Życzenia z Sorrento

Sorrento02
Wszystkiego wymarzonego w Nowym Roku! Życzenia są o tydzień spóźnione, bo zaraz po świętach wyruszyliśmy na wakacje, ale ponieważ miejsca, które odwiedziliśmy, to kilka wyjątkowych włoskich miast, poświęcę im kilka kolejnych postów. Bez typowo podróżniczych relacji – będzie to raczej seria miejsko-architektonicznych spostrzeżeń. Może nawet bardziej miejskich niż architektonicznych, bo w drodze powrotnej z lekkim zdumieniem odkryliśmy, że oprócz dopiero co otwieranego węzła transportowego w Neapolu według projektu Dominica Perrault nie obejrzeliśmy ani jednego współczesnego budynku. Zamierzaliśmy co prawda wybrać się do Ravello i zobaczyć audytorium, które Niemeyer zaprojektował w wieku około stu lat (!), ale pogoda pokrzyżowała nam plany. To chyba nasz pierwszy urlop bez współczesnej architektury:)

Sylwestra spędziliśmy w Sorrento – włoskim odpowiedniku Sopotu, ale jeszcze bardziej zawalonym turystami. Nawet zimą zagęszczenie Azjatów i sklepów z pamiątkami daleko wykraczają poza europejską średnią. Ceny hoteli są tu absolutnie kosmiczne, więc zatrzymaliśmy się w pobliskiej miejscowości, w pełnym podrabianych ludwików B&B prowadzonym przez prawdziwą włoską matronę, która po domu chodziła w czarnej sukni, a do warzywniaka zasuwała w futrze. Ale po co właściwie tu przyjechaliśmy? Nie przepadamy za limoncello, które jest tu produkowane i nie znosimy typowo turystycznych klimatów. Ale to właśnie do Sorrento i Amalfi, do którego również się wybraliśmy, przyjeżdżała dawniej europejska arystokracja oraz artyści. Obowiązkowo w ramach Grand Tour – podróży w rodzaju współczesnego gap year (ale tylko dla wybranych, „na bogato” i w celu poznawania kolebek europejskiej cywilizacji, a nie wolontariatu w Afryce). Czasem urządzano coś  w rodzaju twórczych wakacji i nie wiem, czy to lokalny klimat, czy charakter amalfitańskich niewiast tak inspirowały przyjeżdżających tu artystów, ale Ibsen napisał tu spory fragment „Domu lalki”, a mój ulubiony D.H. Lawrence „Kochanka Lady Chatterley” – teksty o kobietach, które nie całkiem wpasowywały się w gorset obowiązujących wówczas społecznych ról i oczekiwań. Wiele rodzin przyjeżdżało w te okolice na cały sezon, aby odpocząć w cieplejszym klimacie, zaprezentować córki kawalerom z tzw. towarzystwa lub podleczyć gruźlicę. Opisy takich leniwych i rozpustnie luksusowych wakacji zawsze działały na moją wyobraźnię, kiedy czytałam je w wiktoriańskich powieściach (zaczęłam je czytać kilka lat temu z powodu pewnego projektu, ale ta opowieść zdecydowanie zasługuje na osobny post w przyszłości). W końcu musiałam tu przyjechać, żeby zobaczyć te wszystkie niesamowite nadmorskie wille i uginające się pod ciężarem owoców drzewa cytrynowe. Zawsze w podobnie pocztówkowych okolicach prześladuje mnie pewna myśl: dlaczego nie mam włoskich korzeni i jakiejś starej ciotki, po której mogłabym taką willę odziedziczyć? W każdym razie krajobrazy w okolicach Sorrento wydawały mi się dziwnie znajome i cały czas miałam urbanistyczno-krajobrazowe deja vu – zdecydowanie widziałam wcześniej podobne miejsca. W końcu do mnie dotarło, że nie chodzi tylko o wizualne podobieństwo, ale również o nazwę. W południowej części Dublina, w dzielnicy Dalkey, znajduje się… Sorrento Road. Sprawdziłam – ulicę nazwano tak właśnie z uwagi na krajobraz zbliżony do włoskiego Sorrento. Wszystko się zgadza: stoją tu stare, pastelowe domy, rosną palmy, zatoka z kamienistą plażą ma  podobny kształt, a widoczna w oddali góra Sugar Loaf wygląda prawie jak Wezuwiusz. W obu miejscach drogi są wąskie, a wzdłuż nich stoją rustykalne kamienne ogrodzenia. Pogoda bywa skrajnie zmienna, roślinność jest gęsta, klimat łagodny, mieszkańcy zamożni, a nieruchomości koszmarnie drogie (to mnie akurat nie dziwi, a moje marzenia o odziedziczeniu willi w takim miejscu mają jak najbardziej racjonalne podstawy). Zawsze, kiedy trafiałam w tamte dublińskie okolice w słoneczny dzień, nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że jestem gdzieś na południu Europy – już wiem, skąd to złudzenie!

Sorento
Wkrótce o Neapolu i Pompejach.

[fot. Monika Arczyńska]

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: