Like it’s 1999*

IMG_0585

Przed wyjazdem do Izraela poprosiłam o kilka rad kolegę z biura, który regularnie kursuje na naszą palestyńską budowę. Zasugerował parę miejsc, które koniecznie powinnam odwiedzić, a o Tel Awiwie powiedział: „Spotkasz tam samych najpiękniejszych ludzi, najszczęśliwsze psy i najlepsze jedzenie, jakie możesz sobie wyobrazić. A poza tym przygotuj się na intensywne życie nocne, bo oni nawet w zwykłe dni imprezują like it’s 1999*”. Jakoś mi to zapachniało Nowym Jorkiem i słusznie. Oba miasta mają ze sobą wiele wspólnego pomimo różnic w klimacie (punkt dla Tel Awiwu), położeniu (kolejny punkt – plaża!) czy zabudowie (o telawiwskim modernizmie za chwilę). W sumie modernistyczne śródmieście tuż przy plaży ma też… Gdynia, ale Gdynia z reguły jest jednak strasznie senna, a Tel Awiw i Nowy Jork mają pewną wspólną cechę: nigdy nie śpią!

IMG_0630

Szczęśliwe, rozpieszczone psy. Najczęściej rasowe, zadbane, w kubraczkach i z psimi uśmiechami na pyskach. Dla równowagi wszędzie można trafić na bezpańskie koty.

IMG_0576

Trochę nowoczesności, trochę swojskości, a za plecami palmy i plaża – dla każdego coś miłego.

Z pięknymi ludźmi kolega miał rację i gdyby nie to, że nie bardzo gustuję w południowym typie urody, zamiast na architekturę patrzyłabym pewnie na zupełnie inne obiekty na ulicach. Ta piękność była mocno uzależniona od używanego przez owe obiekty języka. Na ulicach wcale nie dominuje hebrajski i równie często słychać rosyjski, francuski czy angielski – ten ostatni z mocnym amerykańskim akcentem. Kolejne fale imigrantów przywoziły języki, zwyczaje i… wygląd, więc Izraelczycy pochodzący z krajów dawnego Związku Radzieckiego wyglądają wschodnioeuropejsko, z Francji są najlepiej ubrani, a ci z Ameryki Północnej wyróżniają się wzrostem i mają najbardziej idealne uzębienie. Zapowiedzi kolegi zgadzały się również w kwestii jakości jedzenia. Punktów gastronomicznych jest tak dużo, że po prostu muszą być dobre – gdyby którykolwiek z nich serwował kiepskie jedzenie, natychmiast przegrałby z konkurencją. Króluje shoarma, sałatki i hummus, ale jako szybkie danie „do ręki” popularne są również między innymi… podroby. Na przykład pita z hummusem i smażonymi sercami kurczaka – brzmi może okropnie, ale smakuje doskonale.

WP_20141231_16_59_33_Pro

Wspomnienie targów wywołuje u mnie natychmiastowy ślinotok. Idę zaraz hummus robić:)

Pita pitą, serca sercami, ale to w końcu blog o architekturze i miastach, a nie o urodzie mieszkańców i lokalnym fast foodzie. Architektoniczne hasło numer jeden w Tel Awiwie to zdecydowanie MODERNIZM. I to jaki! Jeździ człowiek po jakichś Dessauach, Weissenhofach i Dammerstockach, żeby zobaczyć trochę zachowanego Bauhausu, a nagle okazuje się, że to zaledwie jakieś drobiazgi porozrzucane po Europie. Na dodatek każdy się nad nimi pochyla, roztkliwia i zachwyca, że takie doskonałe i w takich świetnie zachowanych zespołach. A guzik! Żeby zobaczyć taki Bauhaus, że oczy wychodzą z orbit, trzeba pojechać do Tel Awiwu. I nawet szukać tego Bauhausu nie trzeba, bo pokrywa ogromną część śródmieścia. „Białe miasto”, które znajduje się na liście światowego dziedzictwa UNESCO, to kilka tysięcy (!) zachowanych modernistycznych budynków, głównie z lat 30. i 40., na planie Patricka Geddesa z 1925 roku. Każdy miłośnik modernizmu jest tam skazany na wielokrotny orgazm estetyczny – architektoniczny raj musi właśnie tak wyglądać. A najlepsze, że to wcale nie są żadne kiepskie, powtarzalne projekty, ale wysmakowane realizacje, autorstwa między innymi żydowskich architektów z Bauhausu, którzy ewakuowali się z hitlerowskich Niemiec. To głównie dwu- lub trzykondygnacyjne budynki mieszkalne, z mniejszymi niż znamy z niemieckiego modernizmu oknami (upał!), ale też większymi balkonami, które zapewniały dodatkowo zacienienie. Wyglądają jak stojące obok siebie modele – ćwiczenie na temat „5000 operacji, jakim może zostać poddana kostka”. Stoją blisko siebie, bo niedobór słońca nie stanowi w Izraelu problemu i nie ma już między nimi miejsca na drzewa czy ogródki, za to wiele z nich jest obrośniętych pnączami. Jest śródziemnomorsko, elegancko i nowocześnie, chociaż zabudowa pamięta przedwojenne czasy.

WP_20141231_16_33_21_Pro

WP_20141231_16_02_35_Pro

IMG_0549

Nowe, stawione między modernistyczne budynki realizacje deweloperskie „wyciskają” maksymalnie metry kwadratowe z niewielkich działek i mają zdecydowanie bardziej luksusowy character od swoich sąsiadów z międzywojnia.

WP_20141231_15_48_07_Pro

Takie pamiątki można kupić w Centrum Bauhausu. Przypominają mi bardzo porcelanowe modele warszawskich budynków z okresu PRL.

IMG_0780

A jeśli już o modelach mowa, trafiłam również  na takie, zaprojektowane przez lokalnych artystów, suweniry do składania. Pamiątki z Izraela: biblijna przypowieść, merkava i F-16…

W Tel Awiwie można również trafić na sporo powojennego modernizmu wysokiej klasy. W tym stylu została zrealizowana między innymi infrastruktura rekreacyjno-hotelowa wzdłuż plaży. Wiele z obiektów lata swojej świetności ma już za sobą i zmaga się z tym samym problemem, co budynki z tego samego okresu w Polsce – ich stan jest opłakany, chociaż to wilgotne, słone, morskie powietrze, a nie srogie zimy są przyczyną tego rozkłady. Żelbet się sypie, zbrojenia rdzewieją. Nie wiem, czy lokalni deweloperzy też mają na sumieniu izraelskie odpowiedniki Supersamu czy katowickiego dworca, ale najbardziej zaniedbane budynki wyglądają, jakby ktoś bardzo się starał, aby rozsypały się same i udostępniły swoje działki z widokiem na morze.

IMG_0557

Przykład sypiącego się powojennego modernizmu. Z żelbetowych grzybków wystają przerdzewiałe pręty zbrojeniowe…

IMG_0559

… a w takim stanie jest sąsiedni budynek.

IMG_0569

Dla odmiany współczesna architektura w nadmorskim pasie potrafi być okrutna dla oczu.

Mój powojenny modernistyczny faworyt, oprócz muzeum sztuki, które pewnie doczeka się własnego wpisu, to imponujące Audytorium Manna (Dov Karmi, Zeev i Yaakov Rechter, 1957). Stoi na zakończeniu ogromnego placu Habima z budynkami użyteczności publicznej z lat 40. i 50., na skrzyżowaniu głównych bulwarów miasta. Kilka lat temu plac został na nowo zagospodarowany według projektu izraelskiej gwiazdy, Daniego Karavana. Dodano parking podziemny pod płytą, zieleń, kilka scen dla występów oraz zagłębiony ogród, w którym szaleją dzieciaki. To jedyna intensywnie użytkowana część projektu – plac sprawia wrażenie opustoszałego, a Karavan do tej pory jest krytykowany za niewłaściwe odniesienie się do skali tego miejsca. Zdecydowanie sympatyczniejsze wrażenie sprawia dwupoziomowy park obok Audytorium, kilka lat temu odrestaurowany i zapewniający fantastyczne, ciche i zacienione miejsce do odpoczynku w samym centrum miasta. Modernizm potrafi mieć jednak ludzkie oblicze:)

IMG_0629

Na wprost – Audytorium Manna. W drewnianych stopniach zagłębionego ogrodu są zamontowane głośniki i przez cały dzień można tam posłuchać muzyki (w pierwszej chwili pomyślałam, że to transmisja z koncertów w Audytorium)

IMG_0646

Ludzka twarz modernistycznej architektury:)

IMG_0632

 Białe stalowe ramy równiez były bardzo krytykowane i muszę przyznać, że ja też nie umiem znaleźć dla nich uzasadnienia. Gdyby chociaż zacieniały przejście?

Sporo zaniedbanych budynków widać również w drogich dzielnicah i nawet w przypadku obiektów, którym przydałby się tylko lekki lifting. Zaskakuje za to kontrast między stanem wnętrza a zewnętrza. W środku widać błysk i designerskie meble, a na zewnątrz odrapany tynk. Rzuca się to mocno w oczy zwłaszcza wieczorami, kiedy zapalają się te wszystkie lampy z Vitry, ale jest na tyle jasno, że widać jeszcze elewacje budynku. Przypuszczam, że wynika to z braku dbałości o „opakowanie” mieszkania (to w sumie bardzo polska cecha), ale moja przyjaciółka-Izraelka twierdzi, że pozostawienie fasad w kiepskim stanie to celowe działanie, które ma dodać budynkowi charakteru. Wierzyć jej?

WP_20141231_16_45_46_Pro

Mieszkania w tych budynkach przypuszczalnie można by zaprezentować we wnętrzarskich magazynach, ale odpadający tynk nie przeszkadza mieszkańcom.

Wierzę jednak, że to celowy zabieg w najbardziej hipsterskich dzielnicach miasta. Mekka „drwaloseksualnych” to Florentin o największej na świecie liczbie bród i kraciastych koszul na metr kwadratowy, co w połączeniu ze wspomnianą wcześniej urodą mieszkańców daje nawet przyjemne widoki. To taki Williamsburg, z knajpami, galeriami, bezglutenowym żarciem, szkołami jogi oraz kosmicznymi cenami nieruchomości. I nawet karabinów maszynowych tam jakoś mniej. Florentin znajduje się w każdym możliwym światowym rankingu najbardziej ‚hip’ rejonów. Dogania go Newe Cedek, jedna z nastarszych dzielnic, z drobną zabudową, która w latach 60. miała być zastąpiona wieżowcami. Przetrwała, jest obecnie świetnym adresem, więc wieżowce i tak wciskają się w każdy możliwy skrawek ziemi dookoła. Wcale się nie dziwię – nie dość, że to kapitalna i modna dzielnica, to jeszcze wszystkie wysokie budynki mają stamtąd widok na morze.

WP_20141231_15_06_03_Pro

IMG_0601

To nie jest jedyny post o Tel Awiwie, wkrótce kolejny – o rowerach. Tyle na dziś.

Idę robić hummus.

 

PS Popularne powiedzenie, pochodzące z piosenki Prince’a: ‚Cause they say two thousand zero zero, party over, oops out of time, so tonight I’m gonna party like it’s 1999′.

[Fot. Monika Arczyńska]

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: