Wenecja mniej serio

IMG_7403_small

Ponieważ nie wszyscy czytelnicy bloga są architektami, pozwolę sobie na poprzetykanie poważnych relacji z Biennale luźniejszymi spostrzeżeniami. Dziś m.in. o zapachach Wenecji w czerwcu i dress codzie architektów oraz więcej niż zwykle zdjęć.

Wydłużenie czasu trwania Biennale, które przesunęło otwarcie na czerwiec, okazało się genialnym pomysłem. Wenecja pachniała kwitnącymi lipami i jaśminem. Dotychczasowe sierpniowe previews wypadały na okres nieznośnych upałów, więc przemiło było teraz popijać prosecco głównie dla przyjemności, a nie ochłody. A ponieważ prosecco jest serwowane na praktycznie każdym otwarciu pawilonów, a otwarcia odbywają się mniej więcej co pół godziny, łatwo sobie wyobrazić, jaka rozluźniona atmosfera panuje mniej więcej od południa. Starchitekci przemykali dość wstydliwie, bo w końcu sugestia, że ta impreza nie jest dla nich, była dość bezpośrednio wyrażona. Zaha podobno się pojawiła i słyszałam dość złośliwą plotkę o jej sposobie podróżowania po Wenecji, ale przez grzeczność nie będę jej rozpowszechniać. Za to Koolhaas był po prostu wszędzie. Wpadliśmy na niego od razu pierwszego dnia przed wejściem na wystawę, w kawiarni przy Arsenale. Potem pojawiał się na spotkaniach, wywiadach, konferencjach. Przypomina coraz bardziej Nosferatu, ale pasuje mu to idealnie. Gdybym była siedemdziesięcioletnim panem, mogłabym tak wyglądać.

Przez kilka dni przez oficjalnym otwarciem architekci dosłownie opanowują Wenecję – w ciągu dnia zasuwają między Giardini, Arsenale i innymi lokalizacjami wystaw, a wieczorami obsiadają knajpy. Pierwszego dnia można jeszcze mieć pewne wątpliwości, kto jest turystą, a kto uczestnikiem Biennale, ale sprawa szybko się wyjaśnia dzięki stałemu atrybutowi architektów – płóciennej torbie wypełnionej katalogami i ulotkami (torby to najpopularniejszy z rozdawanych gadżetów). W tym tłumie znajduje się nieproporcjonalnie wysoki odsetek nieprzyzwoicie pięknych ludzi. Nie wiem, na czym to polega, ale ta grupa zawodowa jest bardziej atrakcyjna od innych (oczywiście pomijając modelki i pływaków). Ci mniej lub bardziej piękni ludzie najczęściej ubrani są według jednego z następujących schematów:

1. Na czarno lub czarno-biało.Na stereotypowe czarne golfy nawet w czerwcu jest za ciepło, ale T-shirty i koszule rządzą. Mile widziane są geometryczne wzory – im bardziej wyraziste, tym lepiej.

2. Ostre kolory (przeważał pomarańczowy, różowy i zielony).

Preferowany jest styl casual lub smart casual – nie wypada odstrzelić się za bardzo. Dżinsy są jak najbardziej akceptowalne, za to garnitury najczęściej demaskują sponsorów (lub architektów zaproszonych przez sponsorów). Eleganckie kiecki, jeśli się już pojawiają, to zwykle na Włoszkach w wieku przynajmniej podwójnie balzakowskim. Wygodne buty to podstawa. Po wystawach się praktycznie biega, więc trampki są jak najbardziej na miejscu. Zauważyłam może trzy pary szpilek – na Biennale nosi się płaskie buty i już. Okulary przeciwsłoneczne, mimo że wskazane w ostrym słońcu, rzadko lądują na nosach. Można w nich zbyt łatwo stać się nierozpoznawalnym, a przecież o to chodzi, żeby poczuć się częścią wielkiego architektonicznego świata i rozsyłać „hi” i „ciao” znajomym twarzom dookoła.

Nie będę zaprzeczać: ja też poddałam się tym wszystkim niepisanym regułom – w końcu poczucie przynależości to jedna z najważniejszych ludzkich potrzeb:) Jednego dnia założyłam wściekle niebieską kieckę, a drugiego dołączyłam do czarno-białych. Szpilki zostawiłam w szafie, a okularów przeciwsłonecznych nawet nie mam. O ilości skonsumowanego prosecco chyba nie wypada mi publicznie pisać. Na znajomych – dawnych współpracowników i przyjaciół z Erasmusa czy warsztatów – trafiałam non stop, a ostatniego dnia przypadkiem wpadłam na szefową i szefa, którzy przyjechali na otwarcie. Ale jedna rzecz zaintrygowała mnie naprawdę mocno: we wszystkich tych spotkaniach i rozmowach przewijało się jedno miasto. A to czyjaś firma ma zakładać tam oddział, a to szykuje się nowy projekt, a to ktoś się tam właśnie się przeprowadza. To miasto to Moskwa – na sześć liter. Czy to jakiś znak?

IMG_7233_small
Czerń, biel, geometryczny wzór, ostre kolory i płócienne torby.

IMG_7592_small
Gwiazdy promujące nowe projekty w Moskwie: Kristin Feireiss po lewej i Charles Renfro w szarościach; pan w niebieskim to Siergiej Kuzniecow – architekt miejski Moskwy.
BIG_small
Bjarke Ingels z BIG nie jest wcale BIG…
IMG_7372_small
…za to Sam Jacobs z FAT Architects jest nieco FAT.
IMG_7606_small
Obstawiam, że takimi łodziami przypłynęli sponsorzy. Jak na złość na ich tle zacumowała śmieciarka nosząca moje imię.
IMG_6986_small
Ja chcę taki dywan z rzymskim planem Nolliego!!!
IMG_7680_male
Tyle żartów. Kolejna relacja będzie już na serio:)

[fot. Monika Arczyńska]

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: