Monthly Archives: Sierpień 2014

Wyjątkowe roczniki

NOW02_male

Nie znoszę zwiedzania z przewodnikiem. Ani miast, ani muzeów, ani zabytków. Wiem, że zdarzają się genialni opowiadacze, ale widocznie mam pecha. Zwykle trafiają mi się nudziarze sypiący datami i nazwiskami, których nie jestem w stanie zapamiętać. Najbardziej traumatycznym przeżyciem tego typu, po którym nabrałam wyjątkowej niechęci do grupowego zwiedzania, była dla mnie wizyta w bazylice św. Franciszka w Asyżu, jeszcze w czasach licealnych. Oprowadzający wycieczkę polski franciszkanin musiał być świeżo po egzaminie na przewodnika, bo bardzo przejął się swoją rolą i przy każdym z fresków Giotta trzymał nas co najmniej kwadrans (a sporo ich tam było). Kilka lat później w Asyżu zdarzyło się wyjątkowo pechowe trzęsienie ziemi i freski diabli wzięli. Pewnie powinnam sie cieszyć, że obejrzałam je z taką dokładnością, ale wcale nie było mi do śmiechu. Fragmenty spadającego sklepienia zabiły wówczas czterech zakonników, w tym jednego pochodzącego z Polski. Mam nadzieję, że nie naszego przewodnika.

Nie przepadam również za „architektonicznymi” spacerami. Za wolno, za tłoczno, za dużo oczywistych (dla architekta) pytań i komentarzy. Zdarza mi się jednak zrobić od czasu do czasu wyjątek, kiedy zwiedzanie wiąże się z wejściem do niedostępnych na co dzień obiektów albo kiedy przewodnikiem jest ktoś, kogo mam wielką ochotę posłuchać. Taka okazja nadarzyła się w ubiegły weekend w Łodzi. Andrzej Owczarek z NOW (na zdjęciu) oprowadzał po modernistycznych kamienicach* i zaplanowano wejście do kilku budynków. Podobnej gratki się nie odpuszcza, tym bardziej, że łódzka moderna zachwyca mnie chyba nawet bardziej od gdyńskiej. Największe wrażenie zrobiło na mnie mieszkanie w przy ul. Tuwima, które udostępniła do zwiedzania szczęśliwa właścicielka. Obok powstał niedawno najbardziej luksusowy apartamentowiec w Łodzi, ale pomimo basenu i ochrony nie może się mierzyć z tą międzywojenną kamienicą. Tam dopiero są prawdziwe luksusy! Ogromna klatka schodowa, wykończona czarnym terrazzo (przepraszam, ale nie mogłam napisać „lastryko” – brzmi zbyt mało elegancko). Winda. Mieszkanie z zachowanymi stolarkami i parkietami. W hallu wielkie okno w cienkich stalowych ramkach, przez którego matowe szyby przesącza się światło ze „studni”. I ten półokrągły balkon wychodzący na park… Przyznaję się, od razu po powrocie ze spaceru zajrzałam na strony pośrednictwa nieruchomości, żeby zobaczyć, ile kosztują w Łodzi takie luksusy. Niby nie za wiele za metr kwadratowy (dwa do trzech razy mniej niż w modernistycznych kamienicach w Gdyni), ale biorąc pod uwagę, że najmniejsze ówczesne mieszkania miały po sto metrów, kwestia dostępności nieco się komplikuje.

kamienica_male

[Zawsze się zastanawiałam, czy modernistyczne półokrągłe balkony są w ogóle funkcjonalne]

balkon_male

[Są!]

Jedward_small

[„Skromne” doświetlenie przedpokoju]

rooflight_small

[A tak modernistyczna studnia doświetlająca wygląda od środka]

Kamienice kamienicami, ale najbardziej zaintrygowali mnie uczestnicy spaceru. Kto wybiera się w sobotnie przedpołudnie na oglądanie łódzkiego modernizmu? Tym razem pojawił się m.in. prawnik, który rozumie (i docenia!) różnicę między tynkiem barwionym w masie a malowanym. Na podobnych wydarzeniach zawsze wypatruję jednak pewnej konkretnej grupy osób, a mianowicie architektów-seniorów . Można ich łatwo wyłowić z tłumu, tym bardziej, że zwykle trzymają się razem (czasem ich podsłuchuję, żeby się upewnić, czy dobrze ogadłam ich profesję). To najczęściej piękne, zadbane panie, ubrane z pewną nonszalancją, ale i wielką dbałością o dodatki. Noszą wyraziste okulary, porządne torebki, klasyczne ubrania z lekkim „twistem”, np. w graficzne wzory lub wręcz przeciwnie – bardzo odważne kroje i kolory. Fantastycznie prezentują się również panowie, którzy są jeszcze tak przystojni w wieku późnoemerytalnym, że na myśl o tym, jak musieli wyglądać pół stulecia wcześniej, zaczynam się rozmarzać.  Chociaż nie wiem, kim są, może znam budynki ich autorstwa. Patrząc na nich myślę sobie zawsze, że architekt to jednak wyjątkowy zawód, jeśli pozwala na tak długo zachować energię i błysk w oku. Ale może to nie kwestia zawodu, tylko międzywojenne roczniki, podobnie jak modernistyczne kamienice, były takie wyjątkowe?

IMG_0329_male

[Wycieczka zapatrzona…]

balkony_male

[…na loggie i balkony]

*W tym tygodniu (28-31 sierpnia) podobne spacery odbędą się w Gdyni w ramach Weekendu Architektury i również będzie można wejść do kilku obiektów.

[fot. Monika Arczyńska/Łukasz Pancewicz]

Reklamy

Nastrojki Awtokada

01_b&W

Czekałam, czekałam, aż się doczekałam. Od trzech tygodni pracuję nad projektem Gasudarstwiennawa Cjentra Sawriemiennawa Isskustwa czyli Narodowego Centrum Sztuki Współczesnej. Takie MoMA, ale w Moskwie. W związku z tym jestem dosłownie (jak na zdjęciu) obłożona rosyjskim. Pewnie sporo cydru upłynie w polskich barach zanim zacznę swobodnie mówić w tym języku, ale z czytaniem muszę sobie radzić i już.

Na razie koncentruję się głównie na technicznym słownictwie, bo wkrótce będę przebijać się przez wielostronicowe specyfikacje. Google translator niestety wysiada – automatyczne tłumaczenie produkuje jakieś bzdury. Niektóre rosyjskie odpowiedniki polskich słów są bardzo intuicyjne, ale czasami szeroko otwieram oczy ze zdziwienia. Tytułowe nastrojki Awtokada to po prostu ustawienia AutoCADa, ale jak zgadnąć, że massztab to skala? Albo że cziertioż to rysunek? Różnicę między dwoma rodzajami przekrojów – sieczieniem a razriezem – już znam, ale sama nie wpadłabym na przykład na to, że wtaroj swiet to pustka nad pomieszczeniem albo że fierma to kratownica. Ablicowki (okładziny) i pieregarodki (ścianki działowe) to przy tym pikuś.

Staram się również osłuchać z językiem, a ponieważ jak chyba większość architektów jestem wzrokowcem, słuchanie sprawia mi najwięcej trudności. Chociaż nie znoszę komedii romantycznych, to na nie najczęściej pada wybór. Przyczyna jest bardzo prosta: mają beznadziejnie nagrane postsynchrony. Wszystko słychać bardzo wyraźnie, a po perfekcyjnej dykcji wnioskuję, że w rosyjskich komediach, tak jak w polskich, grają porządni teatralni aktorzy. Zdarza mi się też  czasami słuchać Radia Rassija i to jest dopiero jazda. Od wywiadów z nastoletnimi niemieckimi klarnecistami po reklamy aparatu zapobiegającego katarakcie. Odkrywam światy, o których nie miałam pojęcia!

Za to jeden efekt uboczny tego obłożenia rosyjskim sprawia mi ogromną frajdę. Mam listę marzeń, takich „od zawsze”, czasem trochę niemądrych albo może nawet nieco pretensjonalnych.  Na tej liście znajduje się przeczytanie ulubionych sztuk Czechowa w oryginale. Punkt odhaczony:)

PS Krzyżówka podobno była za trudna?

ROZWIAZANIE

Krzyżówka na długi weekend (i na sześć liter)

okladka

Zbliża się długi weekend. Dla kogo długi, dla tego długi – niektórzy pechowcy w piątek pracują. Na przykład ja, bo Irlandczycy jak na złość nie chcą świętować Cudu nad Wisłą. Z kolei Matkę Boską Zielną muszą chyba czcić codziennie, bo nie wiem, jak inaczej można by wytłumaczyć te idealne trawniki i bujną zieleń w tysiącach odcieni. Utknę więc przed komputerem, ale domyślam się, że wiele osób zamierza wyjechać w jakieś przyjemne miejsce. Domyślam się również, że sama podróż może okazać się niezbyt przyjemna, jeśli komuś zdarzy się na przykład utknięcie przed autostradowymi bramkami. Przygotowałam więc architektoniczną krzyżówkę, która pozwoli zabić czas oczekiwania i zapobiegnie pozabijaniu współpasażerów z powodu wściekłości i zniecierpliwienia. Tytuł bloga zobowiązuje: wszystkie hasła to nazwy miast na sześć liter. Rozwiązanie stanowi imię i nazwisko architekta, o którym była już kiedyś mowa na blogu i o którego budynku pojawi się wkrótce nowy wpis (nie będzie to jednak pani z okładki).

cross

1. Miasto z operą Utzona.

2. Stoi tam Makabryła 2007 o wielu nazwach – Info Glob, Dominanta, Pająk…

3. Zumthor miał przebudować synagogę w tym polskim mieście.

4. Stoi tam najmniej funkcjonalny dworzec w Polsce (a może i Europie?).

5. Polskie miasto z postmodernistyczną starówką.

6. Stał tam najwyższy wieżowiec świata, ale przegrał z Burj Khalifa.

7. Loegler ma w tym mieście biuro. I wydawnictwo.

8. Znanych budynków tam jak na lekarstwo, za to jest stolicą europejskiego państwa na sześć liter.

9. Stoi tam Instytut Sztuki Współczesnej projektu Diller Scofidio & Renfro.

10. Kolumbijskie miasto – symbol zrównoważonego transportu.

11. Po tej stolicy spacerował Leopold Bloom.

12. Tam, gdzie mieszkają więksi bracia Pałacu Kultury.

Rozwiązanie w przyszłym tygodniu.

[kolaż: Monika Arczyńska]

Nic nie jest większe od Wrocławia!

IMG_8875

„Nic nie jest większe od Wrocławia!” – krzyknęła dziewczynka zachwycona widokiem z wieży katedry. Faktycznie, miasto wygląda stamtąd imponująco. Zabudowa, na szczęście gęsto poprzetykana zielenią, ciągnie się aż po horyzont. Co robiłam w tak turystycznym miejscu? Wybrałam się do Wrocławia po prawie dziesięciu latach i pomyślałam, że nadrabianie zaległości warto zacząć od spojrzenia na miasto z góry. Wrocław zawsze wydawał mi się jednym z najsympatyczniejszych miejsc do mieszkania w Polsce (zaraz za Trójmiastem, oczywiście). Byłam ciekawa, co się zmieniło i czy ta cała nowa wrocławska architektura tylko tak dobrze wygląda na zdjęciach, czy rzeczywiście wyróżnia się jakością na tle polskiej średniej. Oto wrażenia z Europejskiej Stolicy Kultury 2016 w dziesięciu punktach:

1. Szczęście

Wrocław miał i ma spore szczęście do modernistycznej architektury. Nie mam nawet na myśli wyłącznie międzywojennych perełek, ale i PRL-owskie dziedzictwo, które na tle Polski wyróżnia się zdecydowanie na plus. Wystarczy spojrzeć na „sedesowce” projektu Jadwigi Grabowskiej-Hawrylak czy Audytorium Wydziału Chemii. Współcześnie Wrocław również ma szczęście do lokalnych architektów – o nich za chwilę. Nawet Jarząbkowy postmodernizm jest wybitnie… konsekwentny.

sedes_male

[Prawda, że szykowne te balkonowe sedesy?]

2. Sky Tower

Sama nie wierzę, że to piszę, ale… Sky Tower potrafi przyzwoicie wyglądać. Jednak tylko wówczas, kiedy ogląda się ją z daleka i przy takim ustawieniu słońca, że jej elewacja ciemnieje na tle jasnego nieba, a banalne okrągłości stają się nieczytelne (widać to na selfie powyżej, za siatką). Przypomina wówczas swoją absurdalną skalą ten jeden jedyny ogromny wieżowiec na Montparnassie, do którego obecności w sylwecie Paryża wszyscy się już dawno przyzwyczaili. Najczęściej jednak, zwłaszcza z bliska, wygląda bardzo na „nie”:

sky_male

3. Polegiwanie

We Wrocławiu jest gdzie polegiwać. Jest też gdzie się napić. Są knajpy, kapitalne przestrzenie publiczne i nawet plaża – nad rzeką (to właśnie obecność morza stawia Trójmiasto na pierwszym miejscu na mojej prywatnej liście). Od niedawna jest również tzw. Polegiwacz, czyli konstrukcja z płyt OSB przy Muzeum Architektury. Poleguje się tam na razie bezalkoholowo, bo Polegiwaczowy bar nie ma licencji na sprzedaż napojów procentowych. Na szczęście obok, w Galerii Dominikańskiej, jest Carrefour, w którym polegujący zaopatrują się w odpowiedni do polegiwania asortyment (to chyba oznacza, że centra handlowe potrafią czasem stanowić czynnik miastotwórczy?). Na Polegiwaczu pojawia się czasem również autor całego zamieszania, Mikołaj Smoleński (na zdjęciu), z którym warto pogadać, żeby posłuchać opowieści o przebojach z biurokracją przy realizacji tej instalacji.

Polegiwacz_male

W razie ochoty na polegiwanie z drinkiem w mroczniejszych klimatach warto wybrać się na ul. Św. Antoniego. Knajpy sąsiadują tam z zakładami pogrzebowymi. Na wystawach stoją urny, można też zaopatrzyć się  w odpowiednie na pogrzeb (albo do trumny) ubrania – czarne woalki i koronkowe rękawiczki. Jestem bardzo ciekawa, jak to miejsce wygląda w Halloween.

pies_male

4. Peep show pod wiaduktem

Pod kolejową estakadą za Teatrem Capitol już nie ma sklepów z mydłem i powidłem, które pamiętam z ostatniej wizyty. Dla takiej lokalizacji nie mogło być innego scenariusza, po prostu musiały się tam zlokalizować knajpy. Na szczęście odrobina dawnego szemranego kolorytu pozostała i pomiędzy barami nadal działają sex shopy oraz peep show „Emanuelle”.

capitol_male

[Tak zmienił się Capitol – zmodernizowany i rozbudowany według projektu KKM Kozień]

wiadukt_male

[Bar, sex shop, bar, peep show, bar…]

5. Trójkąt

Zdecydowanie szemrana atmosfera pozostała również nadal na tzw. „Trójkącie” czyli fragmencie Przedmieścia Oławskiego, w który wiele osób boi się zapuszczać. Często są tam kręcone filmy, bo aby „Trójkąt” skutecznie udawał przedwojenną dzielnicę, wystarczy tylko pozasłaniać szyldy „Żabek” i „Małpek”. Boję się tylko, że niedługo rozpocznie się gentryfikacyjny najazd w tym kierunku, jak do podobnych dzielnic w Berlinie dekadę czy dwie temu. Obok odrapanych elewacji kamienic już pojawiaja się nowe plomby. Jeśli tempo nowych inwestycji będzie zbliżone do berlińskiego, „Żabki” i „Małpki” wkrótce zostaną zastąpione wegańskimi knajpami i sklepami z ekologicznym jedzeniem. Ten proces zesztą już się zaczyna w okolicach ASP, które mieści się w całkiem niezłym nowym budynku projektu Pracowni Architektury Głowacki.

Olawskie_male

6. Maćków

Polegując na Polegiwaczu ze znajomymi achitektami zastanawialiśmy się, czy Maćków kiedykolwiek zaprojektował kiepski budynek. Chyba nie. Może nie do końca przekonuje mnie kolorowy szklany kubik na granicy starej „Renomy” i jej rozbudowy, za to wnętrza są „zszyte” idealnie. Podoba mi się nowy biurowiec tuż przy Ogrodzie Botanicznym i biurowo-hotelowy kompleks Silver Tower Center przy dworcu PKP (kapitalnie zmodernizowanym przez Grupę 5). Nagradzany Thespian również zaskakuje bardzo pozytywnie. Żeby użyć anodowanego na złoto aluminium i uniknąć kiczu, trzeba naprawdę mieć wyczucie. Jakość projektów to nie tylko zasługa Zbigniewa M., ale i całego zespołu. Wystarczy zajrzeć na stronę biura i popatrzeć, gdzie pracowała wcześniej zatrudniona w biurze ekipa – to nie są przypadkowi architekci, ale projektanci z doświadczeniem z najlepszych europejskich pracowni.

Mackow_01

[Silver Tower Centre – paskudna nazwa niepaskudnego budynku]

7. Nowe Horyzonty

Budynek, w którym znajduje się kino Nowe Horyzonty, było wcześniej typowym multipleksem. Po zmianie repertuaru na ambitniejszy (dziękuję w imieniu wrocławian, panie Gutek) do nowego programu należało również dostosować foyer. Podobno projekt BUCK.ARCHITEKCI powstał w zaledwie cztery tygodnie, a sama realizacja – w sześć dni. Jest przestronnie, ale kameralnie, bezpretensjonalnie i z charakterem. Nawet huśtawki byłyby zwykłym gadżetem gdyby nie to, że zwieszają się z baaaardzo wysokiego sufitu i można się na nich przyjemnie, leniwie pokołysać.

Nowe Horyzonty_male

8. Nowy Targ

Nowemu Targowi stawiam na razie minusa. Brakuje planowanej fontanny, która – mam nadzieję – uratuje tę wielką, martwą przestrzeń. Obecnie czarne szezlongi są wyraźnie zwrócone w konkretnym kierunku, tylko że nic tam jeszcze nie ma. Gdyby stały trochę bliżej od siebie, w swojej sterylnej, surowej formie mogłyby stać się scenografią filmu science fiction. Idealną do nagrania sceny kongresu przybyszów z różnych części galaktyki. Są tak przeskalowane, jakby je projektowano pod Chewbaccę albo Jabbę, a kolorem i formą przypominają Kubrickowski monolit.

Nowy_male

9. Rowery

I jeszcze jeden minus. We Wrocławiu jest mało rowerzystów! Jestem zawiedziona, bo pamiętam, że Wrocław był jednym z pierwszych miast w Polsce, gdzie rozpętała się moda na holenderki. Teraz przemykają w znacznie mniejszej liczbie niż w Łodzi czy Gdańsku. Szkoda.

10.  WuWA

Zachwycała dziesięć lat temu, zachwyca jeszcze bardziej teraz. Cieszy rewitalizacja i odnowione domy, a rekonstrukcja drewnianego przedszkola, w którym znajduje się siedziba Dolnośląskiej Izby Architektów, to już w ogóle powód do absolutnego zachwytu. Kapitalna inicjatywa i kapitalny efekt. Warto wejść do środka, żeby posmakować wyjątkowo apetycznego światła – przedszkole ma bazylikowy układ. I to położenie wśród zieleni…

IMG_9335_male

[Przed przedszkolem z Lilą Krzycką z Menthol Architects]

To, co we Wrocławiu zrobiło jednak na mnie największe wrażenie, to nie architektura, ale ludzie. Jacyś tacy uśmiechnięci, zadowoleni z życia, spacerujący bez zbytniego pośpiechu. Nie rzucają się w oczy – przynajmniej w śródmieściu – żadne wielkie kontrasty, tak jakby wrocławskie patologie były mniej patologiczne, a hipsterka mniej hipsterska niż gdzie indziej. Jakby to faktycznie był jakiś Berlin.

[fot. Monika Arczyńska/Paweł Wojdylak]

Reklamy
%d blogerów lubi to: