Auto dla architekta

???????????????????????????????

Na zdjęciu ogłoszenie z czerwcowego numeru „Architektury & Biznesu”, umieszczone gdzieś między reklamami cegieł a sufitów podwieszanych. Nic nie rozumiem. Chodzi o rabat, o markę czy o profesję? Może specom od marketingu wydawało się, że architekt to wyjątkowo prestiżowy zawód i odrobina tego prestiżu miała spłynąć na markę reklamowanego samochodu? Passat to przecież nie porsche. Nie miałoby wówczas jednak sensu umieszczanie tej reklamy w branżowym czasopiśmie czytanym wyłącznie przez architektów. Oni dobrze zdają sobie sprawę, jak wątpliwy jest prestiż ich profesji. Większość kolegów po fachu nerwowo chichocze oglądając „Tylko mnie kochaj”, gdzie arch. Maciej Zakościelny pracuje w luksusowym biurowcu i jeździ BMW 6 Cabrio (w sumie nawet częściej jeździ niż pracuje). Z drugiej strony słyszę często, że jeśli w Polsce w tym zawodzie chce się robić poważne wrażenie, na spotkania należy przyjeżdżać droższym samochodem niż klient. Zleceniodawca mógłby sobie przecież pomyśleć, że słabo się zarabia na projektach, więc może same projekty są słabe. O odwrotnej sytuacji słyszałam w odniesieniu do przedstawicieli firm farmaceutycznych, którzy podobno powinni jeździć tańszymi autami niż lekarze, żeby ich broń Boże nie urazić. W każdym stereotypie, jak w plotce, tkwi ziarno prawdy – zwróciliście uwagę na dopisek „+ rabat dla lekarzy”? Zresztą lekarze prestiżem biją architektów na głowę. W ostatnim „Newsweeku” pojawiło się analogiczne ogłoszenie o obniżce właśnie dla nich, ale na volvo, a nie passata. O rabacie dla architektów ani słowa.

Piszę ten post w Berlinie. Ulice nie są ani zakorkowane, ani zastawione zaparkowanymi autami. Wszędzie dominują piesi i rowerzyści. Pachnie kwitnącymi lipami, a nie spalinami. Dzieci zasuwają chodnikami na rowerkach. Nie widać zbyt wielu ostentacyjnie drogich samochodów. Kierowcy uprzejmie zatrzymują się przed pieszymi zamierzającymi przejść przez ulicę. Oczywiście nie zawsze jest tak różowo i jak wszędzie zdarzają się motoryzacyjni szaleńcy, ale rzucają się w oczy mniej niż w Polsce. Pewnie dlatego, że w stosunku do liczby mieszkańców w Berlinie jest prawie dwa razy mniej samochodów niż na przykład w Warszawie. Znajomi architekci (i lekarze) korzystają z transportu publicznego, rowerów albo systemu car sharing. Na spotkania z klientem chyba nawet nie wypadałoby przyjeżdżać zbyt drogim samochodem. A gdyby z jakiegoś powodu musieli jednak kupić auto, pewnie zdecydowaliby się  na pierwsze lepsze używane lub elektryczną wersję. Jak Clooney albo DiCaprio.

To ja póki co poprzestanę na rowerze.

[fot. Monika Arczyńska]

Reklamy

2 thoughts on “Auto dla architekta

  1. nad Wisla jeszcze chyba sie lubi szufladkowac albo raczej „uporzadkowywac” kto, co, jak. Chyba wciaz jest strach przed brakiem tego „porzadku” i zwykla wyluzowana demokracja i leberalizmem czyli tumiwisi co ty masz, kim jestes, z kim sypiasz i czy w wolnych chwilach chodzisz z pejczem. Dlatego architekt ma jezdzic takim a nie innym samochodem, w zimie jezdzic w alpy a latem do saint tropez. Niech mu czasem do glowy nie przyjda jakies Debki czy inne takie 🙂

    • sixlettercity pisze:

      Po prawie dwóch latach w Polsce nie mogę się nadal do tego przyzwyczaić. Branżowo było (i nadal bywa) chyba jednak najtrudniej – jeśli wpadam zawodowo w towarzystwo, które nie miało ze mną wcześniej do czynienia, zaczyna się od małego interview: kim jesteś, kogo znasz, co robiłaś wcześniej, kto może Cię zarekomendować. Najpierw się najeżałam, bo nie znoszę takich przesłuchań, teraz wybucham śmiechem z komentarzem, że „it’s complicated”. PS Czuję, że Dębki chyba niedługo staną się hipsterskie:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: