Sezamie, otwórz się!

P1010101

Panie Holl, z okazji urodzin życzę Panu tyle lat w dobrym zdrowiu, ile jest okienek w Simmons Hall!

Przyznam się przy okazji, chociaż wstyd mi strasznie z tego powodu, że przez kilka miesięcy mieszkałam obok tego budynku i mijałam go przynajmniej dwa razy dziennie, ale nigdy nie udało mi się wejść do środka. A przecież wszystko, co najciekawsze oprócz tych podziurawionych kwadratami elewacji to właśnie środek z dziwnymi „płucami” czy raczej „przetchlinkami” wcinającymi się nieregularnie do wnętrza. Pomimo sporych przeszkleń na parterze nie można ich jednak zobaczyć z ulicy, a wejścia strzegły czytniki kart, kamery i alarmy. Planowałam, że kiedyś pogadam z którymś z wchodzących tam studentów, powiem, że jestem architektem i bardzo chciałabym wejść do budynku, żeby sobie popatrzeć, ale mijał tydzień za tygodniem i nigdy tego nie zrobiłam. Chyba bałam się, że zostanę potraktowana jak potencjalna terrorystka.

Przy okazji tej historii przypomniała mi się zaskakująca skuteczność w dostawaniu się w różne niedostępne miejsca na hasło „Jestem studentką architektury i bardzo chciałabym wejść do tego budynku”. To prawie jak „Sezamie, otwórz się!” – ten tekst otwierał drzwi zarówno do zamkniętych na cztery spusty kościółków na odludziu, niedostępnych dla zwiedzających instytucji czy działających fabryk. Gdybym posiadała atrybuty zmiękczające serca dozorców, na przykład długie blond włosy, wiedziałabym, skąd ta skuteczność (inne atrybuty trochę strach eksponować, jeśli zaraz ma się wejść do niedostępnego budynku z jakimś obcym cieciem). Dziś  wszędzie spacerują ochroniarze, a żeby wejść do jakiejkolwiek fabryki, trzeba by się pewnie zaanonsować z dużym wyprzedzeniem, załatwić stos pozwoleń, przejść szkolenie bhp i założyć strój ochronny. A przecież nie zapomnę spontanicznej wizyty w łódzkiej przędzalni, tej z „Ziemi obiecanej”, w której teraz znajdują się lofty „U Scheiblera”. Podczas warsztatów OSSA, tak odległych czasowo, że wstydzę się podać rok, wybraliśmy się tam ze znajomymi i chyba tak zaskoczyliśmy dozorcę swoją prośbą, że wpuścił nas do środka. A tam inny świat: stukot wielkich maszyn, kilometry przędzy i unoszące się wszędzie puchate obłoki pochodzących z niej włókien. Cieszę się, że mogłam zobaczyć tę przemysłową Łódź, bo lofty wydają się w porównaniu z nią zupełnie martwe. Cieszę się też z wielu innych miejsc, które udało mi się w ten sposób zwiedzić, bo był to jeden z ważniejszych elementów mojej architektonicznej edukacji. Taki Neufert na żywo – przegląd budynków o różnych funkcjach i formach, a także zajrzenie do ich bebechów. O najdziwniejszej wizycie napiszę kiedyś osobny post, bo zarówno budynek, jak i cała historia o tym, w jaki sposób udało mi się do niego wejść, są niesamowite. Do teraz chętnie wybieram się na różne nietypowe „drzwi otwarte” bez względu na to, czy są to drzwi na zaplecze teatru, elektrociepłownia czy zamknięta na co dzień loża masońska. Pewnie nie będę nigdy projektować loży ani elektrociepłowni, ale odwiedzanie takich miejsc pozwala później w niestandardowy sposób spojrzeć na rozwiązywane problemy projektowe. Obrazy, dźwięki i sposób organizacji przestrzeni zostają gdzieś w głowie i wracają, często nieświadomie, jako inspiracja. Polecam!

A na następnych zajęciach zapytam studentów czy hasło otwierające wszystkie drzwi nadal działa.

[fot. Monika Arczyńska]

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: