Rocznica

zawiadomieniePLtemplate.cdr

Obiecałam już kiedyś, że pokażę nasze ślubne zaproszenia, a dziś akurat jest idealna okazja – rocznica ślubu. Jak zapowiadałam, zaproszenia mają coś wspólnego z Koolhaasem, a mianowicie ilustrację Madelon Vriesendorp do jego „Delirious New York”. Kobiecy Chrysler i męski Empire State Building leżą w łóżku – pamiętam, że gdy zobaczyłam tę ilustrację po raz pierwszy, na początku studiów, pomyślałam: „Jeśli kiedykolwiek wyjdę za mąż, na pewno użyję jej w zaproszeniach”. Co prawda nie mogłam jeszcze wtedy przewidzieć, że mój mąż też będzie „arch.”, ani że będzie wysoki jak wieżowiec, podobnie jak ja. Jakimś cudownym zbiegiem okoliczności oba warunki zostały jednak spełnione. To się nazywa „myślenie życzeniowe”. Pojawił się tylko problem, skąd wytrzasnąć ten obrazek w odpowiedniej rozdzielczości. Na szczęście moja szefowa miała pierwsze wydanie książki, z którego mogłam zeskanować ilustracje. Była bardzo zdziwiona moim zaskoczeniem i zachwytem, że posiada egzemplarz pierwszej edycji – to już kolekcjonerska pozycja, warta kilkaset euro. Dowiedziałam się o tym stażując w Hadze w biurze założonym przez dziadka Koolhaasa, znanego międzywojennego architekta, Dirka Roosenburga. W tej rodzinie również musiało zadziałać myślenie życzeniowe, bo jeśli dobrze prześledziłam drzewo genealogiczne, w każdym pokoleniu rodził się syn, który dostawał na imię Dirk, studiował architekturę i przejmował firmę. Dopiero w czwartym pokoleniu coś się sypnęło, bo prawnuk założyciela biura wybrał grafikę zamiast architektury, ale z biurem i tak współpracował. W każdym razie „Delirious New York” – prezent od Koolhaasa z dedykacją – stał na najbardziej wyeksponowanej półce w pracowni. Z kolei szefowa kupiła tę książkę za grosze w momencie, gdy sięgali po nią wyłącznie „nowojorscy architekci, artyści i intelektualiści”.

Już po ślubie mieliśmy okazję zobaczyć oryginał tej ilustracji, bo na weneckim Biennale w 2008 roku była zorganizowana wystawa prac Vriesendorp. Oczywiście zrobiliśmy sobie obciachowe selfie pod tym właśnie obrazkiem. Z Empire State i Chrysler Building też sobie rzecz jasna zrobiliśmy, kiedy w końcu udało nam się dotrzeć do Nowego Jorku – jest jeszcze bardziej obciachowe. A wracając do naszego ślubu, aby skoordynować architektoniczno-urbanistyczno-nowojorskie klimaty, poprosiliśmy wynajęty zespół, żeby jako pierwszy utwór zagrał „New York, New York” Sinatry. Spotkaliśmy się z ostrym protestem – usłyszeliśmy, że „to się absolutnie nie nadaje na pierwszy taniec” i zaproponowano nam jakieś smętne piosenki o miłości. Dopiero pokazanie zaproszenia zadziałało przekonująco.

I tak sobie w wolnych chwilach pląsamy do „New York, New York” kolejny rok…

Reklamy

2 thoughts on “Rocznica

  1. Gratuluję rocznicy i wielu lat pląsów do New York, New York. A zaproszenie jest genialne!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: