Starożytność czy współczesność?

Neapol, Napoli, Naples – bez względu na język ta nazwa zawsze ma sześć liter. Od razu wiedziałam, że mi się tam spodoba. Był kiedyś komiks o mieście, w którym pierzeje ulic stanowią scenografię i cały czas niezauważalnie się przesuwają, aby nie można było rozpoznać tych samych miejsc. Miałam dokładnie takie same odczucia w Neapolu, gdzie w budynki, pierzeje i ulice pozostawały co prawda niezmienne, ale ruchoma „zawartość” wyglądała zupełnie inaczej w zależności od dnia i godziny. Wiele kościołów jest wbudowanych w pierzeje, a ich frontowych elewacji można nie zauważyć w ciągu dnia, tak bardzo podobne są skalą do monumentalnych kamienic. Dopiero wieczorna iluminacja wydobywa je z tła. Włączają się świąteczne dekoracje i na pierwszy plan wychodzą wówczas również podświetlane uliczne kapliczki i ołtarzyki, podobne nieco do tych z podwórek warszawskiej Pragi. Te same miejsca robią zupełnie inne wrażenie w spokojny niedzielny wieczór i w ruchliwe powszednie przedpołudnie. W najbardziej skrajnej wersji na każdym wolnym fragmencie ulicy rozstawiane są stoiska handlowe, przy popularnych pizzeriach tłumy ludzi czekają na stolik, krzyczą naganiacze, a w tym całym chaosie lawirują dostawcy kawy nosząc nad głowami tace z filiżankami espresso. Jest cudownie gwarno i brudno – wszędzie stoją i rozmawiają ludzie, walają się śmieci i niedopałki, rynsztokami spływa woda ze stoisk z rybami i owocami. Ten widok tak mocno kojarzył mi się z arabską mediną, że mimowolnie cały czas patrzyłam pod nogi, żeby nie wdepnąć w odchody osła czy muła, chociaż na ulicach wcale ich nie było. Przez tłum bezustannie przejeżdżają samochody i skutery, a strategii przebijania się jest kilka, podobnie zresztą, jak przechodzenia pieszo przez ulice. Można jechać bardzo wolno, licząc na rozstępowanie się tłumu albo z dużą prędkością, z naciśniętym cały czas klaksonem. Z kolei piesi, podobnie jak kierowcy, kompletnie olewają światła i pasy, a najbezpieczniejszą metodą przechodzenia przez ulicę jest spacer z powolną, ale równą prędkością – moment zawahania może się źle skończyć. Nikt jednak nie jeździ szybko i to właśnie ograniczona prędkość pozwala na płynne, choć powolne przemieszczanie się, bez korków i nerwowego czekania na zielone światło. Samochody są poobijane i odrapane, ale ten organiczny system integracji ruchu kołowego i pieszego wydaje się nie generować niebezpiecznych kolizji.
IMG_4704
Dostawca espresso w neapolitańskim tłumie
Neapol01
Prywatność w przestrzeni publicznej
Neapol02
Uliczny handel w Neapolu

Podobnie gwarne musiały kiedyś być Pompeje. Zestawienie tych dwóch miast pokazuje pewien paradoks: Neapol przetrwał do współczesnych czasów, jednak w jego funkcjonowaniu jest coś starożytnego; Pompeje, mimo że autentycznie starożytne, wydają się zaskakująco współczesne. Zrobiła na mnie ogromne wrażenie wielkość tego miasta oraz jego racjonalny układ, a przecież był to zaledwie jeden z wielu ośrodków Cesarstwa; zamożny, ale wcale nie najważniejszy ani najdoskonalej zaplanowany. Regularna siatka ulic z kilkoma rozwidleniami przypomina współczesne układy urbanistyczne. Konsekwentnie prowadzone pierzeje i rytm sąsiadujących ze sobą budynków robią wrażenie osiedla deweloperskiego, tak jakby erupcja Wezuwiusza miała miejsce wkrótce po ukończeniu ogromnej realizacji. Nie widać tych wszystkich urbanistycznych deformacji i „narośli”, znanych chociażby z wielu średniowiecznych miast. W lepszych dzielnicach stoją luksusowe wille, pod miastem wygodne posiadłości. W najbardziej ruchliwych punktach, w okolicach bram do miasta i głównych przestrzeniach publicznych, zlokalizowano odpowiedniki snack barów z ladami do złudzenia przypominającymi współczesne. Piekarnie czy burdele tak jak i dziś rozstrzelone były po całym mieście, za to poważniejsze funkcje rozrywkowo-sportowe skoncentrowano w multipleksach i centrach fitness – teatrze, odeonie, amfiteatrze i palestrze. Forum z bazyliką, świątyniami i obiektami administracyjnymi to pompejańskie city. Nawet najdrobniejsze szczegóły przypominają współczesne miasto – koleiny w drogach, graffiti na murach i przejścia dla pieszych jak kamienne „zebry” (aby przejść ponad spływającymi ulicami nieczystościami).

Dwa tysiące lat i żadnej wielkiej zmiany?

IMG_4983
Kamienna „zebra”
IMG_4960
Starożytny snack bar

[fot. Monika Arczyńska]

Reklamy

2 thoughts on “Starożytność czy współczesność?

  1. […] pod tym względem zrobiła na mnie podobne wrażenie jak ubiegłoroczna wizyta w Pompejach. Najbardziej zadziwia rozwinięta infrastruktura, przede  wszystkim kapitalnie wyjaśniony na […]

  2. […] od Neapolu to prawdziwe Włochy. Nie zdawałam sobie wówczas sprawy, jak wiele miała racji. O Neapol i wybrzeże Amalfi zahaczyłam w ubiegłym roku, a niedawno trafiłam na Sycylię. Żałuję, że […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: