Co za szekspirowski tydzień

baner

Ale tydzień! „Hamlet”, „Makbet”, „Burza”, „Król Lear” razy dwa – lato bez gdańskiego Festiwalu Szekspirowskiego to nie prawdziwe lato. Tegoroczna edycja była wyjątkowa nie tylko z uwagi na poziom spektakli czy obecność gwiazd (Tiger Lillies!), ale również dlatego, że w końcu udało się wykorzystać potencjał budynku Teatru Szekspirowskiego. Rok temu było za wcześnie – otwarcie miało miejsce chwilę przed festiwalem i ekscytowano się wówczas głównie otwieranym dachem, kolorem elewacji budynku („Czarna cegła? W Gdańsku???”) czy niewygodnymi  siedzeniami. Od tamtej pory zarówno zespół teatru, jak i widzowie, przeszli kurs użytkowania tego niesamowitego obiektu. Okazało się, że cały budynek, łącznie  z dachem i dziedzińcami, może zostać wykorzystany i nadaje się idealnie dla potrzeb letniego festiwalu. Uruchomiono bar pod gołym niebem, w którym w trakcie przerw można wpaść na aktorów. W innym dziedzińcu prezentowane były offowe produkcje i projekcje filmowe. Nawet, jeśli spektakle grano w pobliskim teatrze „Wybrzeże”, życie festiwalowe koncentrowało się w budynku Rizzi’ego, a centrum Gdańska dosłownie pulsowało emocjami szekspirowskich dramatów.

James Marston Fitch zaproponował kiedyś „pięć przykazań rzetelnej krytyki architektury”. Wśród nich znalazła się porada, aby tekst krytyczny pisać dopiero po roku użytkowania obiektu. W przypadku Teatru to wyjątkowo słuszna sugestia – im jest starszy i im bardziej się w nim eksperymentuje, tym więcej otwiera możliwości. Niektóre przestrzenie ożywają latem, inne zaskakują elastycznością i wielofunkcyjnością przez cały rok. Przetestowano akustykę i okazało się, że nawet najmniejszy, trójkątny dziedziniec nadaje się idealnie jako miejsce kameralnych koncertów. Powstała też pierwsza produkcja Teatru, „Wesołe kumoszki z Windsoru”, grana przy otwartym dachu, z układem widowni takim, jak w czasach Szekspira. Co prawda dach obecnie się nie otwiera, bo trzeba wymienić jakieś łożysko, ale biorąc pod uwagę, jak prototypowe jest to rozwiązanie, dziwię się, że podobnie poważne naprawy gwarancyjne nie musiały być wykonywane wcześniej. A jak bardzo „Szekspirowski” był potrzebny w Gdańsku, jedynym polskim mieście tej wielkości, które posiadało wcześniej jeden teatr, nie muszę chyba wyjaśniać. Nie jestem nawet w stanie policzyć, ile razy już go odwiedziłam przez cały rok od otwarcia.

Przyznaję się bez bicia: jestem absolutnie zakochana w tym budynku. Uważam go za najbardziej niedoceniony w konkursach ostatniego roku projekt i nie, nie przemawia przeze mnie wcale lokalny patriotyzm. Teatr wciąż przegrywał a to z Filharmonią Szczecińską, a to z NOSPR-em, a to z Cricoteką. Otrzymał zaledwie nagrodę SARP dla najlepszego obiektu zrealizowanego ze środków publicznych. Ale jak pisałam w komentarzu do oddanego na Teatr głosu w plebiscycie „Polityki”, „z nagrodami architektonicznymi jest trochę jak z Oscarami – w wyjątkowo dobrym dla branży roku dzieło wybitne może pozostać z samą nominacją”.

Trudno. Parafrazując Gombrowicza, „Gdański Teatr Szekspirowski wybitną architekturą jest” i brak statuetek tego nie zmieni.

[Fot. Monika Arczyńska]

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: