‚Niestrudzony pracoholik’

nieporzadek

Wszystkie blogerki szafiarsko-lajfstajlowe publikują ostatnie wakacyjne selfie i wyglądają na nich na takie zrelaksowane… A u mnie właśnie jak na zdjęciu –  mam nawet czasu, żeby się uczesać, o zrobieniu porządków nie wspominając. Znów za dużo pracy, pracy po pracy i pracy po pracy po pracy. Skończyłam ostatnie poprawki do tekstu o gdyńskim Muzeum Emigracji do ‚Architektury-Murator’, weekend minął wypełniony pracą nad pewnym konkursem, a cały tydzień spędziłam pod hasłem pośpiechu  i nerwowego odhaczania kolejnych puktów z długiej listy. Na tej liście były też punkty dość przełomowe, ale o nich dopiero napiszę:)

Na blogu też obsuwy. Czekają zaległe relacje z lubelsko-lwowskich wojaży, ba, czeka niedokończony tekst o katowickim modernizmie, który zaczęłam pisać w… kwietniu. Cudownie. W przerwach na kawę poszperałam w sieci i zdiagnozowałam u siebie konkretny rodzaj pracoholizmu. Otóż jestem tzw. ‚niestrudzonym pracoholikiem’, czyli takim, który się zarżnie, ale będzie pracować bezustannie i zawsze chętnie wrzuci sobie na głowę kolejne obowiązki. Oprócz tej kategorii istnieją również pracoholicy ‚bulimiczni’, ‚z deficytami uwagi’ i ‚rozkoszujący się pracą’…

Chyba pora zacząć walczyć z tym uzależnieniem. Najlepsza strategia to pewnie wyjechać gdzieś na koniec świata i zaszyć się w miejscu, gdzie internet nie sięga, ale to mało realne. Dlatego zamiast spędzać pół roku na odludziu, wyskoczę w końcu na niedługie, ale długo wyczekiwane wakacje. W ramach wyjątku postanowiłam nie zabierać komputera, za to zamierzam pstrykać bardzo dużo zdjęć. Trochę architektonicznie będzie, bo odwiedzę w końcu EXPO w Mediolanie (planuję tam tylko jeden dzień, więc zapowiada się galop przez pawilony). Potem zobaczę, produkcją jakiej wystawy zajmuje się w Palermo mój ulubiony historyk sztuki, ale później – naprawdę! – będzie już tylko leniwe spacerowanie po sycylijskich miastach, cannoli oraz wino na plaży. I przerwy na kawę, w ilościach ogromnych. Będę zbierać siły na zapowiadający się bardzo intensywnie przełom września i października. Przywiozę pewnie mnóstwo nowych inspiracji dla SIX LETTER CITY, ale blog też będzie musiał wybrać się na urlop, więc następne posty pojawią się z lekkim poślizgiem.

Podejrzewam, że z uzależnieniami już tak jest, że jedno zastępuje się innymi, więc pewnie pracoholizmu pozbędę się na rzecz wspomnianego wina i kawy. Ale to chyba i tak zdrowsze od bezustannego siedzenia przed komputerem, prawda?

[fot. Monika Arczyńska]

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: