Duńczycy są nowymi Holendrami

Superkilen_09

„The Danish are the new Dutch” – nie, nie chodzi o rowery. Chodzi o architekturę. Taki komentarz pojawił się na portalu Dezeen pod tekstem o kopenhaskim Superkilen.

Studenci byli niegdyś bez pamięci zakochani w PLOT, a kiedy biuro się podzieliło, maślany wzrok kierowali w stronę JDS i BIG. Najpierw nie rozumiałam fenomenu popularności tych pracowni, a Bjarke Ingels, pojawiający się WSZĘDZIE, zaczął mnie w pewnym momencie trochę drażnić. Na dodatek jego projekty wydawały mi się początkowo dość wtórne, bo świeżość i odwaga koncepcji oraz proste, wyraziste diagramy kilka lat wcześniej były charakterystyczne dla młodych (teraz już nie takich młodych) holenderskich pracowni. Z drugiej strony studenci mają prawo nie pamiętać realizacji MVRDV czy NL Architects z milenijnego przełomu… Potem nastąpił kryzys i całą tę świeżość i odwagę zasłoniło widmo niezapłaconych rachunków i projektów wkładanych do szuflady. Eksperymentuje się tam, gdzie są pieniądze – jeśli eksperyment się nie powiedzie, budynek można szybko zastąpić nowym. Stąd każdy okres słabszej koniunktury przynosi bardziej konserwatywne rozwiązania. Wcale nie twierdzę, że to niedobrze, bo stabilizacja i uspokojenie są konieczne dla zebrania sił przed kolejną eksplozją eksperymentów, a skracanie cyklu życiowego budynków to zdecydowanie mało „zrównoważona” strategia. Eksperymenty wydają się jednak zdecydowanie bardziej ekscytujące (przynajmniej dla architektów).

W końcu nadarzyła się okazja, żeby zobaczyć na żywo to „holenderskie” podejście w Danii. Podłużna przestrzeń Superkilen – częściowo parku, częściowo placu – kapitalnie reprezentuje takie projektowanie. Podczas zwiedzania przypomniały mi się dwa wykłady. Jeden z nich wygłosiła Ewa Porębska podczas Weekendu Architektury w Gdyni dwa lata temu. To było świeżo po finale konkursu im. Miesa van der Rohe, w którym Ewa była jurorką i mówiła o procesie selekcji finalistów. Opowiadała, jak trudno było oceniać ten projekt na tle typowych kubaturowych realizacji. Tu działania przestrzenne miały zupełnie inny charakter: wyczyszczono teren, pozostawiono i tylo lekko podrasowano elewacje budynków, głównie poprzemysłowych. Przestrzeń umeblowano elementami wyposażenia miejskich przestrzeni ze stron świata, z których pochodzą zamieszkujący okolice Superkilen imigranci – od lamp ulicznych, przez zadaszenia i ławki, aż do pokryw studzienek kanalizacyjnych. Jedna jest z Gdańska. Wydawało mi się wtedy, że głównych bohaterów tego miejsca – imigrantów – potraktowano nieco z góry. „Nie jesteście u siebie, bidulki, to łaskawie postawimy wam parę elementów z domu – będziecie mogli sobie popłakać za odległą ojczyzną na betonowej ławce z rodzinnej miejscowości”.

Superkilen_04

Superkilen_06

Superkilen_02

Drugi wykład to spotkanie z Marthą Schwartz, w Dublinie, przy okazji otwarcia zaprojektowanego przez nią placu w Grand Canal Dock. Żaliła się wtedy, że inwestorzy nie doceniają znaczenia architektury krajobrazu i często proponują absurdalnie niskie stawki z myślą o tym, że przecież kilka metrów trawy z rolki nie może dużo kosztować. Złośliwie komentowała: „Nie ma sprawy, zaprojektujemy Wam najpiękniejszy asfalt świata, może nawet wystarczy na farbę, żeby go pomalować”.

Superkilen_03

Ale to właśnie zrobił BIG na Superkilen. No dobra, nie zrobił tego sam BIG, tylko we współpracy z projektantami krajobrazu Topotek1 i artystami z Superflex. Asfalt i farba to prawie cały przepis na sukces tego miejsca. W części parkowej zieleń jest tak zwyczajna, jaką tylko można sobie wyobrazić. Rośnie trochę drzew, a jedyne bardziej finezyjne elementy krajobrazu to usypane pagórki z trawą. Dokładnie takie, jak na niektórych polskich blokowiskach, gdzie ziemię z wykopów pod fundamenty  pozostawiano przy blokach zamiast ją wywozić. Szybko stawały się ulubionym miejscem zimowych szaleństw na sankach.

Superkilen nie wygląda już tak świeżo, jak tuż po oddaniu. Pamiętam, że kiedy zobaczyłam pierwsze zdjęcia, nie wiedząc jeszcze nic o samym placu, najbardziej zastanawiało mnie, co to za intrygujący kolorowy materiał. Zastosowano trochę miękkich posadzek, takich, jak na placach zabaw, jest kawiarnia, teatr, centrum sportu i miejsce dla deskorolkarzy. Przez całość biegnie ścieżka rowerowa. Od momentu ukończenia w 2011 roku wszystko zdążyło się już mocno przykurzyć i zarysować, kolory na asfalcie straciły siłę rażenia (w oczy), którą miały świeżo po malowaniu, ale całość, zamiast zacząć przypominać pokolorowany śmietnik, nabrała chropowatego miejskiego charakteru. Nie wygląda w każdym razie tak plastikowo, jak na zdjęciach sprzed kilku lat.

Superkilen_01

Superkilen_08

Superkilen_05

Superkilen kosztował równowartość ok. 30 milionów złotych. Bardziej odjechana fontanna w polskim mieście potrafi kosztować 5, a tu mowa nie tylko o fontannie (jest też), ale i o 30 tysiącach metrów kwadratowych placu i parku. Ze ścieżkami rowerowymi, infrastrukturą do odpoczynku i uprawiania sportu oraz elementami umeblowania ściąganymi z całego świata. Ale przede wszystkim mowa o kapitalnej, eksploatowanej do granic możliwości przestrzeni publicznej, w której udaje się realizować idealistyczne założenie integracji mieszkańców, bez względu na ich miejsce pochodzenia i wiek.

BIG jest wielki. Dosłownie.

[fot. Monika Arczyńska, Łukasz Pancewicz]

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: