Design nie zbawi świata (ale do Łodzi i tak warto pojechać)

design_male

To był jeden z najintensywniejszych weekendów ostatnich tygodni. Co prawda miałam być w Zurychu na babskim zlocie, ale ta podróż wymagałaby chociażby odrobiny urlopu, którego nie będę mieć do końca roku. Zurych więc odpadł, chociaż kiedy zorientowałam się, że akurat w TEN weekend w niedalekim Weil am Rhein odbywa się coroczna wyprzedaż w Vitrze, zrobiło mi się trochę smutno. Pomyślałam jednak po chwili, że z uwagi na koczujące od świtu tłumy musi tam być jak na otwarciu nowego Lidla. Poza tym nie dałabym rady zapakować do bagażu podręcznego nic większego niż Hang-It-All, a przecież marzą mi się krzesła do pracowni. Padło więc na Łódź, bo tam to się dopiero dużo działo! Ktoś, kto przyjechał tylko na ten jeden weekend, musiał się w Łodzi zakochać. Miasto pokazało wszystko to, co ma najlepszego – design i śródmieście – i to wszystko w piękną październikową pogodę. Festiwal gonił festiwal, a na Piotrkowskiej przewijały się takie tłumy, jakich jeszcze nie widziałam. W ramach „Festiwalu Kinetycznej Sztuki Światła” wieczorem na budynkach były wyświetlane animacje, do których akompaniament w sobotę stanowiły radosne krzyki fanów futbolu (2:0 dla Polski!).

Ale po kolei: zaczęło się od „W poszukiwaniu straconego kwartału”, kolejnego ze spotkań w ramach organizowanego przez Muzeum Miasta Łodzi cyklu , tym razem o kooperatywach mieszkaniowych („Jak budować współczesne kamienice?”). Z Wrocławia przyjechał Zbigniew Maćków, z którego inicjatywy ten sposób inwestowania testowany jest na Nowych Żernikach, a z Warszawy zajmujący się podobną problematyką Maciej Czeredys. To była moja pierwsza styczność z Maćkowem, którego projekty uważam za absolutną polską czołówkę. Jak już kiedyś pisałam, żartowaliśmy ze znajomymi architektami, że to chyba jedyny polski projektant z dużym dorobkiem, któremu nie trafiła się ani jedna kiepska realizacja. Jestem pod ogromnym wrażeniem – Zbigniew Maćków nie tylko kapitalnie projektuje, ale również wykłada i angażuje się w społeczne przedsięwzięcia. Nie mam pojęcia jak udaje mu się to wszystko pogodzić czasowo – musi mieć również talent do tworzenia odpowiedzialnego zespołu, który zasuwa ostro nie tylko pod czujnym okiem szefa. I jeszcze do tego wszystkiego jest wysoki. Już chyba wiem, do kogo w przyszłym roku wyślę walentynkę.

mikro_male

[Maćkowo czyli Zbigniew Maćków i Maciek Czeredys]

Przyznam, że do niedawna patrzyłam z dużym dystansem na działania miasta w kierunku promocji przemysłu kreatywnego (SIX LETTER CITY pozdrawia twórcę hasła „Łódź kreuje”). Odkąd mam jednak okazję bywać tam częściej i poobserwować z bliska, jak te strategie sprawdzają się w praktyce, doceniam coraz bardziej ich skuteczność. Łódź ma wszystko, czego potrzeba dla rozwoju tego sektora: bazę akademicką (ASP i Filmówka), znane cykliczne imprezy związane z modą i designem (Fashion Week!), setki knajp, w której może spotykać się bohema, ale przede wszystkim tanie mieszkania i… alkohol. Artyści i projektanci poszukują niedrogich, ale malowniczych dzielnic, przy czym niskie ceny są i tak ważniejsze od malowniczości. W Łodzi mogą wybrać dowolne miejsce w śródmieściu – ceny nieruchomości są znacznie niższe niż w pozostałych dużych polskich miastach. Z kolei niedrogi alkohol pozwala na prowadzenie niezbędnego dla kreatywnych wolnych strzelców knajpianego trybu życia, bo na drinki, które są parę razy tańsze niż w Warszawie, zawsze wygrzebie się jakieś zaskórniaki. To oddolna strona tego procesu, ale w Łodzi samorząd działa bez większych gaf w tej sferze. Wspiera wynajem lokali komunalnych na działalność artystyczną (akcja „Lokale dla kreatywnych”), a  niedawno został otwarty Art_Inkubator w dawnej fabryce Scheiblera i Grohmana. To właśnie tam odbywała się główna wystawa Łódź Design Festivalu (ŁDF). Sama bym chciała pracować w takim miejscu!

Kto przyjechał na ŁDF już w piątek, załapał się na urodzinową imprezę Studia Rygalik, a kto wpadł dopiero następnego dnia, mógł za to pozwiedzać biura (również architektoniczne) podczas  Nocy Otwartych Pracowni. Oprócz tego odbywały się konkursy, warsztaty, wykłady, seminaria,  aż by się chciało zostać na cały tydzień! To był mój drugi raz na ŁDF i juz wiem, że na pewno będę przyjeżdżać na każdą kolejną edycję. W tym roku festiwal obejmuje dwa weekendy, więc kto jeszcze nie był, niech zastanowi się nad następnym – do Łodzi łatwo dojechać z każdego punktu Polski. Hm, czy mi się wydaje, czy wymieniam kolejne pozytywne cechy tego miasta? Ale przecież nie mogę się tam przeprowadzić, nazwa „Łódź” ma tylko cztery litery.

Calatrava_male

[Przesadziłam trochę – nie obyło się bez wtop. ŁDF odbywa się w kilku miejscach jednocześnie i przemieszczający się pomiędzy nimi tłum zwiedzających jest zmuszony oglądać antyperłę designu – konstrukcję nowych przystanków na przebudowywanej ul. Piłsudskiego. Każdy ma takiego Calatravę, na jakiego zasłużył]

Oczywiście takie imprezy nie mogą obyć się bez gwiazd. Z wystawą zdjęć przyjechała Charlie Koolhaas, córka Rema. Zaintrygowała mnie opowieść znajomych o towarzyszącej jej pani, która wiekomo mogłaby być jej matką, a na dodatek przez cały czas opiekowała się dzieckiem fotografki. Szybkie przejrzenie zdjęć potwierdziło, kto to taki: Madelon Vriesendorp, o której niedawno pisałam niedawno – jedna z założycielek OMA i autorka słynnych ilustracji do „Delirious New York”. Przez cały czas próbowałam ją gdzieś wypatrzyć, ale niestety, nie udało się. Szkoda, podziękowałabym jej za ilustrację, której użyłam w ślubnych zaproszeniach. Chociaż może lepiej nie – jeszcze potraktowałaby to jako naruszenie praw autorskich. Z kolei największą polską gwiazdą był niewątpliwie Oskar Zięta, którego dmuchane metalowe meble przewijały się w kilku częściach wystawy, ale największym zaskoczeniem okazały się… laminowane płyty z naśladującym beton nadrukiem projektu Zięty (Piotr Kuchciński zaproponował nadruk drewnopodobny). Większość zwiedzających oglądała próbki marszcząc czoła ze zdziwienia  – to, co dotychczas było uznawane za szczyt kiczu i tandety, nagle ma zaistnieć jako firmowana znanymi nazwiskami jakość? A może chodziło o odważne pójście pod prąd? Nie rozumiem, chyba nikt nie zrozumiał, więc może bezpieczniej będzie pominąć ten temat milczeniem.

Charlie

[Charlie Koolhaas – podobna do taty?]

Zieta_male

[Oskar Zięta zapatrzony na swoje krzesło]

Najbardziej cieszę się jednak z obecności na ŁDF Menthol Architects, bo nie dość, że Lila Krzycka i Rafał Pieszko to moi serdeczni przyjaciele, to jeszcze wyjątkowo utalentowani projektanci. I to żadna deklaracja po znajomości, bo potwierdzają ten fakt liczne niezależne jury: Menthol często zdobywają nagrody w konkursach. Tym razem otrzymali dwa wyróżnienia w konkursie Make Me za Dziuplę czyli modułową budkę lęgową dla wróblowatych. Zobaczyłam prototyp i mam nadzieję, że Lila i Rafał zdecydują się na seryjną produkcję, bo to zarówno świetna środowiskowo koncepcja, jak i design. To kolejna ich praca dedykowana ptakom – są twórcami pierwszej w Polsce wieży lęgowej dla jerzyków. Gratuluję i nie mogę się doczekać, kiedy będziemy mieć okazję zrobić coś razem!

Menthol_male

[Menthol Architects z Dziuplą]

PS Zdjęcia były robione czterema różnymi aparatami i telefonami. Stała się rzecz przedziwna: tak jakby tych wszystkich wydarzeń i festiwali było mało, w sobotę wieczorem wylądowałam w Teatrze Nowym na „Akimudach”, polityczno-społecznej farsie o współczesnej Rosji. Zaczęłam robić zdjęcia scenografii – ogromnemu portretowi Putina w tle – i aparat niespodziewanie padł. Rzęzi jak zarzynane zwierzę, kiedy próbuję go uruchomić. Zablokował się akurat na Putinie – to złośliwość rzeczy martwych czy jakiś znak?

Putin_male

[Fot. Monika Arczyńska, Liliana Krzycka, Marcin Nowiński]

 

Reklamy

3 thoughts on “Design nie zbawi świata (ale do Łodzi i tak warto pojechać)

  1. Jeśli chodzi o lansowanie laminatu betono- i drewnopodobnego jako dobrego designu – to było faktycznie jakieś nieporozumienie. Odpowiedź na pytanie „dlaczego?” jest zapewne jedna – pieniądze.

  2. […] powinien jednak mieć cały czas możliwość robienia zdjęć, a aparat, który zepsuł się na Putinie, nadal nie jest naprawiony. Zresztą moje torebki są zwykle tak przeładowane, że nie ma już w […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: