Chłopaki, na rowery!

teczowo rowerowo

Tego się po Tel Awiwie nie spodziewałam: jego „urowerowienia”! Widać, że to stosunkowo nowe zjawisko, ale jeśli trend się utrzyma, za jakiś czas będzie tam drugi Amsterdam. Oczywiście przesadzam, ale miasto ma idealne ukształtowanie, wielkość i układ, aby rowery skutecznie wypierały tam samochody. Porównywałam ostatnio Tel Awiw do Nowego Jorku: skala rozległego śródmieścia idealnie nadaje się do spacerowania i chociaż Izraelczycy, podobnie jak Amerykanie, są uzależnieni od samochodów, w tych dwóch miastach wygodniej można przemieszczać się pieszo, rowerem lub transportem publicznym. Muszę jednak przyznać, że po tel Awiwie chodzi się wolniej niż po Manhattanie – siatka urbanistyczna jest bardzo gęsta, więc co chwilę trafia się na przejście przez ulicę i światła. Co prawda podobnie jak w Nowym Jorku nikt nie zwraca uwagi na światła, ale dla własnego bezpieczeństwa lepiej się na chwilę zatrzymać i rozejrzeć. Kierowcy na szczęście jeżdżą dość powoli – może rozumieją, że płynność ruchu, a nie prędkość, jest najważniejsza dla sprawnego przedarcia się przez śródmieście? Zdarza im się zachowywać nieprzewidywalnie (w końcu to Bliski Wschód, więc ruch uliczny ma prawo funkcjonować nieco chaotycznie:), ale akurat w tej konkurencji bezapelacyjnymi mistrzami są rowerzyści. Bez względu na to, czy w pobliżu biegnie ścieżka rowerowa czy nie, trzeba uważać, aby nie zderzyć się z rowerzystą, który akurat ma fantazję jechać chodnikiem. Piesi reagują jednak ze spokojem – może etap uliczych pyskówek, które tak często zdarzają się w Polsce między kierowcami, rowerzystami i pieszymi, mają już za sobą.

W mieście funkcjonuje system rowerów miejskich i faktycznie wiele osób z nich korzysta. Obecnie Tel Awiw posiada również ok. 120 kilometrów ścieżek rowerowych (dla porównania: Gdańsk, o nieco większej liczbie ludności, ale również mniej więcej pięć razy większej powierzchni, ma ich ponad 500km). Rowery przydają się bardzo w soboty, ponieważ podczas szabasu nie działa komunikacja miejska.

Tel-O-Fun

W mieście widać także hulajnogi i przede wszystkim bardzo dużo rowerów z elektrycznym napędem. Ich liczba najpierw mnie zaskoczyła, bo Tel Awiw jest praktycznie tak płaski, jak holenderskie miasta. Silniki kojarzyły mi sie zawsze z  miejscami, gdzie różnice wysokości utrudniają jazdę pod górkę osobom o przeciętnej kondycji.  Rozumiem chyba jednak, skąd ten napęd – chodzi o klimat! Zimą nie ma problemu, ale latem, przy 40oC, pedałowanie musi być piekielna torturą.

Miasto wprowadza liczne ograniczenia dla parkowania. Krawężniki są malowane według specjalnego kodu, który określa, kto może parkować w danym miejscu i czy jest za to pobierana opłata). Liczbę miejsc postojowych ogranicza się w wielu strefach miasta, głównie na rzecz parkingów dla rowerów.

WP_20141230_23_00_33_Pro

W wielu miejscach można zauważyć pozytywne efekty polityki redukowania liczby pasów ruchu. Na obszarach mieszkaniowych wiele ulic zmieniono w jednokierunkowe lub usunięto po jednym pasie w każdą stronę z ulic 2×2. Dzięki temu udało się zarówno ograniczyć prędkość (im węższa ulica, tym wolniej jeżdżą kierowcy) i wygospodarować miejsce na ścieżkę rowerową. Miejsca postojowe nadal istnieją w takim układzie, ale zamiast parkować bezpośrednio przy chodniku lub na chodniku (tak, znamy ten problem z Polski) auta zatrzymują się równolegle do drogi, między ścieżką rowerową a jezdnią, dodatkowo odgradzając rowerzystów od jadących samochodów. Z kolei w pasie chodnika, który wcześniej zajmowały auta, udaje się wygospodarować miejsce na stojaki rowerowe, dodatkową zieleń albo ławki.

ulica_male

Napiszę kiedyś osobny post o pierwszych oznakach gentryfikacji, ale już teraz zdradzę jedną z nich. Jeśli w zaniedbanej dzielnicy parkują takie rowery, to znaczy, że już niedługo będzie tam łatwiej kupić bezglutenowy chleb niż zwykłe bagietki:

gentryfikacja

Na rowerach przewozi się wszystko – dzieci, zakupy, karabiny maszynowe. Najpiękniejszy jest widok przystojnego surfera z deską pod pachą. I kiedy tak oglądałam się kolejny raz za pedałującymi chłopakami z surfingowym ekwipunkiem, przypomniało mi się zauważone latem w Polsce zjawisko. Jeszcze kilka lat temu wszyscy FF ( fajni faceci) jeździli wyłącznie samochodami. W tramwaju można było spotkać głównie pryszczatych nastolatków albo emerytów, a FF chowali się za przyciemnianymi szybami swoich aut. Odkąd zaczął się szał na dwa kółka, w końcu jest na kim zawiesić oko na ulicy.  Chłopaki, na rowery!

surf

[fot. Monika Arczyńska]

Reklamy

One thought on “Chłopaki, na rowery!

  1. Super! Uwielbiam takiej miejsca, szkoda że w Polsce nie przesiądziemy się na rowery. o ile by się lepiej żyło.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: