Modernizm, podpaski i Keanu

wystawa01_male

Teoretycznie miniony weekend każdy szanujący się architekt powinien był spędzić w Trojmieście. Nie dość, że w Gdyni twał Weekend Architektury, to na dodatek w Gdańsku odbyło się otwarcie Europejskiego Centrum Solidarności. Ponieważ program tegorocznego Weekendu wydał mi się mało ekscytujący, a w Centrum spodziewałam się (słusznie) dzikich tłumów, postanowiłam odpuścić trójmiejskie wydarzenia i pojechać do Torunia. Tam z kolei miał miejsce finał festiwalu światła Bella Skyway Festival, a poza tym chciałam jeszcze zdążyć na polecaną przez znajomych wystawę.

Mimo że bywam od czasu do czasu w Toruniu, do Centrum Sztuki Współczesnej zajrzałam po raz pierwszy. Mam mieszane uczucia wobec projektu Edwarda Lacha. Od zewnątrz nie jest najgorzej – prosta bryła kontynuuje mocno zdefiniowaną pierzeję, bez „gwiazdorzenia” w kontekście ulicy. Gorzej z wnętrzem, zwłaszcza z przestrzeniami ekspozycyjnymi, gdzie układ pomieszczeń i konstrukcji oraz szalone sufity mocno narzucają kompozycję wystaw. Zaskoczyły mnie również pozornie drobne niedopatrzenia, które mają ogromny wpływ na funkcjonalność budynku. W przestrzeniach wystawienniczych brakuje puszek podłogowych, w związku z czym zwiedzający potykają się o kable obsługujące instalacje wideo. Brak puszek nie stanowiłby problemu w miejscu, gdzie prezentowane jest tradycyjne malarstwo i rzeźba, ale sztuka współczesna, której przecież dedykowane jest Centrum, używa środków wymagających większej elastyczności w przestrzeni ekspozycyjnej. Zaskoczyły mnie również pustki w sobotnie przedpołudnie (liczba osób pilnujących wystawy przekraczała liczbę odwiedzających), martwy plac przed budynkiem i kompletnie niewykorzystany taras na dachu. Mogłaby tam przecież działać kapitalna knajpa kontrastująca z przyciasnawymi barami i restauracjami w kamienicach i piwnicach starego miasta.

Nie o budynku chciałam jednak pisać, ale o tym, co jest w nim obecnie zaprezentowane. W ramach festiwalu Tormiar przygotowano wystawę „Plastyka Toruńska. Architektura wnętrz 1945–2000”. Przeważają prace z lat 60. i 70., a prezentacji głównej towarzyszy indywidualna wystawa prac Franciszka Michałka, m.in. odtworzona sala kinowa w Łęczycy z graficzno-świetlnymi dekoracjami. Okazuje się, że toruńska plastyka stała na niezłym poziomie, a artyści oraz wnętrzarze odwalili kawał dobrej roboty pomimo oczywistych w tamtych czasach problemów.  Obiekty użyteczności publicznej – baseny, biblioteki, szkoły – bywały wówczas nierzadko realizowane według projektów typowych. Aby nadać im chociaż odrobinę indywidualnego charakteru, plastykom i wnętrzarzom zlecano zaprojektowanie dekoracji, mebli i oświetlenia. Otrzymywali również często zadanie adaptacji historycznych wnętrz, które zdarzało im się traktować ze sporą odwagą projektową . Używano dostępnych wówczas materiałów – głównie drewna, ceramiki lub metalu – a ponieważ i one bywały deficytowe, trzeba było radzić sobie innowacyjnymi metodami. W jednym z prezentowanych w CSW wywiadów pojawia się m.in. opowieść o uzyskiwaniu pożądanej faktury sufitów przy użyciu przyklejanej i malowanej kaszy gryczanej. Warto uzupełnić zwiedzenie tej wystawy wycieczką po prezentowanych obiektach. Przetrwało ich całkiem sporo, chociaż nie wszystkie w oryginalnej formie, ale trzeba przyznać, że toruński powojenny modernizm całkiem nieźle obronił sie przed wszechobecną styropianizacją. Może (na szczęście!) zabrakło pieniędzy na modernizację? Nie przetrwały, niestety, wszystkie wykończenia wnętrz na kampusie UMK, za to z szacunkiem potraktowano układ przestrzenny i istniejącą zabudowę uniwersytetu, dzięki czemu wizyta w miasteczku akademickim przypomina geograficzno-czasowe przeniesienie się do lat 70. w Danii. Warto tam zajrzeć, podobnie jak do hotelu Gromada, gdzie w  restauracji nie tylko zachował się oryginalny wystrój, ale nawet pachnie tam jak w PRL-owskiej stołówce. Prawdziwą perełką do niedawna były wnętrza dworca PKP z sufitem z aluminiowych trójkątów, ale niedawno rozpoczął się tam generalny remont. Sufit podobno ma zostać zdjęty i pozostanie pewnie tylko oryginalny witraż z dworcowego bufetu. Obawiam się, że nie ma szans, aby zachowano przepiękne kamienne okładziny i proste oświetlenie. Szkoda, że wnętrze nie zostanie po prostu odczyszczone, jak Dworzec Centralny w Warszawie, który po liftingu odzyskał dawny blask.

CSW_male

[Pustawy plac przed CSW]

wystawa02_male

[Dekoracje sali kinowej w Łęczycy, proj. F. Michałek]

wystawa03_male

[Fragment wystawy]

sufit01_male

[Sufit na dworcu PKP, przypuszczalnie już zdemontowany (zdjęcie sprzed kilku tygodni)]

Wystawa potrwa do 21 września i bardzo zachęcam do jej obejrzenia. Natomiast następna okazja do uczestniczenia w festiwalu światła nadarzy się dopiero za rok, ale kiedy tylko zostaną ogłoszone terminy kolejnej edycji, polecam zarezerwowanie sobie weekendu na wizytę w Toruniu. Instalacje i projekcie bardzo pozytywnie mnie zaskoczyły. Ze światłem już tak po prostu jest, że większość operujących nim pokazów, od fajerwerków po zmieniające kolory iluminacje, cechuje się ogromnym kiczem, jednak na toruńskim festiwalu kicz został świadomie zastosowany jako stylistyka wprowadzająca w oniryczno-marzycielski nastrój. Ulica Szeroka, główny deptak Torunia, zamieniła się w hybrydę włoskiego pasażu i krakowskich szopek. Eksplozja koloru i włoskie szlagiery stworzyły tak magiczną atmosferę, że spacer koronkowym pasażem stał się powrotem do wesołego miasteczka z okresu dzieciństwa – 10/10 punktów w skali romantyczności. Z kolei projekcja grupy the Macula na monumentalnej  fasadzie Collegium Maximum UMK, z elektroniczną muzyką i kosmicznymi motywami, przypominała czołówkę “Sondy”, ale użyto w niej również moich ulubionych w podobnych projekcjach motywów. Animacja odnosiła się do swojego architektonicznego tła i bawiła jego formą i fakturą. Fasada była dekonstruowana, przekształcana, burzona i deformowana optycznie jak w krzywym zwierciadle. Ogromny budynek, który zachwyca i bez żadnych projekcji, momentami oddychał rytmicznie, żeby za chwilę rozpaść się na kawałki. Na przeciwnym biegunie tej monumentalnej spektakularności znajdowała się kolejna z moich ulubionych instalacji, kameralna i intymna, z wierszami Szymborskiej szeptanymi z głośników przez osoby, których twarze wyświetlono na praniu rozwieszonym nad ulicą.

bella_01_male

[Włoski pasaż czy krakowska szopka?]

bella_02_male

[Zastanawiałam się, co za rozrzutni szaleńcy postanowili skonstruować tę ogromną, koronkową instalację ze stali. Następnego dnia, podczas demontażu, zagadka została rozwiązana: wszystkie elementy są wykonane z drewna]

drewno_male

[Fragment jednej z kameralniejszych instalacji z ciepłą barwą światła i zapachem świeżo ciętego drewna]

Odnośnie tytułu: jeśli hasła „Toruń” i „Bella” kojarzą się komuś z artykułami higienicznymi dla kobiet, potwierdzam, że to słuszne skojarzenie. Toruńskie Zakłady Materiałów Opatrunkowych SA to firma wytwarzająca środki opatrunkowe, ale najbardziej znana jako producent podpasek. Co prawda w materiałach festiwalowych zrezygnowano z charakterystycznego logo, ale pojawiający się między projekcjami spot ze śmiertelnie poważnym Keanu Reevesem reklamującym województwo „kijawsko-pomorskie” i imprezę z marką podpasek w nazwie doprowadzał mnie za każdym razem do ataków śmiechu:)

[fot. Monika Arczyńska]

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: