Nadzór autorski (na przykładzie ptaka)

Dominik Staniszewski_04

Cierpię na słabość do mew. Tak, cierpię, bo mimo swojej wyjątkowej ptasiej inteligencji i dostojnej sylwetki, mewy są też chamskie, hałaśliwe i robią straszny bałagan. We wszystkich nadmorskich miastach na sześć liter, w których miałam okazję mieszkać, a nawet w Delft na liter pięć, żyły mewy. Najbardziej bezczelne osobniki spotkałam w Dublinie – regularnie obsrywały nam balkon i budziły o szóstej nad ranem. Nie zapomnę porannych powrotów z imprez wśród mew, które szybowały metr nad ulicami wypatrując porzuconych frytek. Wyglądały groźnie, jak co najmniej orły albo jakieś kondory. Specjalizowały się również w rozpruwnaiu worków na śmieci, bo w Irlandii nie ma typowych pojemników, ale o określonej godzinie wyrzuca się na ulicę foliowe worki.

Ale ja tu o ptakach, a to przecież nie jest blog ornitologiczny – miało być o nadzorze autorskim. Historia jest nieco zawiła. Kiedy dwa lata temu pomieszkiwałam w Bostonie (na sześć liter), jakaś nagła nostalgia kazała mi sprawdzić, co się dzieje w Gdańsku. Na portalu „Trójmiasto” trafiłam na ogłoszenie o konkursie na maskotkę serwisu – przebranie na różne imprezy. Chyba nie muszę dodawać, jaki ptak pojawia się w logo portalu? Pomyślałam o bezczelnej mewie-reporterce, która zasuwa w trampkach i z mikrofonem, rozbawiając wszystkich swoim hałaśliwym chichotem. Śmieszka w końcu. Gdzieś na kolanie machnęłam szybki obrazek i opis, wysłałam i kilka dni później okazało się, że redakcja wybrała go jako jeden z dwóch projektów poddanych głosowaniu czytelników. W komentarzach przelała się wówczas fala internetowego hejtu – że kicz, że rysunki brzydkie, że pomysł z czterech liter wzięty, ale kto by się tym przejmował? Reporterka Śmieszka wygrała konkurs.

Mewa.psd

Po przekazaniu nagrody sprawa ucichła, bo sezon letnich imprez już się kończył i nikt w redakcji nie spieszył się już z zamówieniem przebrania. Byłam przekonana, że zapomniano o całej sprawie, ale niedawno, buszując po internecie, trafiłam na ten film i zdjęcia. Realizacja gotowa! Ale czy zgodnie z projektem konkursowym? Ten wielki biały ptak posłuży mi do udowodnienia, dlaczego warto, aby projektant, który przygotował koncepcję, był również odpowiedzialny za dokumentację wykonawczą z dokładnymi specyfikacjami oraz nadzór autorski. Proponowane przez wykonawcę zmiany powinny być przez niego zaakceptowane.

  1. Reporterka Śmieszka przypomina bardziej orła niż mewę. Po pierwsze ma dziwny kołnierz piór, a przecież mewy mają gładkie szyje.  Poza tym mewy śmieszki mają czarne głowy. Przypuszczalnie użyto wykroju na kostium orła i przystosowano go dla potrzeb Śmieszki. To trochę tak, jakby typowy projekt góralskiej chatki zaadaptowano jako śródziemnomorską willę. To dom i to dom, to ptak i to ptak.
  2. Materiały mogłyby być porządniejsze. Ten welur chyba nie jest zbyt komfortowy, zwłaszcza latem. Pewnie szybko zacznie się wycierać, poza tym czy można go recyklingować? No tak, ale zamiast cegły klinkierowej też można użyć imitacji z tynku. To i tak nic w porównaniu do zmiany w projekcie, jaką kiedyś zafundował mi w Polsce wykonawca. Zamiast prefabrykowanych na zamówienie betonowych paneli ze zgeometryzowanym reliefem, zastosował… prefabrykowane ogrodzenie betonowe w tralki. To prefabrykowany beton i to prefabrykowany beton…
  3. Zamiast odkrytej, drobiowej piersi Śmieszka ma romantyczną, niebieską sukienkę. Mikrofon w tym samym kolorze znika na jej tle, no i te falbanki… „To może dodamy trochę koloru na elewacji, ten seledynek z tym różem będzie na pewno dobrze wyglądał”.
  4. Odcień pomarańczu jest dość chamski. Nie było specyfikacji, więc nie było też określonego koloru RAL.
  5. Wskazane byłoby przygotowanie mock-up* kostiumu, który pozwoliłby ocenić stopień „kolebania” mewiego podwozia. Ale jak widać na zdjęciach, podwozie jest znacznie mniejsze niż w projekcie i na dodatek schowane pod sukienką.

Pomarudziłam sobie. Ale w żartach, bo jeśli ostateczna realizacja sprawia komuś tyle frajdy, ile ten welurowy ptaszor dzieciom, pozostaje machnąć ręką na niezgodności z projektem i też się cieszyć!

Dominik Staniszewski

*Mock-up to coś w rodzaju makiety fragmentu budynku, najczęściej w docelowej skali i przy zastosowaniu zaspecyfikowanych w projekcie materiałów (ale niekoniecznie), który pozwala na ustalenie „na żywca” sposobu montażu elementów, właściwości połączeń itd. Dzięki niemu można sprawdzić te aspekty wykonawstwa, które trudno określić na etapie projektu.

[rys. Monika Arczyńska, fot. Dominik Staniszewski/www.trojmiasto.pl]

Reklamy

One thought on “Nadzór autorski (na przykładzie ptaka)

  1. Haha, świetny tekst, dokładnie tak to wygląda 😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: