Radar

Gdybym miała wymienić jedną związaną z miastem rzecz, którą najchętniej przeszczepiłabym na polski grunt, to nie byłoby to nic dotyczącego transportu, estetyki, demokratyzacji systemu planowania czy zrównoważonego rozwoju. Byłyby to przyjazne interakcje pomiędzy użytkownikami miejskiej przestrzeni. Absolutne banały: uśmiech albo niezobowiązująca rozmowa. Te drobiazgi skuteczniej niż monitoring dają poczucie bezpieczeństwa i sprawiają, że chętniej wystawia się nos poza twierdzę własnego domu. Niech to będzie nawet nudny, bo słyszany po stokroć komentarz o pogodzie albo głupie „Ale dziś piękny dzień?” od kogoś, kto stoi obok na przejściu dla pieszych. Uwielbiałam to w Dublinie, gdzie uśmiechanie się do nieznajomych jest zupełnie normalną sprawą i cały czas nie mogę (bo nie chcę!) pozbyć się tego przyzwyczajenia. To jak wysyłanie w świat przez cały czas Eksperymentalnego Sygnału Dobra. Muszę przyznać, że obserwowanie reakcji przechodniów faktycznie działa jak namiastka badań socjologicznych – zachęcam do spróbowania. Poszczególne kategorie przechodniów reagują zupełnie inaczej. Uśmiechem odpowiadają najczęściej starsi ludzie albo sympatycznie wyglądające dziewczyny (chłopcy być może też, ale akurat tę grupę wyeliminowałam z moich pseudobadań – chyba nie muszę tłumaczyć dlaczego). Panie w średnim wieku często odczytują uśmiech jako powitanie i odpowiadają skinięciem głową lub „dzień dobry”. Są również wyjątki – niedawno młoda mama z wózkiem wyglądała na mocno przestraszoną moim zachowaniem. Istnieje też grupa, która nie odpowiada niczym – zero, null, kompletne ignorowanie. To ubrane w markowe ciuchy atrakcyjne pary w młodym lub średnim wieku, które spotykam w sezonie na plaży w okolicach Sopotu. Właściwie przesadziłam pisząc o braku jakiejkolwiek reakcji – mam wrażenie, że w ich oczach widzę niepewność, tak jakby nie potrafili odgadnąć czy uśmiecham się DO nich, czy śmieję się Z nich. Chociaż nie znoszę stereotypów, to taka właśnie reakcja powtarza się w 100% przypadków.

Okazało się jednak, że nie tylko mnie brakuje takich interakcji. Słońce wygoniło mnie wczoraj na spacer nad morzem, który marzył mi się od dłuższego czasu. Kiedy zatrzymałam się na chwilę na plaży, zaczepił mnie sympatycznie wyglądający starszy pan. Widać było, że chce sobie z kimś pogawędzić. Czemu nie? Powymienialiśmy się uwagami na temat takich spontanicznych rozmów – okazało się, że od lat mieszka za granicą i za każdym razem uderza go w Polsce pewna wrogość i brak zaufania wobec nieznajomych. Rodzina w Polsce niekiedy czuje się skrępowana jego zachowaniem na ulicy – ich zdaniem zdecydowanie zbyt często zaczepia obcych. Mnie to wcale nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie. W dodatku bardzo odpowiadało mi jego energiczne tempo – najczęściej to za mną trudno jest nadążyć, a tym razem ów dziarski pan narzucał prędkość marszu. Okazało się, że to lata wprawy, bo brał kiedyś udział w maratonach, a do teraz sporo się rusza i jeździ na nartach. Spacer rozciągnął nam się do piętnastu kilometrów i w sumie maszerowalibyśmy dalej, gdyby nie przenikliwy mróz. Pożegnaliśmy się i każde z nas wsiadło do swojego tramwaju. Pogawędka z nieznajomym – tylko tyle i aż tyle.

Cały czas zastanawiałam się, jak wyczuł, że akurat ze mną będzie mógł sobie pogawędzić? Że nie zareaguję wrogością na zaczępiającego mnie nieznajomego? Miał jakiś wewnętrzny radar? Sprawa wyjaśniła się pod sam koniec rozmowy. Widocznie „ciągnie swój do swego”, a osoby zainteresowane miastem mają ze sobą coś wspólnego. Okazało się bowiem, że mój sympatyczny rozmówca jest… urbanistą.

Reklamy

4 thoughts on “Radar

  1. swój swojego wywącha? Świetne są takie rozmowy z nieznajomymi, zawsze jakieś ciekawe myśli można usłyszeć.
    PS> Spróbuj wyjechać raz poza Dublin jeśli się uda, tam to się dopiero uśmiechają. 🙂

    • sixlettercity pisze:

      O tak, poza Dublinem to zjawisko sie nasila. Najbardziej niesamowite doświadczenia mamy z zachodniego wybrzeża, gdzie przegadaliśmy niejedną noc z nieznajomymi – najczęściej w pubach, ale i na pustkowiach przy świetle księżyca:)

      • to naród bardzo otwarty i gadatliwy,
        http://mikasia.wordpress.com/2013/07/02/irlandczycy-maja-gadane/

        A powiedz proszę jak to wygląda z Amerykaninami z Twojego doświadczenia?

      • sixlettercity pisze:

        Większość czasu w Stanach spędziłam w Bostonie, a tam ok. 20% mieszkańców ma… irlandzkie korzenie:) Stąd moje doświadczenia z Amerykanami są nieco podobne do tych dublińskich, ale z jedną wyraźną różnicą: mam wrażenie, że amerykańska życzliwość i uśmiech są często dość wystudiowane i aplikowane „z automatu”. Brakowało mi tam bardzo irlandzkiej autentyczności kontaktów i zainteresowania drugą osobą (nawet, jeśli wynikało to ze zwykłej ludzkiej ciekawości).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: