Świszczurka kontratakuje

swiszczurka_czarna
Każdy architekt ma swój własny powód, dla którego wybrał właśnie tę profesję. Jedni postanowili pójść w ślady rodziców, inni marzyli o zostaniu drugim Fosterem. Niektórzy po prostu nie wiedzieli jakie wybrać studia, bo ze wszystkich szkolnych przedmiotów byli w miarę nieźli, ale też w niczym się nie wyróżniali. Mój osobisty powód był zupełnie inny i wynikał z dziecięcych marzeń.

Najpierw, jak chyba wszystkie dzieciaki, chciałam zostać weterynarzem. To musiało być „za pierwszego chomika”. Alergia na sierść przekreśliła te plany i dobrze, bo kiedy dużo później dowiedziałam się, jak obrzydliwe rzeczy muszą robić weterynarze, zrobiło mi się słabo. Napiszę tylko, że czasem do tych czynności potrzebne są gumowe rękawice na całą długość ramienia… Ten pomysł odpadł więc kompletnie, chociaż coś mi z tych okołomedycznych ciągot pozostało. Rodzice zawsze powtarzali, że przydałby się lekarz w rodzinie, więc mają doktora, tylko że nauk technicznych.

Ale wróćmy do dziecięcych pomysłów. Po obejrzeniu „Imperium kontratakuje” zamarzyło mi się robienie efektów specjalnych, koniecznie do filmów science fiction. Nie pamiętam, ile miałam wtedy lat, ale pewnie około sześciu, bo w kinie nie nadążałam z czytaniem napisów i tata pomagał mi w tym szeptem. Nie było wówczas jeszcze efektów komputerowych i wszystko przygotowywano na makietach. Dłubanie, cięcie, klejenie, malowanie – wyobrażałam sobie, że takie nieustające zetpety muszą być świetną zabawą. Do tego praca w Hollywood i to za dolary!

Na początku podstawówki koncepcja nieco się zmieniła. Wychodził wówczas kapitalny kwartalnik „Mała Fantastyka” czyli wersja „Fantastyki” dla dzieci, z opowiadaniami i tekstami popularnonaukowymi. W jednym z pierwszych numerów opublikowano artykuł o inżynierii genetycznej, zilustrowany przykładem „świszczurki” czyli skrzyżowania świni z jaszczurką. Chodziło o humanitarny (ba, niemalże wegetariański!) sposób pozyskiwania mięsa: gdyby gen jaszczurki, odpowiedzialny za odrastanie utraconego ogona, zastosować u świni, można by na tej samej zasadzie stworzyć rzeczoną świszczurkę z odrastającymi szynkami. Co prawda o etycznej stronie tych zagadnień nikt wtedy nie wspominał, ale załóżmy, że jako ośmio- czy dziewięciolatka w komunistycznym kraju miałam prawo nie przewidzieć, że będziemy kiedyś mieć do czynienia z Monsanto czy klonowaniem.

W końcu przyszedł czas na weryfikację marzeń. Do efektów specjalnych zaczęto używać komputerów, a wyjazd do Hollywood? To dopiero science fiction! Z kolei polskie studia filmowe zajmowały się raczej animacją niż fantastyką, a Miś Uszatek aż tak bardzo mnie nie kręcił. Podobnie z genetyką – mogłam co prawda wybrać się na biotechnologię, ale poziom i finansowanie badań na polskich uczelniach wołał o pomstę do nieba. W kraju nie miałabym szans na stworzenie niczego równie rewolucyjnego jak świszczurka, a wyjazd na zagraniczną uczelnię wydawał się równie nierealny jak lot na księżyc. Nie miałam w sumie wyboru – musiałam wybrać zawód, który łączył inżynierię (chociaż nie genetyczną) z robieniem makiet (chociaż nie do filmów). Ostatecznie Polska weszła do Unii i nie dość, że można było postudiować za granicą, to na dodatek otworzył się rynek pracy. Z obu możliwości skorzystałam, ale już w architekturze. Czy gdybym o tym wszystkim wiedziała odpowiednio wcześnie, moje dziecięce marzenia stałyby się rzeczywistością?

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: