50 twarzy arch. Greya

grey_SQ_NAPIS_MALE

Książki nie czytałam, filmu nie widziałam, ale w ramach rozrywki przy pierwszej porannej kawie śledziłam ostatnio z rozbawieniem strategię marketingową produkcji. Aby stopniować napięcie, codziennie pokazywano nowe fragmenty filmu. Problem w tym, że cały proces wystartował tak długo przed walentynkową premierą, że napięcie, zamiast stopniować, zdążyło stopnieć. Za to muszę przyznać, że to, co zobaczyłam, zadziałało mocno na moją wyobraźnię, chociaż niekoniecznie w sposób, który kazałby mi się rumienić. Znów wszystko skojarzyło mi się z architekturą, więc na podstawie tych kilku urywków przyszedł mi do głowy pewien alternatywny scenariusz…

Wyobraźmy sobie, że Grey jest architektem. W wersji hollywoodzkiej i nierealnej, bo młodym oraz bogatym. Na dodatek ma siły na jakieś wyrafinowane erotyczne zabawy i – sądząc po widoku bez koszulki – również na siłownię. Jako zapracowany projektant powinien przecież ślęczeć po nocach nad kontraktami i rysunkami, a przecież nawet nie ma podkrążonych oczu. Nazwisko „Grey” pasuje idealnie – szary sytuuje się przecież między czarnym a białym, kolorami architektów. Nasz bohater nie nosi co prawda markowych okularów w grubych oprawkach, ale rozumiem, że zrezygnowano z tego atrybutu na potrzeby filmu. Niestety, okulary przeszkadzają w całowaniu (wiem coś na ten temat), a całowania chyba jednak jest w tym filmie sporo. Również w takich elementach architektonicznych jak winda (Otis? Thyssen Krupp?). W innym z klipów Grey trafia do sklepu typu Castorama i robi zakupy „remontowe”. Nie wiem, czy w tej odległej Ameryce studentki literatury faktycznie dorabiają w supermarketach budowlanych, ale gdyby to był polski film bazujący na stereotypach, nikt nie pomyślałby nawet o takim absurdzie w scenariuszu. Kto zaufałby dwudziestoletniej humanistce w kwestiach wyboru odpowiedniego silikonu albo gładzi gipsowej? Bardziej prawdopodobne byłoby, gdyby dorabiała w księgarni. Albo chociażby w drogerii.

W każdym razie Grey jest po trzydziestce, więc na studiach musiał jeszcze używać sporo kreślarskiego sprzętu, zanim pojawił się AutoCAD, Sketch Up i Rhino. I pewnie jak każdemu architektowi żal mu było zutylizować swoje rotringi, staedlery i koh-i-noory, więc wrzucił je do jakiejś kanciapy w swoim apartamencie. Może właśnie ta kanciapa to ów tajemniczy „playroom”, do którego Grey zaprasza bohaterkę z Castoramy? Pora pofantazjować, jak można by użyć zalegającego tam sprzętu:

  1. Krępowanie papierową taśmą. Taką, jaką przykleja się kalki na desce kreślarskiej.
  2. Biczowanie krzywikiem. Giętkim, oczywiście.
  3. Spanking ekierką albo skalówką.
  4. Pisanie po ciele rapidografem. Najlepiej z końcówką o grubości 0,13mm.
  5. Kłucie cyrklem. Albo kroczkiem. Żeby bolało podwójnie mocno.

Życzę wyjątkowo romantycznych walentynek;)

[fot. Monika Arczyńska]

Reklamy

2 thoughts on “50 twarzy arch. Greya

  1. archifunblog pisze:

    Silikon i gładź. Uuuuuaaaa… #dreszcz 😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: