Dwadzieścia lat minęło

wystawa_male

Dwadzieścia lat “Architektury-Murator”, dwadzieścia pięć lat wolnej Polski oraz dwadzieścia pięć przełomowych lub charakterystycznych dla tego okresu obiektów architektonicznych – tego jeszcze nie było! Cieszę się, że miałam okazję wpaść na urodzinowe przyjęcie, tym bardziej, że to właśnie w „Architekturze”, jeszcze na studiach, opublikowałam swój pierwszy tekst. Pamiętam, jaka byłam dumna, kiedy zobaczyłam wydrukowane własne nazwisko. Podczas czwartkowego wernisażu pewnie podobnie dumni byli autorzy wybranych do przekazanej Muzeum Sztuki Nowoczesnej kolekcji projektów. Chociaż za swoje realizacje otrzymali już wiele nagród, obecność na tej wyselekcjonowanej liście jest wyjątkowym wyróżnieniem.

Nie wszystkie wybory wydają mi się jednak trafione.  Niektóre obiekty doceniono chyba trochę na wyrost – m.in. nieskończone jeszcze Centrum Kulturalno-Kongresowe proj. Fernando Menisa w Toruniu czy świeżutką jeszcze warszawską ścieżkę rekreacyjną nad Wisłą. Architektura musi się troszkę „rozchodzić”, jak para butów, żeby można było ocenić więcej niż tylko koncepcję lub efekt tuż po otwarciu. Za dyskusyjne uważam też takie wybory jak ratusz w Białołęce. Owszem, jest symboliczny jako jeden z pierwszych budynków władzy samorządowej, jakie powstały po 1989 roku, ale architektonicznie zdecydowanie nie tak przełomowy jak bydgoski BRE Bank czy Filharmonia Szczecińska. Lista sprawia wrażenie, jakby każdy z „dużych” polskich architektów musiał zostać uhonorowany (z drugiej strony na dwadzieścia pięć prezentowanych obiektów aż siedem zostało zaprojektowanych przez zagranicznych architektów).  Wiadomo było na przykład, że na wystawie muszą pojawić się budynki Kuryłowicza czy JEMS, lecz spośród ich realizacji trudno wybrać te najbardziej przełomowe czy reprezentatywne nie tylko dla działalności samych pracowni, ale i dla ostatniego dwudziestopięciolecia. Można spierać się, czy 19. Dzielnica i Vitkac to najlepsze wybory. Obecny na wystawie Nautilius Kuryłowicza – owszem. Został oddany do użytku w roku, w którym rozpoczynałam studia i do dziś pamiętam, z jakimi wypiekami na twarzy oglądaliśmy zdjęcia w „Architekturze” – co za nowoczesność, co za detale! W porównaniu do niego Vikac wydaje się co najmniej dyskusyjny, również z uwagi na konflikt z mieszkańcami sąsiednich kamienic, którzy stracili nasłonecznienie, a zyskali widok na posępną, czarną ścianę. Vitkac stanowi ponadto symbol kolejnej eksplozji polskiego konsumpcjonizmu, tym razem w wypolerowanej i eleganckiej jak jego okładzina wersji lux. Za jak najbardziej słuszny uważam za to wybór kilku najbardziej charakterystycznych budynków z początku lat 90., przede wszystkim Jarząbkowego wrocławskiego Solpolu, na który do niedawna rzucali gromy wszyscy architekci. Obecnie nabrał patyny, opatrzył się, okazało się, że starzeje się całkiem przyzwoicie,  a na coraz bardziej realne plany jego wyburzenia dawni krytycy zaczynają reagować z dużą dozą wątpliwości. Bo wiadomo, że to nie był najszczęśliwszy okres dla architektury, ale czy to znaczy, że trzeba się na siłę pozbywać wszystkich ówczesnych realizacji? A ta jest naprawdę wyjątkowa w swojej konsekwentnej, postmodernistycznej kuriozalności i wybitnie reprezentatywna dla czasu swoich narodzin.

Tak sobie gdybam, komentuję i kręcę nosem, ale zdaję sobie oczywiście sprawę, że ta kolekcja jest subiektywnym i kompromisowym wyborem. Gdyby miało być zaprezentowanych sto obiektów, pewnie byłoby łatwiej, ale przy zaledwie dwudziestu pięciu trzeba było zdecydować się na ostre cięcia. Gdybym miała sama układać podobną listę, pokrywałaby się w dużym stopniu z tą zaproponowaną w Wyborczej przez Grzegorza Piątka. No, może bez Lichenia czy Stadionu Narodowego, za to zgadzam się, że zabrakło BUW-u, a także śląskie projekty również zostały niedostatecznie zaprezentowane, przy czym one zdecydowanie zasługują na osobną wystawę.

Omilanowska_male

[Wprowadzenie prof. Małgorzaty Omilanowskiej – w końcu minister kultury, która ma pojęcie o architekturze!]

przekazanie_male

[Redaktor naczelna, Ewa Porębska, przekazuje kolekcję szefowej MSN, Joannie Mytkowskiej]

Wszystkie zaprezentowane projekty zostały szczegółowo opisane w najnowszym numerze „Architektury”, jednak na wystawę warto wybrać się chociażby dla samych makiet. Przekrój jest ogromny – duże, małe, szczegółowe, szkicowe, z pleksi, drewna, tektury. Sprytnie (i przy okazji oszczędnościowo) zaprezentowano gdańską PGE Arenę: ponieważ stadion jest idealnie symetryczny, zbudowano tylko połowę modelu, a reszta odbija się w lustrze. Najbardziej bezwstydnie rozbuchana okazała się makieta Cosmopolitana projektu Helmuta Jahna, która musiała kosztować równowartość kilku niezłych samochodów albo jakiejś porządnej nieruchomości. Okazało się, że większość modeli sfinansowali wcale nie sponsorzy, ale  pracownie architektoniczne, których projekty zostały wybrane do kolekcji. Furorę zrobiła makieta Domu Bezpiecznego z przesuwnymi elementami, które otwierały i zamykały tę jednorodzinną twierdzę. Zawsze przerażał mnie ten projekt – ta ufortyfikowana interpretacja domu jako schronienia jest kompletnym zaprzeczeniem tego, co chciałabym rozumieć jako poczucie bezpieczeństwa we własnym domu. Ruchoma zabawka w pomniejszonej skali pozwoliła mi nieco oswoić się z tą koncepcją, podobnie jak puszczanie cienia Batmana na makiecie i kombinowanie, jakie zasadzki mogłyby czekać na przyklejone do makiety ludziki. Trudno ocenić czy miały reprezentować mieszkańców, czy potencjalnych włamywaczy. Odwrotna sytuacja wiązała się z modelem Bolko Loftu, który uwielbiam jako projekt, ale przeraziła mnie jego makieta. Ze swoimi przeskalowanymi, wydłużonymi ośmioma (!) słupami przypominała przyczajonego wśród innych modeli pająka z wyprostowanymi nogami. Dwumetrowego, czarnego pająka…

red_male

[Makieta 19. dzielnicy projektu JEMS, za makietą redakcja „Architektury”]

PL_male

[Mapa najciekawszych realizacji, a na pierwszym planie styropianowo-betonowa makieta Centrum Kulturalno-Kongresowego proj. Fernando Menisa]

BEZP_male

[Dom Bezpieczny, mniej bezpieczny, jeszcze mniej bezpieczny, średnio bezpieczny, trochę niebezpieczny, bardziej niebezpieczny, niebezpieczny!]

spider2_male

[Przyczajony, dwumetrowy, czarny pająk Bolko Loftu. Dobrze, że bez włochatych nóg, brrrr…]

O wystawie można już poczytać w każdej gazecie, ale nie o plotkach z wernisażu i bankietu, które tak przyjemnie czyta się do porannej kawy. Rozczaruję Was: nie było żadnych sensacji. Nikt się jakoś nadzwyczaj spektakularnie nie upił, nikt nie tańczył na stole, ani nie wylądował pod stołem, żaden mąż nie został nakryty z cudzą żoną ani na odwrót. Było trochę jak na weselu z mnóstwem dawno niewidzianych ciotek i wujków, dużą ilością wódki, z powtarzającymi się co chwilę „Kopę lat!”, „Co u Ciebie?” czy „Gratuluję wspaniałej realizacji!”. I jak to na weselu, z każdym trzeba było zamienić parę słów. Spotkałyśmy się między innymi po wielu latach z Marleną Happach z Odblokuj – powspominałyśmy chorwackie warsztaty, kiedy to inwentaryzowałyśmy drewniane domy, a nocami z grupą biologów i ornitologów obserwowałyśmy żaby, sowy i nietoperze. W końcu poznałam też kilka osób, z którymi dotychczas się rozmijałam. Nareszcie miałam okazję pogadać z Robertem Koniecznym, bo zawsze chciałam go podpytać o różnice we współpracy z prywatnymi i publicznymi inwestorami. Z Maćkiem Czeredysem powymienialiśmy się uwagami na temat kredytowania mikrospółdzielni. A poza tym – jak na celebryckim bankiecie. Ścianki co prawda nie było (uff…), ale czerwony dywan i suweniry od sponsorów jak najbardziej.  Różnice między branżą architektoniczną a showbiznesem są jednak dość wyraźne – nie sądzę, aby na „Pudelku” pojawiały się relacje z imprez, na których materiały od sponsorów to metrówki czy próbki aluminiowych okładzin. Mnie się za to bardzo przydadzą.

A już za tydzień kolejna wyjazdowo-imprezowa okazja – Łódź Design Festival!

Snob_02_male

[Prezenty i darmowe drinki – ach, to ciężkie życie Architecture Snobów…]

bankiet_male

[Tak się bawi Łódź i Gdańsk]

KWK_male

[Kapitalna ekipa z KWK Promes – projekty i prestiż pracowni to odrębna kwestia, ale dla tych ludzi warto tam aplikować!]

1596898_775929485803352_5392080713475458236_o

[Po lewej Hubert Trammer, Rafał Szpilkowski, po prawej Łukasz Pancewicz i Grzegorz Piątek na sponsorskim zdjęciu od Baczewskiego, chociaż zamiast wódki trzymam mus z selera]

[fot. Monika Arczyńska, Łukasz Pancewicz, Rafał Szpilkowski, fot. z fanpage’a FB Baczewski]

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: