Wirus motoryzacyjny

Zamieściłam wczoraj na Facebooku wycinek z ogłoszonego właśnie projektu „Planu zrównoważonego rozwoju publicznego transportu zbiorowego dla Miasta Gdańska na lata 2014-2030” (tzw. planu transportowego). Obrazek zaczął byskawicznie rozprzestrzeniać się wśród osób zainteresowanych problematyką transportowa i miejską. Zobaczcie sami dlaczego:

Image

Okazuje się, że według prognoz wzrost liczby samochodów w Gdańsku, stanowi wariant… optymistyczny. Hmmm. Z optymizmem zawsze kojarzyły mi się korzystne zmiany, poprawa jakości życia i osiąganie wyższych standardów. Doganianie Zachodu, na co wydawane są unijne środki oznaczałoby, że w najlepszym (czyli najbardziej pesymistycznym?) wariancie liczba samochodów powinna w Gdańsku spadać. Obecnie wynosi 508 na 1000 mieszkańców*, czyli ok. 100-150 więcej niż w europejskich miastach, w których infrastruktura i jakość życia oceniane są najwyżej. Celowe działanie czy lapsus językowy? W facebookowych dyskusjach pojawiły się różne teorie, m.in. że jeśli wzrost zamożności polskiego społeczeństwa mierzy się wskaźnikiem motoryzacji, to ów optymizm wiąże się z przewidywanym bogaceniem się Polaków. Niektórzy sugerowali, że ta freudowska pomyłka ujawniła prawdziwe oczekiwania Biura Rozwoju Gdańska. Przejęzyczenie przejęzyczeniem, ale mam nieśmiałą nadzieję, że gdański samorząd po cichu próbuje przeforsować zrównoważone rozwiązania, pozornie nie dając podstaw samochodowemu lobby, że nastaną dla niego ciężkie czasy. Z jednej strony konsekwentnie rozwijana jest sieć transportu publicznego oraz infrastruktury rowerowej i są to ogromne inwestycje. Chociaż sprawy najbardziej pilne, jak wspólny bilet na kolejkę miejską i pozostałe środki komunikacji zbiorowej nie są jeszcze rozwiązane, liczba ulepszeń zaskakuje. Każda nowa inwestycja powoduje spory szum medialny, a reakcje na nowe linie tramwajowe czy budowę Pomorskiej Kolei Metropolitalnej są entuzjastyczne. Z drugiej strony odnoszę wrażenie, że ograniczenia dla samochodów wprowadzane są stopniowo, niemalże po cichu, tak, aby nie podpaść, zwłaszcza przed wyborami, właścicielom aut. Właściciele się burzą, ale mało gwałtownie, bo dzięki metodzie małych kroków zmiany nie wydają się rewolucyjne, a kierowcy mają czas, aby przyzwyczaić się do nowych warunków – rozszerzanej strefy Tempo 30, zakazów wjazdu czy podnoszenia opłat za parkowanie w śródmieściu. Mam nadzieję, że ta strategia to nie tylko złudzenie.

Aha, chyba wiem, skąd ten „optymistyczny” wariant. To jak „pozytywny” wynik testu na obecność wirusa albo „pozytywny” wynik testu ciążowego. Tylko że wirus nie oznacza nic dobrego, a ciąże bywają niechciane…

*dane z 2012 roku według cytowanego projektu.

Reklamy

One thought on “Wirus motoryzacyjny

  1. […] niby żadna tajemnica, ale przyznam się do czegoś publicznie: mam na nie alergię. Nie pierwszy raz już o tym piszę, a studenci mają już pewnie dosyć mojego gadania na ten temat, ale myślę, że […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: