Nie pękaj!

IMG_0318

Kilka dni temu w szklanym widokowym kubiku w chicagowskiej Sears Tower*, ponad 400m nad ziemią, pod zwiedzającymi pękła szyba. Informacja natychmiast rozprzestrzeniła się w mediach, niedoszłe ofiary pewnie zaraz pojawią się w największych amerykańskich tokszołach, a na pięciolecie tego wydarzenia wydadzą książkę pt. „Jedz, módl się i kochaj, a pękające szyby nie będą ci straszne”.

Ponieważ pracuję często nad projektami nietypowych przeszkleń z ekspertami od fasad i szkła, którzy specjalizują się w projektowaniu podobnie wyrafinowanych konstrukcji, zdaję sobie sprawę z poziomu bezpieczeństwa, jaki musi być zapewniony w tego typu realizacjach. Szkło, które trzasnęło w Sears Tower, to tylko tzw. sacrificial layer, czyli górna warstwa szkła, którą od czasu do czasu wymienia się, gdy zmatowi się od zarysowań. Nie ma absolutnie żadnego znaczenia konstrukcyjnego i jest z reguły znacznie cieńsza od nośnych warstw pod spodem. Jeśli pęknie – nie ma strachu. Ale gdyby nawet pękło szkło tworzące konstrukcję podłogi widokowego kubika, również nic by się nie stało. Część nośna jest laminowana – złożona z co najmniej dwóch grubych szyb. W przypadku Sears Tower są to aż trzy warstwy szkła o niskiej zawartości ołowiu, które zapewnia maksymalną przejrzystość – przy tej grubości szkło o standardowych właściwościach optycznych byłoby bardzo zielone. Grubość i kolor dobrze widać na zdjęciu – brzeg podłogi jest biały, a nie zielony. Parametry techniczne szkła są ustalone w taki sposób, że w momencie bardzo zresztą nieprawdopobnego pęknięcia, potłuczone kawałki połączone warstwą nie tyle „kleju”, co bardzo wytrzymałej folii, pozostaną na miejscu pozwalając spanikowanym zwiedzającym na bezpieczną ewakuację. Czyli – teoretycznie – gdyby szyba pękła pode mną, mogłabym spokojnie zostać na miejscu i machnąć ręką z chłodnym komentarzem „Phi, przecież nic poważnego się nie stało”. Zamiast relacji przerażonych delikwentów, którym przydarzył się ten wypadek, artykuły w międzynarodowej prasie opisywałyby reakcję niewzruszonej architekt z Polski, która zamiast panikować, ze spokojem przyjęła niespodziewane pęknięcie szklanej podłogi ponad 400m nad ziemią.

Akurat, łatwo pisze się takie deklaracje. Gdyby szyba trzasnęła pode mną, pewnie też natychmiast zwiewałabym z tych akwariów. Przyznam jednak, że wysokość, na jakiej znajdują się kubiki jest tak ogromna, że odbiera się ją jako coś abstrakcyjnego, a Chicago sprawia z góry wrażenie wielkiej makiety. Byłam tam dwa lata temu i mimo lęku wysokości nie czułam się nieswojo. A gdyby to właśnie wtedy trzasnęła szyba, może Oprah zaprosiłaby mnie do swojego programu…

*Będę uparcie używać tej nazwy. „Willis Tower” jakoś do mnie nie przemawia pomimo racjonalnej przyczyny przemianowania budynku – zmiany właściciela. Sears to Sears i już. Chociaż z drugiej strony „Willis Tower” brzmi jak „Bruce Willis Tower”, a pękające szyby mogą zrobić z wieżowca prawdziwą „Szklaną pułapkę”.

[Dlaczego, ach dlaczego nie pękła w tym momencie? Fot. Łukasz Pancewicz]

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: