Takie rzeczy tylko w Łodzi

ciasteczka_male

Łódź zdecydowanie ma w sobie to „coś”. Coś nieuchwytnego, co odkrywam za każdym razem, kiedy odwiedzam to miasto i co na chwilę zabiera mnie w rodzaj równoległej rzeczywistości, która istnieje tylko tam. Jak inaczej mogłam się poczuć, kiedy wychodząc ostatnio z Urzędu Miasta natknęłam się na pasące się na trawniku wielbłądy? Wyjaśnienie okazało się prozaiczne (w pobliżu rozstawił się cyrk), ale takie zaskakujące spotkanie potrafi skutecznie oderwać od miejskiej codzienności.

Zawsze uważnie obserwuję, co odróżnia Łódź od innych polskich miast i z niemałą ulgą odkrywam, że tych charakterystycznych elementów pozostało jeszcze całkiem sporo. Podczas ostatniej wizyty uważnie przyjrzałam się reklamom – nie w kontekście obecnej nagonki na zaśmiecanie nimi przestrzeni publicznej, ale poszukując tego, co jest w Łodzi odmienne od powtarzalnych do znudzenia szyldów globalnych handlowych sieci. Największe łódzkie reklamy fascynują nie tylko mnie. Ocalałe peerelowskie billboardy, czyli murale reklamujące m.in. Pewex i lokalne przedsiębiorstwa, stały się inspiracją dla pokrywania ślepych ścian kamienic grafikami, które  są promowane jako atrakcja turystyczna i mają swój własny szlak.

Na drugim biegunie (jeśli mowa o rozmiarze) znajdują się znikające już szyldy – standardowe pod względem formy, jednak nietypowe z uwagi na treść i lokalizację. Kilka lat temu, przed erą Manufaktury i Galerii Łódzkiej, kiedy Piotrkowska była jeszcze jedynym prawdziwym salonem Łodzi, można się tam było doszukać intrygujących kontrastów. W parterach kamienic znajdowały się sklepy oraz knajpy i to nie byle jakie. Łódzkie kluby przyciągały imprezowiczów z całej Polski, a butiki były najbardziej markowe w całym mieście. Z kolei w bramach wisiały niewielkie szyldy kierujące do mało prestiżowych przybytków w oficynach – głównie zakładów szewskich i wróżek. Pamiętam, że zwłaszcza wróżek było zawsze wyjątkowo dużo. Być może kierunek, w którym miasto przekształcało się podczas transformacji był na tyle tajemniczy, że ufano głównie tarotowi i szklanym kulom.

Wróżki zniknęły albo przeniosły się gdzieś poza centrum, ale gdzieniegdzie pozostały „wernakularnie” dekorowane wystawy sklepowe z kiczowatymi ozdobami i drobiazgami oraz reklamowe wierszyki z absolutnie zabójczymi rymami częstochowskimi. Takie, jak na zdjęciu – w tym samym oknie wystawowym, oprócz pieseczka polecającego pyszne ciasteczka, wyeksponowano próbki żaluzji i kolejny rymowany slogan: Jeśli nie chcesz mojej zguby, to żaluzje kup mi, luby! A to wszystko wcale nie w jakiejś odległej dzielnicy, ale w samym centrum Śródmieścia, przy trasie W-Z. Zabójcze rymowanki można nie tylko zobaczyć, ale również usłyszeć. Najgłośniej i najbardziej centralnie przed Sylvio – spaghetti barem przy Piotrkowskiej. Z wystawionych na zewnątrz głośników przez cały czas dobiegają slogany, które znajomy porównał do haseł ogłaszanych na giełdach samochodowych. Przykład? Zapraszamy do środeczka, czeka pyszna sałateczka! Haseł dostarczają między innymi fani baru, którzy w facebookowych konkursach mogą wygrać bony na posiłki. Przypuszczam, że im toporniejszy wierszyk, tym większa szansa na zwycięstwo, ale nie umiem tej toporności skrytykować, bo za każdym razem rozczula mnie podobnie jak wspomniany wielbłąd w środku miasta.

Dawne robotnicze miasto ma obecnie aspiracje bazujące głównie na designersko-artystycznie pojętej kreatywności, do której pozornie nie pasuje wernakularyzm opisanych wystaw i rymowanek. Mam nadzieję, że w procesie wygładzania wizerunku i przestrzeni Łodzi, który pozbawia ją konsekwentnie wielu siermiężnych, ale charakterystycznych elementów, nie zostaną celowo usunięte. One też budują tożsamość miasta.

[fot. Monika Arczyńska]

Reklamy

4 thoughts on “Takie rzeczy tylko w Łodzi

  1. Bardzo mnie cieszy ten dzisiejszy wpis! W dorosłym życiu byłam w Łodzi raz przez kilka dni i zafascynowała mnie. I za cholerę nie mogłam zrozumieć wszystkich malkontentów mówiących, że Łódź jest brzydka. Mi się też spodobała.

    • sixlettercity pisze:

      Też mnie to zawsze dziwi. Ale negatywne opinie pochodza chyba głównie od osób, które czują się dobrze tylko w idealnie uporządkowanej przestrzeni – Łódź jest pełna kontrastów i chaosu, które można albo kochać (jak my) albo nienawidzieć:)

  2. cichcem dołączam do grona fanów miasta Łódź

  3. sixlettercity pisze:

    Obiecuję już nieługo więcej wpisów o tym mieście – specjalnie dla fanklubu Łodzi:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: