciłem Matce Ziemi to, co inwestor zabrał” – boska, dosłownie, deklaracja, prawie jak poezje pewnego katowickiego poety. Ale w sierpniowy wieczór siedziało tam mnóstwo osób, głównie młodzieży, rodziny przchodziły na spacery, dzieci bawiły się na placu zabaw. Działa!

LUB_18

[Zielone tarasy na dachach]

LUB_19

[Ulubione miejsce nastolatków]

LUB_20

[Plac zabaw i bar, czyli dla każdego coś miłego]

LUB_23

 [Elewacja z betonowych „patyków”]

LUB_22

[Pochyły dach-ogród od spodu]

LUB_21

[W środku bez zadęcia. W końcu to tylko centrum handlowe, prawda?]

Spędziliśmy w Lublinie tylko jeden wieczór, więc I wybór miejsca na drinka mógł być tylko jeden: Perłowa Pijalnia Piwa przy Bernardyńskiej, z wnętrzem zaprojektowanym przez Projekt Praga. Realizacja znalazła się w finale otatniej edycji konkursu „Życie w architekturze” w kategorii wnętrz publicznych. Widziałam wcześniej sporo zdjęć tego miejsca i bardzo mnie zaskoczyło swoją wielkością – spodziewałam się, że jest znacznie przestronniejsze. Monstrualny bar zajmuje prawie całą przestrzeń niewielkiego, wyłożonego drewnem wnętrza, a lustra na suficie sprawiają wrażenie, że całość jest znacznie wyższa niż w rzeczywistości. Czułam się trochę jak w ulubionym dublińskim The Church, gdzie pośrodku głównej nawy kościoła, zamienionego w pub z restauracją i dyskoteką, znajduje się podobny owalny bar. Nawet barmani sa równie profesjonalni, jak w Dublinie, ale to już chyba nie wpływ świetnego projektu?

perla

[Fot. Monika Arczyńska, Łukasz Pancewicz]

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: