To nie zieleń uspokaja

LWOW

To nieprawda, że najskuteczniej uspokaja patrzenie na kolor zielony. Na pewno to zjawisko nie odnosi się do całej populacji. Na przykład na mnie najlepiej działa połączenie błękitu i piaskowego beżu. Dokładnie takie, jak na plaży w sloneczny dzień, chociaż przyznaję, że szum morza stanowi tam dodatkowy czynnik relaksacyjny. To samo połączenie kolorystyczne pojawia się również w niektórych miastach i spacerując, czuję się tam równie spokojna, jak na plaży.

Na szczęście Lwów okazał się i piaskowy, i słoneczny, dzięki czemu chyba udało mi się zebrać siły przed kolejnym miesiącem (zapowiadającym się wyjątkowo aktywnie). To był mój pierwszy wyjazd na Ukrainę – szkoda, że w takim smutnym dla kraju momencie. Moimi towarzyszami podróży byli regularni lwowscy bywalcy, dzięki którym mogłam posłuchać opowieści o tym, jak miasto funkcjonowało jeszcze kilka lat temu. Między innymi organizacja Euro 2012, która spowodowała niemałą rewolucję i w polskich miastach, przyczyniła się do ogromniej poprawy lwowskiej infrastruktury. Woda płynie już z kranów 24 godziny na dobę, do ustępów można wrzucać papier toaletowy, a wśród tramwajów trafiają się nowoczesne niskopodłogowce. Zabytki remontowane są m.in. dzięki pomocy polskiego Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, o czym owo Ministerstwo skrupulatnie informuje za pośrednictwem charakterystycznych banerów. Główne place i ulice wyglądają jak w każdym innym zadbanym europejskim mieście, jednak ta szybka poprawa przyczyniła się do współistnienia wielu kontrastów. Do mieszkania pani Zosi, u której wynajęliśmy pokój, prowadzą ciemne, niebezpieczne schody, podczas gdy na parterze, przy samym Rynku, działa oblegany bar ostrygowy z szampanem. Remont zakończył się na elewacji. Okolice przepięknego (i również niedawno odnowionego) dworca kolejowego przypominają bardziej północną Afrykę niż Europę. To wszystko składa się na obraz dynamicznego miasta, którego przywiązani do tradycji mieszkańcy z jednej strony nie pozwolą na zniszczenie niepowtarzalnej atmosfery Lwowa, z drugiej są otwarci na zmiany. Wiem jedno – na ich miejscu każdy byłby dumny z tego miasta, gdzie na każdym kroku widać jego dawną potęgę.

[fot. Monika Arczyńska]

Reklamy

6 thoughts on “To nie zieleń uspokaja

  1. Byłam we Lwowie 9 lat temu, jeszcze zanim zaczął być odnawiany. Zrobił na mnie ogromne wrażenie, pewnie także przez te kontrasty i tę autentyczność starej zabudowy. Pamiętam, że w budynku, w którym mieścił się nasz hostel była też piekarnia. Piekarnia miała na wysokości 1 piętra ogromną dziurę w ścianie zewnętrznej budynku, ok 2×3 metry, dzięki czemu było świetnie widać, jak ludzie pieką tam chleby, magia 😉 p.s. to chyba prawda z tymi kolorami! 🙂

    • sixlettercity pisze:

      Trochę żałuję, że nie miałam okazji dotrzeć tam wcześniej, ale myślę, że pomimo tempa zmian to miasto nie jest w stanie utracić swojego niesamowitego charakteru. Cały czas porównywałam w myślach Lwów do Krakowa – to jednak kluczowe, żeby w historycznej części miasta pozostali mieszkańcy. Niektóre krakowskie ulice sprawiają wrażenie zdisneylandyzowanego getta turystów – w tym przypadku Lwów zwycięża autentycznością:)

  2. KM we wnetrzu pisze:

    A ja uważam, że zielony uspokaja i jest bardzo potrzebny. To między innymi na jego brak cierpimy w zimie. Jednak w mieście zieleń jest idealnym dodatkiem do szarych i bezowych elewacji.

  3. Przypominają mi się moje wizyty we Lwowie. Byłam tam jakieś 10 lat temu, dwa razy. To były bardzo ciekawe wizyty. Miałam wrażenie, że to miasto jest właśnie żółte, ochrowe, piaskowe.. Piękne majowe światło wlewało się w niezbyt szerokie ulice, oświetlając mokry po nocnym deszczu, bruk.
    A zieleń w mieście… Warto spojrzeć na miasta południowe, we Włoszech, Hiszpanii. To zupełnie inne podejście do zieleni w mieście. Uwielbiam włoskie szerokie ulice z ogromnymi platanami, dającymi cień latem i poczucie kameralności. Małe, wąskie uliczki w zasadzie pozbawione są zieleni. Jeśli jednak dokładniej się przyjrzeć, z każdego okna wystają jakieś pnącza, a przy wejściach w donicach stoją juki albo rododendrony…Wszystko jednak daje poczucie spójności i z pewnością relaksuje..

    • sixlettercity pisze:

      Miasto bez zieleni to nie miasto:) Ta lwowska zieleń też zwraca uwagę (spędziliśmy cały dzień spacerując po parkowym skansenie i Cmentarzu Łyczakowskim), ale piaskowe i błękitne odcienie zdecydowanie bardziej rzucały się w oczy, tak bardzo były konsekwentne i dominujące. Chyba będę musiała tam wkrótce wrócić:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: