Musi być świeczka?

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wypadałoby coś zdmuchnąć, bo SIX LETTER CITY obchodzi dziś pierwsze urodziny. Miał być tort, ale zabrakło czasu na takie luksusy. Urodziny spędzę więc tradycyjnie, jak to architekt, robiąc nadgodziny. Świętowanie przekładam na piątek, bo nadarza się ku temu idealna okazja: będę prezentować blog podczas Pecha Kucha Gdańsk. Zapraszam serdecznie! Jak sama nazwa wskazuje, impreza odbędzie się w Gdyni (na szczęście też na sześć liter), podczas pierwszych urodzin tuBazy. No proszę, jaki urodzinowy zbieg okoliczności. Może tam będzie tort?

Opowiem o tym, jak to się w ogóle stało, że zaczęłam prowadzić blog i po raz pierwszy publicznie – nie słowem pisanym, jak dotychczas, lecz „głosem paszczą” i to jeszcze przed ludźmi – przyznam się do mojej architektonicznej dewiacji: „Mam na imię Monika i jestem uzależniona od architektury”.

Prezentacje na Pecha Kucha trwają zaledwie 6 minut 40 sekund (po 20 sekund na każdy z 20 slajdów). Nie będę miała więc czasu na przekazanie żadnych większych podsumowań, a przecież urodziny do nich skłaniają. Blog, oprócz pozytywnego odzewu czytelników i samej przyjemności pisania, dał mi znacznie więcej. Przede wszystkim stał się czymś w rodzaju marki czy instytucjonalnej afiliacji, która pozwala na umiejscowienie w określonej – a właściwie określanej przeze mnie – szufladce. Mieszkam w Polsce dopiero od dwóch lat po dłuższej przerwie i bardzo brakowało mi lokalnego zaczepienia, tym bardziej, że w Polsce szufladkowanie wydaje mi się wyjątkowo powszechne i… bezmyślne. Nieważne, co robisz, ważne, kim są twoi rodzice, twój promotor, twój pracodawca, twoi sąsiedzi, czym jeździsz i czy twój pies jest rasowy. Wyjechałam niedługo po dyplomie, więc w branży mogli mnie pamiętać wyłącznie dawni wykładowcy i rówieśnicy – koledzy po fachu. A reszta tzw. „środowiska”? Reszta nie wiedziała, jak mnie zaklasyfikować. Najbardziej absurdalne sytuacje zdarzały się podczas niektórych spotkań z architektami, o których realizacjach pisałam dla „Architektury-Murator”. Panowie, bo to praktycznie zawsze panowie, urządzali sobie na początku małe interview, żeby mniej więcej zorientować się, jak się do mnie zwracać i jak ująć niektóre tematy. Pytali kim jestem, w którym mieście mieszkam („Pani z Warszawy?”), czy jestem praktykującym architektem. Z reguły odpowiadałam mało precyzyjnie, że owszem, jestem architektem, ale nie pracuję w Polsce. Interpretowali moje odpowiedzi po swojemu, na podstawie stereotypów, np. uznawali, że praca za granicą to wyłącznie „architektoniczny zmywak” i nie interesowało ich ani czym dokładniej się zajmuję, ani w jakim biurze.

Nie lubię zresztą używać biurowej afiliacji. Pracownie firmują swoimi nazwiskami ich właściciele, a poza tym architektura jest zawsze pracą zespołową. Trudno budować na tej podstawie swoją zawodową tożsamość w dłuższej czasowej prespektywie. To możliwe chyba tylko wówczas, gdy prowadzi się niewielkie biuro i samodzielnie podejmuje praktycznie wszystkie decyzje projektowe. Pracuję też na uczelniach, ale to tylko kilka godzin dydaktycznych, głównie dla przyjemności, więc również nie identyfikuję się w pełni z rolą wykładowcy. Blog to pierwsza inicjatywa, która jest stuprocentowo moja i za którą biorę pełną odpowiedzialność. Zauważyłam, że coraz częściej przedstawiam się jako autorka SIX LETTER CITY i tożsamość architektonicznej blogerki bardzo mi odpowiada.

Drogi blogu – dziękuję!

[fot. Łukasz Pancewicz]

Reklamy

2 thoughts on “Musi być świeczka?

  1. Wszystkiego najlepszego 🙂 Czytam Cię zawsze z ogromną przyjemnością!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: