Rozczarowanie na sześć liter

okraglak

Poznań to kolejne miasto odwiedzone w ramach nadrabiania zaległości w podróżowaniu po Polsce, które zaplanowałam na ten rok. Wrocław „zaliczyłam” w ubiegłe lato i wkrótce znów się tam wybieram, do Krakowa zdarzało mi się wpadać z Dublina (kilka nowych budynków czeka jednak jeszcze na obejrzenie), Katowice planuję w kwietniu, a w maju Lublin. Przyznaję się: zawsze byłam trochę uprzedzona do Poznania. Miasto nigdy mnie zachwycało, a niewiele brakowało, żebym wylądowała tam na studiach. Przyjeżdżałam tam niegdyś od czasu do czasu – a to na jakąś imprezę, a to odwiedzić znajomych. Nie licząc jednak jednej wizyty w ubiegłym roku, kiedy to nie ruszałam się poza centrum handlowe, tfu, dworzec, ostatni raz odwiedziłam to miasto chyba z osiem lat temu. Moje doświadczenia z Gdańska, Łodzi czy Wrocławia sugerowały, że w tak długim okresie w polskich miastach potrafiła się dokonać kolosalna przemiana na lepsze, więc już bez uprzedzeń zaplanowałam po Budmie i konferencji weekend w Poznaniu. Niestety, bardzo się rozczarowałam…

Zdaję sobie sprawę, że to moje subiektywne uwagi, że cztery dni to za krótki pobyt, że sytuacja zależy od pory dnia czy roku, ale pewne problemy widać na pierwszy rzut oka. Niby wszystko jest w porządku: Okrąglak wyremontowany, kamienice trzymają się nieźle, w parterach jest nawet trochę sklepów, a nie tylko same banki. Stary Browar nareszcie zaczął pokrywać się lekką patyną i kurzem, a nowe realizacje są całkiem przyzwoite. Najbardziej byłam ciekawa rozbudowy Biblioteki Raczyńskich (proj. JEMS) – pamiętam, ile zaprzyjaźnionych biur brało udział w tym konkursie lata temu. Betonowe prefabrykaty wyszły świetnie, z chropowatą fakturą – dzięki nim fasada ma klasę najlepszych budynków powojennego modernizmu. Nawet Galeria MM Studia ADS nie przestraszyła mnie tak mocno, jak się tego spodziewałam. W sumie gdyby nie było „dzioba”, rozcięć, szkła, niebieskiego kubika wystającego na górze, to… byłabym na tak. Sama pogięta jak papier fasada, obłożona imitującą piaskowiec okładziną, zaskakująco dobrze prezentuje się wśród pokrytych piaskowcem elewacji. Odnoszę wrażenie, że gdyby tylko zastosowano mniej złożoną bryłę i tylko owinięto ją tym piaskowym szalem, z dyskretnym zaznaczeniem wejścia, efekt byłby może nie powalający, ale jak najbardziej akceptowalny. Brak konsekwencji i próba wciśnięcia w jedną koncepcję zbyt wielu pomysłów nigdy dobrze się nie kończy.

dziwna

[Tak wygląda w słoneczny poranek Galeria MM…]

jems

[…a tak rozbudowa Biblioteki Raczyńskich]

I tyle dobrego. Ostrzegam, że dalej będzie już głównie narzekanie, również o budynku ICHOT, o którym napiszę oddzielnie, bo nieco mnie zbulwersował. Ale architektura to stosunkowo mało ważna kwestia – prawdziwe problemy leżą gdzie indziej. Poznań jest niekwestionowanym zwycięzcą rankingu na najmniej przyjazne pieszym miasto w Polsce. Nareszcie rozumiem, o co chodzi poznańskim aktywistom – tam się po prostu nie da chodzić! Wszystkie przejścia dla pieszych przez duże ulice są dwuetapowe, światła nieskoordynowane, a czas zmiany taki, że za każdym razem czeka się co najmniej kilka minut. Nie zanotowałam przejść bez przycisków, a guziki zlokalizowane są czasem w takich miejscach, że czasem nie wiadomo, którą zebrę obsługują. Sygnał dźwiękowy słychać na mniej niż połowie przejść. W kilku miejscach na klasycznych skrzyżowaniach dwóch prostopadłych ulic nie ma pasów na jednym  z ramion, więc trzeba zasuwać przez trzy pozostałe, żeby kontynuować drogę. Oczywiście stojąc na światłach na każdym z nich. Kierowcy, nawet, jeśli z daleka widzą, że światła zaraz zmienią się na czerwone, zwalniają dopiero przed samym przejściem, w związku z czym piesi nawet po pasach, na zielonym, przemykają z obawą, że droga hamowania okaże się dłuższa, niż założył kierowca. Przyjemne, pełne knajp deptaki na Starym Mieście wydają się groteskowe w porównaniu do tego, co dzieje się kilkadziesiąt metrów dalej, na obrzeżach starówki. A tam – miejskie autostrady, po dwa-trzy pasy w każdą stronę (czytałam niedawno raport, w którym podsumowano, że ponad 70% przypadków przekroczenia maksymalnej dopuszczalnej prędkości ma miejsce na takich właśnie drogach dużych miast). Brakuje jeszcze tylko ślimaków estakad. Policja pilnuje co prawda bezpieczeństwa na drogach, ale podobno koncentruje się na wypisywaniu mandatów zniecierpliwionym pieszym, którzy przechodzą na czerwonym lub w niedozwolonych miejscach. Kolega przyznał się, że po tym, jak kolejny raz stracił w ten sposób stówę*, zaczął przygotowywać sobie trasy poruszania się po mieście odmierzając w mapach Google odległości 100m od najbliższych przejść. Tylko po to, żeby móc legalnie pokonać te straszne ulice, a jednocześnie zdążyć na czas do pracy. W sobotnie przedpołudnie ulice w centrum były puste. W niedzielę oblegano tylko trasę do kościoła i cukierni – czy to prawda, co usłyszeliśmy od kilku poznaniaków, że msza, kupienie „słodkiego” i popołudnie w domu to niezmienny dla większości mieszkańców scenariusz niedzieli? Spotkaliśmy się również ze znajomymi, którzy studiowali w Gdańsku i przenieśli się po dyplomie do Poznania, na początku zachwyceni pełnym życia rynkiem i możliwościami zawodowymi. Wzdychali tylko słuchając o trójmiejskich terenach rekreacyjnych, kilometrach nowych linii tramwajowych i ścieżek rowerowych, a ja następnego dnia z ulgą wsiadłam do pociągu. Oczywiście po pieszej przebieżce przez całe centrum z walizką, bo… w tym mieście na sześć liter kupienie biletu na tramwaj wcale nie jest takie proste.

No dobra, koniec już tego marudzenia, chociaż nie rozumiem, jak miasto, które jest zlokalizowane tak blisko Berlina oraz ma tak kompetentnych w kwestiach transportu ludzi jak Włodzimierz Nowak czy Michał Beim, może mieć tak absurdalną politykę transportową (lub jej brak?). Niedawne wybory prezydenckie wskazały jednak, że mieszkańcy są gotowi na zmiany, chociaż po ogłoszeniu pierwszych pomysłów ograniczenia ruchu samochodowego w mieście komentarze były delikatnie mówiąc niecenzuralne. Dopiero co powołano oficera rowerowego i mam nadzieję, że Wojtek Makowski, ze skórą utwardzoną łódzkimi doświadczeniami, zabierze się za prawdziwą rewolucję. Na razie rewolucji, ani nawet jej ducha, nie czuć. Wybraliśmy się na Jeżyce, bo chcieliśmy zobaczyć, jak funkcjonuje dzielnica, o której przemianach słychać dużo dobrego i gdzie mieszka sporo lokalnych aktywistów. Dwóch – Michała Czepkiewicza i Cezarego Brudkę – spotkaliśmy przypadkiem na ulicy. W ramach inicjatywy Odmieńmy Jeżyce startują w wyborach do rady osiedla i rozdawali mieszkańcom ulotki. Opowiadali, jak ciężko przekonać mieszkańców do jakichkolwiek działań – każda propozycja dotycząca przestrzeni uznawana jest za zamach na miejsca postojowe. Zależy im na podniesieniu jakości przestrzeni publicznych – zieleni i porządku, ale również na wpompowaniu życia w te piękne, ale martwe ulice.

Jeśli w Poznaniu ma się w końcu coś zmienić, to dzięki takim ludziom, jak oni. Jeśli im się uda, kolejna relacja z Poznania będzie bardziej optymistyczna (oby wcześniej niż za osiem lat).

radni

[Michał Czepkiewicz i Cezary Brudka – kandydaci do rady Jeżyc]

[fot. Monika Arczyńska, Łukasz Pancewicz]

*Na tej stronie można podpisać petycję w sprawie depenalizacji przechodzenia na czerwonym świetle.

 

Reklamy

7 thoughts on “Rozczarowanie na sześć liter

  1. no szkoda, że się nie spotkaliśmy przy okazji… Ja jednak wciąż nie oceniam Poznania tak źle, może dlatego że mieszkam na wsi a w mieście bywam tylko zawodowo i zwykle poruszam się moją Stridą kochaną ;). Podoba mi się to, że w centrum wszędzie jest blisko, że miasto jest centralne, że są tereny zielone – wbrew temu co piszesz – w centrum miasta: cytadela, parki…. Najsmutniejsze jest to, że miasto jest odwrócone od Warty, to woła o pomstę – jakieś szczątkowe chodniki nad rzeką a generalnie syf, brud itd

  2. sixlettercity pisze:

    Szkoda, a dotarłeś ostatecznie na Budmę?

    Jak wspomniałam w poście, zdaję sobie sprawę, że to moje subiektywne odczucia i pewnie wizyta w lipcu, kiedy ruch jest mniejszy (nie trzeba odwozić dzieci do szkoły), a zieleń w pełnym rozkwicie, skończyłaby się bardziej optymistyczną opinią. Ale to, czy jest zima czy lato nie ma znaczenia dla czasu oczekiwania na przejściach. Przyznam, że nie chciało mi się wierzyć w narzekanie poznańskich aktywistów i jechałam z nadzieją, że na miejscu okaże się, iż wszyscy przesadzali, bo w rzeczywistości wszystko działa jak w zegarku, a oni, zapatrzeni w Berlin, oczekują nie wiadomo czego. A to wszystko prawda…

    Dlatego cieszę się ogromnie, że tak zasuwasz swoją Stridą, bo od kogo ma się zacząć zmiana, jeśli nie od nas? 🙂

  3. Jakbym słyszała mojego narzeczonego 🙂 Nie przejdziemy obok większej budowli bez kilku komentarzy, może dlatego, że jest architektem, a może dlatego, ze zawsze musi coś powiedzieć ;p

  4. Iwona Cała pisze:

    Hmm..no tak, dwuetapowe przejścia denerwują, to prawda. Ale to są sprawy do dość szybkiego rozwiązania, odpowiednimi decyzjami, więc pewnie to się poprawi. Oczywiście jeśli tylko samym mieszkańcom to potrzebne. W nich nadzieja! 😉
    Natomiast samo miasto odebrałam bardzo pozytywnie. Odpowiada mi ta skala. Dobrze się w nim czułam, miałam ochotę na spacer. Ujęły mnie widoki, nakładające się plany. Ładne miasto…

    • sixlettercity pisze:

      Obawiam się, że decyzje, które rozwiązałyby te problemy, nie są szybkie i byłyby bardzo bolesne dla przywiązanych do swoich samochodów mieszkańców:( Na to zresztą wskazują bardzo ostre opinie na temat pomysłów ograniczenia transportu indywidualnego. Większość poznaniaków domaga się raczej nowych i szerszych dróg oraz większej liczby parkingów niż ścieżek rowerowych albo ułatwień na przejściach dla pieszych. A miasto, jak piszesz, ma bardzo sympatyczną strukturę i aż żal, że jest tak strasznie zatkane samochodami…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: