Nagród architektonicznych nigdy za wiele

IMG_2852_male

Nagród architektonicznych nigdy za wiele. Zwłaszcza nagród, którymi można wyróżnić kilkuletnie, lekko już zapomniane obiekty. A już przede wszystkim nagród, które zaproszeni do jury starchitekci wręczają innym starchitektom. Brzmi absurdalnie, ale z drugiej strony przynajmniej jest jakiś powód, aby przyjrzeć się realizacjom sprzed lat i sprawdzić, czy nadal wydają się świeże. To trochę jak wyciągnięcie z szafy kiecki, która kilka sezonów wcześniej wydawała się awangardowa. Jeśli nadal nadaje się do noszenia, nadal jest odważna i nie zjadły jej mole, to znaczy, że ząb czasu jej nie nadgryzł i będzie ją można jeszcze kiedyś założyć. Z budynkami jest podobnie – jeśli zostały uznane za przełomowe i ta przełomowość nie znika po kilku sezonach, to znaczy, że udało się stworzyć coś naprawdę ponadczasowego. Nie należy jednak mylić tego pojęcia ze „szlachetnością” czy „klasyką” – to kompletnie inne kategorie. Produkcja architektoniczna, którą Gehry zaliczyłby do 2%, nie jest jednak aż tak powszechna, aby przy ustalaniu nowej prestiżowej nagrody można było ciasno ustalać widełki kwalifikacji. Mogłoby się okazać, że w kategoriach „adaptacja budynków poprzemysłowych na cele edukacyjne” albo „betonowe budynki Australii ostatniej dekady XX wieku” mieści się zaledwie kilka obiektów i to nie tych gwiazd, co trzeba. W przypadku zainaugurowanej kilka dni temu MCHAP (Mies Crown Hall Americas Prize) kryteria rozciągnięto szeroko i czasowo (2000-2013), i geograficznie (obejmują obie Ameryki). Była impreza, szampan, znane twarze, nagroda pieniężna i oczywiście artykuły w branżowych mediach na całym świecie. Szef jury, Kenneth Frampton, zwrócił uwagę, że północno-południowe spojrzenie na obie Ameryki było dość wyjątkowe, bo najczęściej w kategoriach architektonicznych traktuje się wspólnie Amerykę Północną i Europę, ale… no właśnie, Europa zwyciężyła. W obu kategoriach, bo żeby wyróżnić więcej niż jeden obiekt (jak w tytule: nagród architektonicznych nigdy za wiele), podzielono rozpatrywany okres na dwa krótsze. W przedziale 2000-2008 wygrał Portugalczyk Álvaro Siza (za Iberê Camargo Foundation w Porto Alegre), a w 2009-2013 Szwajcarzy Herzog & de Meuron za wielopoziomowy parking przy 1111 Lincoln Road w Miami Beach. O tym drugim będzie dziś mowa.

O mojej niechęci do samochodów nie będę już wspominać, bo to się powoli staje nudne, ale parkingi – jestem na tak! Mają tak bogatą historię i tyle różnych typologii, że można by napisać o nich niejeden doktorat: parkingi na wodzie, parkingi pod ziemią, parkingi z automatycznym systemem wstawiania samochodów w przegródki. Poza tym parking – podziemny lub wielopoziomowy – to pozornie bardziej element infrastruktury niż architektury. A infrastruktura jaka jest, każdy widzi (jak z tym koniem w pierwszej polskiej encyklopedii). Raczej brudnawa, raczej szorstka, a jeśli już nieco wyrafinowana, to z reguły dlatego, że użyto w niekonwencjonalny sposób typowych dla niej materiałów (betonu, asfaltu, stali). Tyle, że chęć osiągnięcia bardziej wyjątkowego efektu traktowana jest najczęściej jako widzimisię architektów, bo po co wydawać dodatkowe pieniądze na coś, gdzie się tylko wjeżdża, zostawia samochód i wyjeżdża? Ma być tanio, efektywnie, trwale i łatwo do czyszczenia. Co można zrobić, żeby nie było przaśnie?

Podstawowe rozwiązania są dwa. Pierwsze to atrakcyjne opakowanie standardowej zawartości: żelbetowej lub stalowej konstrukcji projektowanej z założeniem możliwie najciaśniejszego upakowania aut. Pół biedy, jeśli opakowanie jest w stanie się wybronić. Tu panuje pełna dowolność, byle było ażurowo. Na jednym z ekologicznych osiedli we Freiburgu widziałam drewno – całość przypominała calkiem przyjemną szopę na auta. Mam też swój ulubiony parking w samym centrum Dublina, gdzie jako okładziny użyto metalowych korytek kablowych. Jest jeszcze inny, najpotworniejszy rodzaj elewacji parkingów, a mianowicie wersja historyzująca, strasząca dziurami bez okien (trzeba przecież wentylować tę przestrzeń). Najciekawsze wydają mi się jednak przykłady brytyjskiego brutalizmu, m.in. Trinity Square z lat 60., który stał w Gateshead (to ten parking, na którym Michael Caine dokonuje zabójstwa w „Dorwać Cartera”). Niestety, budynek został kilka lat temu zdemontowany, a na jego miejscu powstało TESCO. Na szczęście parking i dworzec autobusowy w Preston, z żelbetowymi prefabrykatami na elewacjach, udało się uratować.

Drugie rozwiązanie to zabawa kostrukcją i rozwiązaniem komunikacji. A bawić się jest czym, bo parking to nie tylko poziomy do parkowania, ale i rampy – proste, zakręcone, mniej lub bardziej strome. Parkować można również na pochylniach o niskim spadku i wtedy dopiero zaczyna robić się ciekawie, bo wielopoziomowy parking to jedyny obiekt architektoniczny, który może nie mieć żadnej horyzontalnej kondygnacji, a nadal pozostaje funkcjonalny. Aby bardziej wyeksponować konstrukcję, zamiast elewacji można zastosować same balustrady, tak jak m.in. w słynnych chicagowskich „kukurydzach”. Wówczas fasad nie ma, pozostają same stropy:

IMG_0269

Taką decyzję podjęli również Herzog & de Meuron w przypadku 1111 Lincoln Drive. Dzięki temu na parkingu jest również bezpiecznie – ani przez chwilę nie ma się wrażenia, że to zamknięta przestrzeń z czyhającymi złoczyńcami (wszyscy kojarzą charakterystyczny stuk szpilek przestraszonych bohaterek amerykańskich thrillerów, prawda?). Trochę to w sumie zaskakujące, że mistrzowie perforowanych fasad zdecydowali się na tak kategoryczne odejście od tego, co stanowi ich znak firmowy. Spektakularny efekt osiągnięto tu przede wszystkim dzięki zastosowaniu konstrukcyjnych elementów w formie prostych płyt – stropy nie mają żadnych belek na krawędziach, zamiast standardowych słupów stoją zgeometryzowane wycinki ścian, nie ma podciągów, a całość przypomina domek złożony z kart. Z betonowych kart. Absurdalnie cienkie brzegi stropów wydają się aż ostre. To w końcu parking – nie potrzeba kilometrów instalacji i wentylacji, które sprawiają, że sufity budynków, na co zresztą zwrócił uwagę Koolhaas na ostatnim Biennale, nabierają współcześnie niepokojąco dużej objętości. Wszystkie zastosowane w 1111 Lincoln Drive materiały są typowo „infrastrukturalne” – beton (i to żaden architektoniczny, a la Tadao Ando), tanie oświetlenie, stalowe linki oraz siatki. Wiadomo jednak, jak to jest z pozornie mało skomplikowanymi rozwiązaniami – ich prostota wymaga ogromnie złożonej koordynacji. W tym wszystkim można znaleźć jeszcze jeden prawdziwy luksus: podwyższone kondygnacje, o różnych gabarytach, zupełnie różne od typowych dla parkingów klaustrofobicznych pięter. Pewnie gdyby nie specjalne dla tej działki wymogi planistyczne, nie udałoby się przekonać inwestora to tak rozrzutnej decyzji projektowej – dałoby się wcisnąć kilka dodatkowych kondygnacji. Chociaż władze Miami zgodziły się na podniesienie wysokości budynku ponad poziom dachu okolicznych obiektów, narzuciły jednocześnie ograniczenia wobec dopuszczalnej powierzchni użytkowej. Dzięki podwyższeniu poszczególnych poziomów obiekt nie tylko wygląda intrygująco z zewnątrz, ale – to już całkiem nietypowe dla parkingów – rozciągają się z niego widoki na miasto i ocean. W obiekcie znajdują się również punkty usługowe na parterze, meble miejskie, penthouse, restauracja, taras na dachu i nawet sztuka – rzeźba Moniki Sosnowskiej z prętów zbrojeniowych. Ciekawe czy wszyscy zorientowali się, że to rzeźba, a nie pozostałości po budowie.

„Parking z widokiem na ocean” – czy to nie brzmi absurdalnie?

IMG_2831

[Jak na tarasie widokowym]

IMG_2836

[Widok na boskie art deco nad samym oceanem]

 

IMG_2834

[Balustrady są wykonane ze stalowych linek i praktycznie znikają, dzięki czemu na pierwszy plan wybija się konstrukcja obiektu]

IMG_2850_male

[Widok od strony ulicy – stropy wydają się cienkie jak żyletki]

IMG_2805

[zwykłe świetlówki + zwykły beton + zwykłe balustrady + zwykła siatka = niezwykły obiekt]

[Fot. Monika Arczyńska]

Reklamy

2 thoughts on “Nagród architektonicznych nigdy za wiele

  1. Ciężko zrobić taki parking, na który aż chce się wjeżdżać – udało się, ale jednak głównie za sprawą widoku 😉 Świetne są za to te ultracienkie stropy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: