Wieś mazowiecka

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Przeczytałam niedawno w pewnym internetowym serwisie wywiad z parą młodych i zdolnych architektów-dizajnerów. Nie napiszę, o kogo chodzi, bo zamierzam się nieco poczepiać, przy czym absolutnie nie chodzi o czepianie personalne, ale opisanie pewnego zjawiska. Poza tym brzydszą połowę tej pary poznałam kiedyś na studenckich warsztatach i wspominam jak najbardziej pozytywnie. Dlatego przyjmę ten wywiad jako czysto marketingowy wytwór i użyję przedstawionego tam obrazu jako wyrazistego przykładu zmory naszych czasów – przeestetyzowania. Jak na złość, właśnie mojej – projektowej – branży dotyka ona najmocniej.

Para prowadzi własną pracownię. Projektują i produkują naprawdę kapitalne meble. Mają showroom swoich produktów, ze stertami magazynów X i Y (rzecz jasna zagranicznych), oczywiście w Warszawie, naturalnie nie na żadnej Białołęce, tylko w jednej z modniejszych dzielnic. Posiadają psa – oczywiście rasowego. Do domu kupili ostatnio sofę marki X i zapach marki Y. Jeśli lampa, to marki Z. W lodówce zawsze mają owoce morza. Słuchają jazzu, w kinie uwielbiają francuską klasykę. Stop! Naprawdę mamy uwierzyć, że polska klasa kreatywna z sukcesami nigdy nie czyta Pudelka, nie gapi się od czasu do czasu bezmyślnie w telewizor i nawet w stanie głodu absolutnego nie katuje żołądka kebabem o 4 nad ranem? Przecież od takiego przestymulowania pięknem i wyrafinowaniem na co dzień zwoje mózgowe uległyby przegrzaniu. W tym kontekście nawet „wieś mazowiecka”, na której para naszych bohaterów pragnęłaby zbudować ekologiczny dom, zaczyna brzmieć jak marketingowy slogan. Nadmierne przeestetyzowanie, pomijając jego pretensjonalność, może zabić umiejętność cieszenia się rzeczami codziennymi. Jajecznica ze zwykłych jaj już nigdy nie będzie smakować jak ta z ekologicznych. Billboardy na elewacjach zabiorą przyjemność spacerowania po mieście. Zawyżone standardy niekiedy stają się przekleństwem, bo wymagają bezustannego testowania, czy na pewno nadal się je utrzymuje. A ponieważ trendy ulegają zmianom, można łatwo wpaść w sidła niebezpiecznego wyścigu, który trwa, odkąd wraz z masową produkcją piękne, dawniej niedostępne towary, stały się osiągalne dla większości: …nowi bohaterowie kultury konsumpcjonizmu traktują styl życia jako życiowy projekt i ekspresję swojej indywidualności*. Nasi bohaterowie pracują w branży projektowej, więc to naturalne, że żyją w świecie marek oraz pięknych przedmiotów, ale jednocześnie sprzedają swój styl życia. A ponieważ można go tak łatwo przedstawić w skrajnie wyidealizowany sposób, inni zaczynają do niego bezmyślnie aspirować. Spirala się nakręca…

Proszę więc o odrobinę uodpornienia na to wszechobecne przeestetyzowanie. Wiem, co zaraz usłyszę: że piękno można odnaleźć również w brzydocie albo że to, co dziwne czy charakterystyczne, również przyciąga odbiorców spragnionych wyjątkowości. Ale przecież nie wszystko musi być „jakieś”. Zwłaszcza tak organiczne twory, jak miasta, potrzebują neutralnego, zwyczajnego, nijakiego niekiedy tła. Nie róbcie mi marki z Mierzei Wiślanej ani wsi kaszubskiej. Chcę robić zakupy na zwyczajnym targowisku, a nie w bio-eko-organic-local-bazarze. Chcę cieszyć się nowym fotelem bez zastanawiania się, czy jest wystarczająco dizajnerski. Chcę czuć się komfortowo, jedząc od czasu do czasu w McDonaldzie. Ręce precz od zwyczajności codziennej!

*Featherstone, M. (1991). Consumer Culture & Postmodernism. London/Newbury Park/New Delhi: SAGE Publications.

[Na zdjęciu nastolatki fotografujące się przed butikiem Louis Vuitton w Ho Chi Minh. Fot. Monika Arczyńska]

 

Reklamy

4 thoughts on “Wieś mazowiecka

  1. Serio, serio, serio? Są tacy ludzie są się tak kreują i nie czują że to nic nowego, wręcz pase mówić o tym bo to nic specjalnego w dzisiejszych czasach.Takie udawane bułkę przez bibułkę? Lubię jazz, jaja ekologiczne (tylko i wyłącznie), kino francuskie nie koniecznie itp itd. Jak my wszyscy, czyż nie? A gdzie medytacje, joga, feng shui i psycholog dla chomika? Coś skromnie tak 🙂

  2. sixlettercity pisze:

    Właśnie dlatego to odebrałam jako sztuczny twór medialny:) Coś czuję, że redakcja portalu sporo tam namieszała. Sama zresztą stałam się kiedyś ofiarą medialnej kreacji, gdy bez autoryzacji puszczono kilka moich wypowiedzi – tak je sprytnie pocięto, że sens był zupełnie przeciwny do tego, co miałam na myśli. A tak w ogóle, Kasiu w Krainie Deszczowców, coś czuję, że powinnyśmy się spotkać na kawę albo pinta, kiedy będę następnym razem w Dublinie:)

  3. […] tokarek i frezarek. Nominowane są również pojedyncze teksty i tam także wysłałam zgłoszenie. „Wieś mazowiecka” wydawała mi się najbardziej odpowiednia (chociaż jak mnie kiedyś dorwą bohaterowie tej […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: