Na legalu

na legalu
Robię właśnie pierwszy własny projekt budowlany w Polsce. W sumie nawet nie do końca własny, bo nie dorobiłam się jeszcze uprawnień, więc w rubryce „projektant” będzie figurował znajomy. Projekt jest maleńki i prywatny – po prawie dwóch latach bez pokoju dziennego i z mikroskopijną łazienką nadeszła pora na rewolucję! W końcu będę pracować w mieszkaniu, a nie mieszkać w pracowni. Poza tym mimo, że odpowiada mi prowadzenie życia towarzyskiego poza domem (po prawie siedmiu latach w Dublinie ciężko pozbyć się miłości do pubów), sympatycznie byłoby móc od czasu do czasu zaprosić przyjaciół na kolację. Mieszkanie znajduje się w kamienicy, wcale nie zabytkowej, ale jak to z kamienicami bywa, nieco nieprzewidywalnej, bo nikt do końca nie wie, co siedzi w ścianach i stropach. Konstruktor zrobił odkrywki i stwierdził, że ścianki działowe faktycznie są działowe, więc miałam nadzieję, że cała papierologia sprowadzi się do zgłoszenia remontu. Akurat! Pani w Urzędzie Miasta była nieugięta: „Jeśli usuwa Pani ścianę działową, to jest to przebudowa, a przebudowa wymaga pozwolenia na budowę”. Co prawda przegrzebanie się przez Internet i konsultacje ze znajomymi architektami wykazały, że interpretacje tego fragmentu prawa budowlanego różnią się w poszczególnych miastach, ale wiadomo – z paniami z urzędu lepiej nie dyskutować. Kusiło mnie jednak trochę opisanie tych wyburzeń jako „poszerzenia otworu w ścianie działowej” (wystarczyłoby zgłoszenie). Nigdzie nie jest napisane, jak bardzo można poszerzać otwory – mogłam zostawić po pół centymetra z każdej strony i w sumie nadal byłby to otwór, tylko że bardzo duży. Czy na tym polega to nieprzetłumaczalne na obce języki polskie „kombinowanie”?

Jeśli już muszę złożyć ten nieszczęsny wniosek o pozwolenie na budowę, przy okazji postanowiłam uwzględnić przeróbkę instalacji gazowej. Niewielka sprawa – przeniesienie kotła i likwidacja kuchenki gazowej. Oczywiście instalatorzy zasugerowali mi zrobienie całości po cichu („to taka duperela, proszę Pani, nie warto tego nawet nigdzie zgłaszać, bo i tak nikt tego nie robi”), ale uparłam się, że wszystko będzie legalnie. No i się zaczęło: warunki techniczne od dostawcy, ekspertyzy kominiarskie, uchwała wspólnoty, projekt… dokumentacja samej tylko instalacji gazowej wydaje się tak duża objętościowo, jak kompletny wniosek o pozwolenie na budowę całego domu w Irlandii. Przegrzebałam fora internetowe w poszukiwaniu wsparcia i okazało się, że większość porad dotyczy sposobów ominięcia przepisów. Wcale mnie to już nie dziwi. Ja sobie wszystko sama narysuję i skoordynuję, ale co ma zrobić w tej sytuacji praworządny, zgłaszający co zgłosić należy obywatel, który nie jest architektem ani budowlańcem? Biedak utknie na samym początku albo przerazi się kosztów, bo ekspertyzy są droższe niż nowa wanna.

W końcu przestaje mnie dziwić popularność mieszkań deweloperskich, gdzie wystarczą proste prace wykończeniowe…

[Fot. Monika Arczyńska]

Reklamy

One thought on “Na legalu

  1. […] Przepraszam – przebudowach, bo według prawa budowlanego postawienie ścianki działowej bywa przebudową. Szukam właśnie umywalek, baterii, podłóg i tysiąca innych rzeczy, ale przede wszystkim […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: