Jak tu obrzydliwie idealnie!

Kopenhaga

O Boże, jak tu obrzydliwie idealnie! Jak ohydnie ekologicznie! Jak potwornie bezpiecznie! Gdyby nie ta odrapana, pokryta graffitti Christiania, nie dałoby się wytrzymać w tej absurdalnie perfekcyjnej Kopenhadze! Oczywiście żartuję, ale to fakt, że fragmenty centrum przypominają poziomem wylizania Zurych. Na szczęście wystarczy zapuścić się kawałek dalej, żeby znaleźć fantastycznie miejskie w charakterze dzielnice do mieszkania, a nie podziwiania. Czynsze są tam niższe niż w zdominowanym przez biura, handel i usługi centrum, warzywniaki oferują nie tylko organiczne marchewki, a etniczny (bo mieszkają tam też imigranci) fast i street food smakuje jak w kraju pochodzenia i kosztuje niewielką frakcję tego, co bezglutenowe brunche w „lepszych” lokalizacjach. Te dzielnice są doskonale wyposażone w każdy rodzaj infrastruktury: z każdego punktu jest blisko do szkoły, supermarketu, przystanku komunikacji miejskiej i zieleni. I tylko wzdychać się chce z zazdrością na widok gęsto zlokalizowanych placów zabaw czy identycznych stolarek okiennych w całych kamienicach…

Bylam w Kopenhadze może z dziesięć lat temu  i wydała mi się wówczas nieco nudna, jak inne „zielone” stolice Europy. Zachwyciły mnie oczywiście ścieżki rowerowe czy system rowerów miejskich (pierwszy, jaki miałam okazję zobaczyć), ale samo miasto, pomimo fantastycznej zabudowy i położenia, zrobiło na mnie mało ekscytujące wrażenie. Teraz już wiem, dlaczego. Po pierwsze, pojechaliśmy tam sporą uczelnianą ekipą samochodami (w czasach przed ekspansją tanich linii połączenia promowe wygrywały cenowo), a Kopenhaga to miasto, które należy zwiedzać pieszo albo rowerem. Tym razem okazało się, że przez trzy intensywnego zwiedzania dni można zaledwie posmakować tego miejsca. Nie zdążyłam zobaczyć nawet wszystkich zaplanowanych dzielnic i ani jednego muzeum, a są tu prawdziwe cuda – na szczęście poprzednim razem pojechaliśmy na cały dzień do Louisiany.

Architektonicznie jest tam wszystko, po prostu wszystko, przynajmniej, jeśli chodzi o XX wiek. I to nie wspominając nawet o najbardzej współczesnych realizacjach, przede wszystkim fantastycznej mieszkaniówce oraz przestrzeniach publicznych – o Bjarke Ingelsie już szykuję specjalny wpis. Jeden z najbardziej znanych przykładów ekspresjonizmu (i jeden z niewielu zbudowanych w tym stylu obiektów sakralnych), kościół Grundtviga, musiałam teraz koniecznie zobaczyć ponownie. Do budowy użyto żółtej cegły i cały obiekt – wszystkie posadzki, podpory i detale – oparty jest na jej module. Rozmawialiśmy przez chwilę z mieszkańcem otaczającego obiekt malowniczego założenia mieszkaniowego, zrealizowanego równolegle z kościołem (wyprowadzał akurat psa na spacer – mój Boże, dać się wysikać psu w takim otoczeniu???). Opowiadał, że oprócz turystów i tłumów architektów, którzy przyjeżdżają, żeby obejrzeć ten niesamowity, mroczny z zewnątrz budynek, pojawiają się też przyszli murarze, uczący się fachu na tym doskonałym przykładzie .

Grundtvig

[Kościół Grundtviga i otaczające go założenie mieszkaniowe]

W Kopenhadze można też łatwo natrafić na przykłady doskonale zachowanego międzywojennego modernizmu. Zatrzymaliśmy się w jednym z nich – hotelu Astoria z połowy lat 30., z zachowanymi ślusarkami oraz najstarszymi w mieście i nadal działającymi drzwiami obrotowymi.

Astoria

[Hotel Astoria, zaraz przy głównym dworcu kolejowym]

Ale i modernizm powojenny nie ustępuje międzywojennemu, a blisko Astorii znajduje się jeden z niewielu wieżowców w śródmieściu – hotel SAS projektu Arne Jacobsena z 1960 roku. Jest często przytaczany jako przykład Gesamtkunstwerku w architekturze (dokładnie o tym, chociaż na podstawie innych przykładów, opowiadaliśmy niedawno z Maksem Bochenkiem w Instytucie Kultury Miejskiej). Jacobsen zaprojektował tam dosłownie wszystko – od samej architektury, przez wnętrza, aż po meble i wyposażenie. Pokój 606 wygląda dokładnie tak, jak w 1960, ale i przestrzenie ogólnodostępne nie zmieniły się za bardzo. Przy najbliższej możliwej okazji trzeba się koniecznie wybrać na drinka w hotelowym lobby (najlepiej w ubraniach vintage;).

SAS

[Lobby hotelowe SAS]

Architektura to jedno, ale Kopenhaga to przede wszystkim mekka urbanistów. Oprócz wspomnianej infrastruktury rowerowej zachwyca, jak bardzo przyjazne jest to miasto również dla pieszych. Przede wszystkim dzięki ciągłości miejskiej tkanki – dzięki temu uniknięto niebezpiecznych zakamarków, a bariery takie jak linie kolejowe biegną albo w dole, z gęsto przerzuconymi mostami, albo na estakadach. Brakuje typowych zapleczowych ulic z wjazdami do parkingów lub miejsc dostaw, gdzie zawsze jest ciemno, brudno i niebezpiecznie. Ruch kołowy i pieszy bywa integrowany – w nowych osiedlach mieszkańcy mogą wjeżdżać na ciągi piesze, aby sztucznie nie odseparowywać samochodów tam, gdzie jest jest ich niewiele i ograniczenie prędkości wystarcza dla zapewnienia bezpieczeństwa.

Świetnie zorganizowano zintegrowane węzły przesiadkowe, takie jak dopiero co ukończony Nørreport (proj. Gottlieb Paludan Architects/COBE) z pokrytymi trawą zadaszeniami. Jeśli wierzyć internetowi, przewija się przez niego ok. 165 tysięcy osób dziennie. Najpierw przeanalizowano, któredy przemieszczają się największe potoki ruchu, dopiero później zabrano się za projektowanie. Ponieważ parkingi rowerowe sprawiają zawsze bardzo bałaganiarskie wrażenie (życzę naszym placom takiego bałaganu:), umieszczono je w betonowych nieckach.

Norreport

[Na pierwszym planie betonowe niecki parkingów. Na zadaszeniach rośnie trawa]

Nie jest tak, że samochodów nie ma wcale. Są, zdarzają się ulice upstrzone gęsto zaparkowanymi samochodami, poza tym miasto przecina kilka sporych arterii – pozostałości planowania przestrzennego sprzed kilkudziesięciu lat. Auta mogą wjeżdżać do centrum, ale liczbę miejsc postojowych zredukowano do minimum. Zdarzają się jednak nowe realizacje integrujące parkingi z przestrzeniami publicznymi, jak Israels Plads (proj. COBE). Na eleganckim, wyłożonym kamieniem placu nad parkingiem podziemnym, znalazło się miejsce i na boisko, i na nieckę dla deskorolkowych szaleństw. Rośnie tam zaledwie kilka drzew, stoi parę ławek, ale całość jest gęsto umeblowana sportową infrastrukturą. Okazuje się, że ogrodzenie boiska wcale nie musi być wykonane z przaśnej siatki, ba, nawet nie musi mieć prostokątnego rzutu! W dodatku może pasować do eleganckiej posadzki z kamienia i subtelnego oświetlenia. Od razu przypomniał się wrocławski Nowy Targ, który z uwagi na lokalizację wśród terenów mieszkaniowych mógłby mieć bardzo podobne funkcje, ale tam postawiono (choć jeszcze jej nie postawiono) na dekoracyjną fontannę w centrum założenia. W Polsce patrzy się na wodę w pozycji półleżącej, w Danii kopie się piłkę. Już rozumiem, skąd różnica w obwodzie talii między tymi dwiema narodowościami.Israel

[Po prawej boisko z ogrodzeniem na planie elipsy, w tle hale targowe…]

Israel_wnetrze

[…które w środku wyglądają tak]

A wniosek z tych wszystkich obserwacji jest jeden:w mieście albo jest miejsce na infrastrukturę dla samochodów, albo na infrastrukturę dla ludzi. Już kilkadziesiąt lat temu właśnie w Kopenhadze odkrył to Jan Gehl, ale to temat na osobną historię:)

[fot. Monika Arczyńska]

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: